Minister Marek Balicki protestuje przeciwko nazywaniu protezą uchwalanej przez Sejm pod presją czasu ustawy o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych — chociaż z góry zapowiada jej rychłe poprawianie. Wgryzienie się w zawartość 247 obszernych artykułów prowadzi jednak do postawienia tezy, że nowa ustawa jest zaledwie mutacją dotychczasowej oraz że nie zostały wyczyszczone wszystkie błędne zapisy, zakwestionowane przez Trybunał Konstytucyjny.
Zdecydowana większość artykułów obraca się wokół publicznych pieniędzy. I właśnie dlatego tak wielką wadą strukturalną jest pozostawienie planu finansowego Narodowego Funduszu Zdrowia poza ustawą budżetową! Niezależnie od wewnętrznej ewolucji, NFZ jest i będzie jednostką sektora publicznego, całkowicie jednak pomijaną w najważniejszym po Konstytucji corocznym akcie prawnym. A przecież ogarnięcie finansów państwowych funduszy celowych przez ustawę budżetową — jako załączników — było elementem porządkującym obieg pieniędzy podatników. Niestety, NFZ utrzyma status nawet nie świętej krowy (jak to określane są centralne instytucje, opracowujące projekty swoich budżetów samodzielnie, ale później poddające je sejmowej weryfikacji), tylko jakiegoś bóstwa.
Nowa ustawa przenosi ze starej przepis, iż roczny plan finansowy oraz sprawozdanie finansowe NFZ publikowane są zaledwie w formie komunikatu w Monitorze Polskim B. Dotychczas ogłaszającym jest minister zdrowia, ale uprawnienie to zostanie przekazane prezesowi NFZ — zatem nadzór nad 30-miliardową kasą jeszcze bardziej oddali się od konstytucyjnych organów państwa. Według ministra Balickiego, wstawienie gigantycznego planu finansowego NFZ jako załącznika do budżetu na rok 2005 nie jest już możliwe ze względu na... różne terminy przygotowywania obu dokumentów! Ewentualne ich zgranie może nastąpić dopiero w roku 2006, oczywiście jeśli odpowiednio wcześniej dokonana zostanie nowelizacja ustawy.
Ostatnie przed wakacjami posiedzenie Sejmu na pewno zakończy się uchwaleniem ustawy zdrowotnej, co pozwoli posłom udać się na urlopy w poczuciu dobrze i terminowo wykonanej roboty. Ich samopoczucia nie pogorszy okoliczność, iż akt ten — nakazany orzeczeniem TK — okazuje się tylko wstawioną awaryjnie protezą, i to dość słabowitą. Oczywiście podtrzyma funkcjonowanie chorego organizmu, ale nie zastąpi kuracji rzeczywiście uzdrawiającej. A najgorsze w tym wszystkim, że pacjent wydaje się już bliski psychicznego załamania i pogodzenia ze skazaniem go na inwalidzki wózek.