Jeśli deweloperzy nie obniżą cen, pozostaną z niesprzedanymi lokalami, bo Polacy na razie nie mają za co kupować.
Deficyt mieszkań szacuje się w Polsce na blisko 1,4 mln mieszkań. Tylko w województwie mazowieckim w 2007 r. brakowało około 186 tys. lokali. Choć w ostatnich latach dziura się zmniejszyła, to i tak mamy jeden z najniższych w Europie wskaźników liczby mieszkań przypadających na tysiąc mieszkańców.
Analitycy z firmy redNet uważają, zatem że twierdzenia o nasyceniu rynku nie mają podstaw. Jednocześnie zwracają uwagę, iż deweloperzy nie mogą już liczyć na to, że klienci kupią od nich kolejne mieszkania, płacąc nawet wygórowane ceny.
Właśnie z taką sytuacją mieliśmy do czynienia w ostatnich miesiącach. Mimo załamania rynku oficjalne ceny mieszkań się nie zmieniały. Bardzo szybko pojawiły się za to alternatywne propozycje, jak możliwości negocjacji ceny za metr kwadratowy, wykończenie kuchni, łazienki czy nawet całego mieszkania albo dodanie za darmo garażu czy samochodu — dorzucane w cenie mieszkania, co de facto obniżało jego cenę, ale nie wpływało na podawane indeksy cenowe. I tu był zgrzyt: na rynku panowała zapaść, a ceny pozostawały na niezmienionym poziomie — taką sytuację obserwowaliśmy w maju 2008 r. Oczekiwania klientów i deweloperów zupełnie się rozmijały, co wpływało na zwiększanie liczby niezrealizowanych transakcji.
Analitycy redNet zwracają uwagę, że dopiero w sierpniu i wrześniu część deweloperów, wprowadzając nowe projekty do oferty, dokonywała korekty cen. Jeszcze w tym roku, którego zostały zaledwie 3 miesiące, ceny mieszkań według specjalistów mogą spaść o 5 proc., następne lata powinny za to przynieść najpierw stabilizację, a potem, wraz ze wzrostem siły nabywczej klientów, powrót do dynamicznego, bardzo dobrego tempa sprzedaży.
5
proc.
O tyle, zdaniem ekspertów firmy redNet, powinny spaść ceny mieszkań na rynku pierwotnym w III kwartale 2008 roku.