Chciejstwo ma krótkie nogi

Jacek Zalewski
opublikowano: 2006-08-07 00:00

Podanie na początku roku wiadomości o zlokalizowaniu w Polsce finału konkursu Miss World 2006 niepomiernie nas zdumiało. Z jednej strony docenialiśmy rolę promocyjną tej imprezy, ale z drugiej traktowaliśmy całe przedsięwzięcie jako sympatyczną ekstrawagancję biura Miss Polonia, bo to ono było pomysłodawcą. Już na pierwszej konferencji prasowej zadane zostało Julii Morley, szefowej londyńskiego biura Miss World, kluczowe pytanie: dlaczego w Polsce? Przecież od czasu wyjścia poza Londyn światowy finał organizowany był w egzotycznych ośrodkach turystycznych. Odpowiedź wręcz porażała swoją prostotą: a dlaczego nie?

To nikła motywacja dla powodzenia imprezy, ale naprawdę słabym punktem finału Miss World w Polsce stały się finanse. Impreza okazała się zamkiem na piasku, bo jej budżet znany był jedynie po stronie wydatkowej. Opłata licencyjna dla biura Miss World, koszty miesięcznego utrzymania w Polsce 120 missek z całego świata oraz ich świty, wreszcie koszty organizacji samej imprezy finałowej — to konkretne liczby. Po stronie dochodowej zaś dało się zapisać jedynie: jakoś to będzie, znajdą się sponsorzy. Mijały miesiące, a jedynym pewnym punktem dochodowym była uchwała Rady Warszawy, która za 10 mln zł zakupiła organizację finału w stolicy. Notabene po raz kolejny przekonaliśmy się, że jedynym miejscem nadającym się do przyjęcia takiego widowiska jest archaiczna Sala Kongresowa z zaledwie 2 tys. miejsc.

Do organizacji finału początkowo miała włączyć się Krajowa Izba Gospodarcza, ale po rozpatrzeniu się w realiach, KIG się wycofała i skromniutkie biuro Miss Polonia pozostało praktycznie samo, bardzo luźno wspierane jedynie przez Polską Organizację Turystyczną.

Lada dzień rozstrzygnie się, czy finał Miss World 2006 mimo wszystko odbędzie się 30 września w Warszawie, czy jednak Julia Morley będzie musiała przekazać imprezę gotowej finansowo i organizacyjnie Moskwie. Historia zna już przykłady większych kompromitacji, choćby w sporcie — przeniesienie zimowej olimpiady w 1976 r. z nieodpowiedzialnego Denver do Innsbrucku czy piłkarskiego mundialu w 1986 r. z Kolumbii do Meksyku. Każdy taki przypadek jest wielką antypromocją, tworzącą negatywny wizerunek danego miasta czy kraju na długie lata. I to byłyby największe poniesione przez Polskę koszty klapy — opartej na chciejstwie, ale przyznajmy, że sympatycznej — inicjatywy Miss World 2006.