Chciejstwo zderza się z technologiami

opublikowano: 04-03-2021, 20:00

Czwartkowe kolejne już opóźnienie dostawy szczepionek do Polski, tym razem 62 tys. z firmy AstraZeneca (mają dotrzeć w poniedziałek), nie jest pierwszym ani ostatnim.

Rozczarowanie Rządowej Agencji Rezerw Strategicznych jest zrozumiałe, ponieważ sypie się harmonogram rozprowadzania szczepionek dalej, chodzi zwłaszcza o nadrobienie zaległości wobec tzw. grupy zerowej. Naturalne popytowe oczekiwania zarówno decydentów politycznych, jak też rzesz potencjalnych pacjentów to jedna strona medalu. Drugą są bardzo prozaiczne podażowe ograniczenia technologiczno-produkcyjne. Zsumowane pilne zamówienie ludzkości na szczepionkę przeciwko COVID-19 to największe takie przedsięwzięcie w całych dziejach farmacji, nieporównywalne np. z narastającym stopniowo zainteresowaniem wyizolowaną przed wojną penicyliną czy szczepionką przeciwko polio, porażeniu dziecięcemu. Nawet przestawione na szczepionkę linie wytwórcze koncernów mają wydajność ograniczoną, zwłaszcza że producenci deklarują rygorystyczne dotrzymywanie – z czego można się tylko cieszyć – norm jakościowych i bezpieczeństwa. Notabene koncern Pfizer w całych swoich dziejach tylko raz odnotował podobnie gwałtowne zainteresowanie rynku – gdy w 1998 r. wypuścił pilnie oczekiwany związek organiczny sildenafil. Sama nazwa substancji czynnej laikom nic nie mówi, ale handlowa i owszem – viagra.

Klasa polityczna nieustająco wywiera presję na producentów oraz służby sanitarne, aby przeskakiwały progi bezpieczeństwa. Wystarczy przypomnieć z grudnia 2020 r. naciski na szczycie Rady Europejskiej – w tym m.in. premiera Mateusza Morawieckiego – aby EMA (European Medicines Agency) gwałtownie przyspieszyła zatwierdzenie produktu Pfizera. Co się stało, dzięki czemu władcy mogli składać optymistyczne życzenia świąteczne i noworoczne, jako że właśnie składanie obietnic jest sensem ich życia. W Polsce szczepienia rozpoczęły się propagandowo do kamer już w… niedzielę 27 grudnia. Do tej pory zaszczepiono mniej więcej 3,5 mln osób, z czego ponad 1,2 mln już drugą dawką. Najnowsza decyzja o zwiększeniu odstępów czasowych między obiema turami (producenci się na to zgodzili) pozornie zwiększy tempo. Z pustego podobno nawet król Salomon nie naleje, ale dzięki kalendarzowemu chwytowi szczepionkowemu jednak się da, chociaż to jedynie arytmetyczna iluzja.

AstraZeneca - to transport właśnie tej szczepionki nie dotarł do Polski planowo w czwartek, może dopiero w poniedziałek.
Anthony Devlin/Bloomberg

Obchody rocznicy stwierdzenia w Polsce pierwszego przypadku zakażenia koronawirusem zaowocowały zapowiedzią zmian w harmonogramie szczepień. Niestety, od grudnia nie poprawia się bardzo niskie umocowanie prawne całego programu, niezgodne z porządkiem konstytucyjnym Rzeczypospolitej Polskiej. Przez pierwszy miesiąc jedynym aktem była uchwała nr 187/2020 Rady Ministrów w sprawie przyjęcia programu, stanowiącego kolorowy 34-stronicowy załącznik. Została podjęta… bez jakiejkolwiek podstawy prawnej. Takie uchwały „mają charakter wewnętrzny i obowiązują tylko jednostki organizacyjnie podległe organowi wydającemu”. Próbą punktowego nadrobienia bałaganu okazało się rozporządzenie Rady Ministrów z 14 stycznia 2021 r. Do aktu przedłużającego antyepidemiczne restrykcje wstawiono z zaskoczenia rozdział, regulujący podział na grupy uprawnionych do szczepień. Ten akt już obowiązujący powszechnie częściowo skopiował uchwałę z 15 grudnia, ale w wielu szczegółach się różni, był już zresztą nowelizowany. Jednak żaden akt prawny nie ustala terminów szczepienia poszczególnych grup. Wszystko, co w sprawie kalendarza władcy publikują na portalach, to tzw. prawo powielaczowe. Zgodnego z Konstytucją RP się nie doczekamy.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane