Jerzy Hausner nie jest przeciwny dodatkom dla najbiedniejszych. To oznacza konieczność korekt w budżecie.
Nie pomogły apele rządu, by posłowie skupili się na merytorycznej stronie założeń do budżetu 2005. Polityczne spory, które przybierały personalny charakter, wzięły górę. Kluby Platformy Obywatelskiej, Prawa i Sprawiedliwości oraz Samoobrony złożyły wniosek o odrzucenie budżetu.
— To dobry plan finansowy, najlepszy w ostatnich latach. Jeżeli przyjmiecie go w takiej postaci, to osiągnięcie celów w 2005 r. nie będzie zagrożone. Jeśli zaś skupicie się tylko na walce politycznej, to zamiast wzrostu będzie stagnacja, zamiast zatrudnienia — zwolnienia — tłumaczył posłom Jerzy Hausner, minister gospodarki.
Wśród celów rządu wyliczył: nieprzekroczenie 55 proc. granicy długu publicznego do PKB. Wzrost gospodarczy wyższy niż 5 proc. oraz spadek liczby bezrobotnych co najmniej o 400 tys.
Co ciekawe, podczas debaty przedstawiciele rządu sami sugerowali pewne korekty planów budżetowych, zwiększające wydatki. Jerzy Hausner przyznał, że nie boi się wprowadzenia dodatku dla osób o najniższych dochodach proponowanego przez SLD.
— Byłby to jednorazowy dodatek. Będzie to miało wpływ na dodatkowy popyt konsumpcyjny i wspomoże lokalną przedsiębiorczość — wyjaśniał Jerzy Hausner.
Dodał, że jeżeli ktoś proponuje wyższe świadczenia dla wszystkich, to jest to skrajna i niebezpieczna demagogia.
— Jeżeli ktoś proponuje wyższe podatki dla bogatszych, nie zdaje sobie sprawy, że ci ludzie będą uciekali w szarą strefę — ostrzegał Jerzy Hausner.