Chcę tylko zarabiać i ratować życie ludzi

Grzegorz Zięba
opublikowano: 2003-12-11 00:00

Bydgoski dealer samochodów walczy o kontrakt na usługi pogotowia ratunkowego. Mimo odrzucenia jego oferty nie poddaje się.

Wbrew obiegowej opinii Aleksander Konarzewski, bydgoski dealer samochodów marki Volkswagen, Skoda i Audi, twierdzi, że na pogotowiu ratunkowym można zarobić. Przedsiębiorca tak dalece jest o tym przekonany, że zarejestrował spółkę Ratownictwo Medyczne, przygotował plan działania i podpisał wstępne umowy.

To niezły interes

— Od trzech lat wydzierżawiam samochody pogotowiu. Miałem czas, by się dokładnie przyjrzeć jego funkcjonowaniu i policzyć koszty — podkreśla Andrzej Konarzewski.

W bydgoskim pogotowiu jest zatrudnionych ponad 240 osób. Przedsiębiorca uważa, że wystarczy 120. Nie uważa także, by obecnie obowiązujące stawki (tzw. dobokaretki) były nieopłacalne. Wynoszą one 2,15 tys. zł na „erkę” i 1,7 tys. zł na karetki wypadkowe.

— Przy takim poziomie finansowania wyjdziemy co najmniej na zero — mówi Aleksander Konarzewski.

Swój główny zarobek widzi natomiast w usługach dodatkowych, takich jak przewozy chorych na zlecenie szpitali czy prywatne zlecenia.

Wszystko przygotowane

— Nasza propozycja to 11 nowocześnie wyposażonych karetek z pełną obsługą. Chcemy założyć także własne centrum informacyjne — opowiada Aleksander Konarzewski.

Część medyczną całego przedsięwzięcia ma zapewnić umowa z Państwowym Szpitalem Klinicznym w Bydgoszczy. Przewiduje ona pełną współpracę w zakresie personelu medycznego, leków i dostępu do aparatury. Szpital będzie również przyjmował pacjentów spółki.

Podpisano także umowę ze strażą pożarną na korzystanie z jej centrum powiadamiania.

— Lekarz i strażak będą siedzieć w tym samym pomieszczeniu. Poprawi to koordynacje obu służb — dodaje Aleksander Konarzewski.

Duży problem

Tak przygotowana spółka Ratownictwo Medyczne stanęła we wtorek do przetargu Narodowego Funduszu Zdrowia na świadczenie usług pogotowia ratunkowego w Bydgoszczy i... już w pierwszym etapie jej oferta została odrzucona.

— Jako powód odrzucenia oferty podano brak odpowiedniej lokalizacji punktów, gdzie stacjonować będą karetki. Powołano się przy tym na informacje z Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego — mówi Aleksander Konarzewski.

Przedsiębiorca nie zamierza rezygnować. Będzie domagał się unieważnienia przetargu, bo oddział NFZ powołał się na opinię konkurenta.

— Musiano więc przedstawić ofertę pogotowiu — twierdzi Aleksander Konarzewski.