Chętnie zatrudnię... spawacza, menedżera

Wojciech Chmielarz
opublikowano: 2006-10-06 00:00

Mimo 15,5-procentowego bezrobocia praca w Polsce jest. Pracodawcy poszukują pracowników budowlanych, pielęgniarek i... menedżerów.

Trwa polowanie na wyspecjalizowanych i wykształconych pracowników. Popyt jest i rośnie, a podaż — maleje. Firmy headhunterskie zaś zacierają ręce i liczą zyski.

— Firmy executive search mają dziś niewątpliwie niemało pracy. Do rozkwitu branży doradztwa personalnego w dużej mierze przyczyniło się ożywienie gospodarcze, jakie możemy obserwować od ponad trzech lat. Z drugiej strony, coraz większa kompleksowość procesów rekrutacji na stanowiska menedżerskie wymusza niejako korzystanie z pomocy partnerów zewnętrznych. Postępująca zaś profesjonalizacja rynku usług rekrutacyjnych sprawia, że do współpracy przekonują się nawet te firmy, które mają bagaż niedobrych doświadczeń z początków konstytuowania się profesji doradców personalnych w Polsce — zauważa Mirosław Szlagor, partner firmy doradztwa personalnego Executive Network.

Dramat pracodawców

Przystąpienie Polski do Unii Europejskiej i otwarcie rynków pracy w Wielkiej Brytanii, Irlandii i Szwecji było początkiem wielkiej emigracji zarobkowej Polaków — która trwa po dziś dzień. Szczęścia za granicą ruszyli szukać studenci, pielęgniarki, pracownicy budowlani, ale również nauczyciele czy inżynierowie. Skutek? Brak rąk do pracy w kraju.

— Obecnie niektórzy pracodawcy przeżywają dramat — nie mogą znaleźć fachowców do pracy. Chodzi przede wszystkim o budowlańców, spawaczy oraz stoczniowców. Szacujemy, że w najbliższym czasie zabraknie w niektórych miastach pielęgniarek i lekarzy. Skutkiem takiego stanu rzeczy jest — przede wszystkim — powiększająca się szara strefa. Kolejną zaś konsekwencją braku specjalistów — wzrost cen usług, jaki już można odnotować. Za brak fachowców płaci więc konsument: nabywca mieszkania czy właściciel domu, który robi remont — podkreśla Anna Krasucka, prezes Izby Pracodawców Polskich (IPP).

Według obliczeń IPP, z kraju wyjechało już prawie 1,5 mln Polaków.

Zarządzający z importu

W Polsce poszukiwani są również menedżerowie średniego i wyższego szczebla. Ale wcale nie dlatego, że wyjechali pracować na zmywaku w londyńskich restauracjach.

— Problem emigracji nie dotyczy kadry zarządzającej. Oni mogą w Polsce znaleźć dobrą, ciekawą, pełną wyzwań i dobrze opłacaną pracę. Tak więc menedżerowie nie wyjeżdżają, bo i po co? Są potrzebni tutaj, na miejscu. Co więcej, w niektórych dziedzinach odnotowujemy braki i sięgamy po pracowników z krajów ościennych — Czech, Słowacji. Często są to specjaliści z międzynarodowym doświadczeniem, którzy mają np. kierować działami koordynującymi sprzedaż na terenie Europy Środkowej — mówi Aneta Soszyńska z Hays Polska, firmy zajmującej się rekrutacją specjalistyczną.

Nie tylko nasi południowi sąsiedzi są źródłem kadry zarządzającej w rodzimych przedsiębiorstwach. Coraz częściej znajdują u nas zatrudnienie menedżerowie ze Wschodu.

— Polskie firmy, które dynamicznie rozwijają eksport, sięgają po menedżerów zza wschodniej granicy — z Rosji i Ukrainy. Oni znają język i realia rynków macierzystych — zauważa Aneta Soszyńska.

A polscy menedżerowie poszukujący pracy? Powinni zainteresować się Wschodem. Trudno znaleźć bowiem fachowców, którzy dobrze czuliby się w tamtejszych warunkach. Barierą jest chociażby język.

— Znajomość rosyjskiego jest problemem. Kiedyś był to język, którego — jak pamiętamy — wszyscy musieliśmy się uczyć. Przez to powstała jakaś awersja do niego. Dziś więc trudno znaleźć nawet asystentkę, która potrafi biegle mówić po rosyjsku — twierdzi Aneta Soszyńska.

Na ironię zakrawa to, że podobne problemy są z naszym zachodnim sąsiadem...

— Pracuję z wieloma klientami z obszaru języka niemieckiego. I często jestem zmuszony konfrontować ich z faktem, że rynek menedżerów, znających zarówno język, jak i kulturę biznesową tego obszaru, jest bardzo płytki, zwłaszcza jeśli chodzi o branżę usługową — narzeka Mirosław Szlagor.

Mobilni w cenie

Żeby znaleźć dobrą pracę, niekoniecznie trzeba się od razu uczyć rosyjskiego. Czasem wystarczy zmienić miejsce zamieszkania. A to się rzadko zdarza. Doradcy personalni przyznają, że wadą Polaków jest ich mała mobilność. Przez to tam, gdzie jest praca — nie ma pracowników. Taki problem mają np. firmy, które rozpoczęły inwestycje w okolicach Wrocławia.

— Niedobór menedżerów potęgowany jest, po pierwsze, przez geograficzną dywersyfikację biznesu w Polsce, co przy ograniczonej mobilności polskich menedżerów — pogłębionej jeszcze niewydolnością infrastruktury komunikacyjnej — powoduje braki kadry w szybko rozwijających się regionach — podkreśla Mirosław Szlagor.

A po drugie, przez zmiany, jakie zachodzą w gospodarce.

— Przykładem może być branża deweloperska, która po wielu latach kryzysu prosperuje dziś coraz lepiej i cierpi... na niedobór wykwalifikowanych menedżerów — twierdzi Mirosław Szlagor.