Chińczycy nie będą wiecznie czekali

opublikowano: 28-06-2017, 22:00

Możemy przespać szansę na uczestnictwo w jednym z największych na świecie projektów transportowych — ostrzegają logistycy

Projekt Nowego Jedwabnego Szlaku (NJS) rewolucjonizuje światowy rynek usług logistycznych. A Polska dzięki dogodnemu położeniu geograficznemu jest jednym z najważniejszych pretendentów do pozycji głównego dystrybutora towarów z Dalekiego Wschodu. Rośnie zainteresowanie NJS innych państw, potrzebne są więc spójne działanie i szybkie decyzje, by wykorzystać szansę stworzenia w naszym kraju europejskiej końcówki szlaku.

— Powstanie centralnego hubu przeładunkowego poza Polską pozbawiłoby nasze firmy możliwości świadczenia usług dla klientów europejskich w ramach NJS, ograniczając ich działalność głównie do rynku krajowego i stawiając w roli petenta hubów zagranicznych — uważa Tomasz Sączek, właściciel firmy Teslog. Dodaje, że logistycy powinni wspierać wszelkie działania związane z Nowym Jedwabnym Szlakiem. Inaczej skończy się to niekorzystnymi dla Polski decyzjami dotyczącymi europejskich korytarzy transportowych.

— Wspólne działania z inicjatorami NJS mają głęboki sens. Chińscy inwestorzy zrobią wiele, żeby polepszyć dostęp do tamtejszych produktów niższej i wysokiej jakości, poprawiając w tym celu infrastrukturę logistyczną. Polska powinna jednak wykazać inicjatywę, bo pieniądze i inwestorzy nie przychodzą tam, gdzie się ich nie prosi — podkreśla Tomasz Sączek.

Co trzeba zrobić? Przede wszystkim przedstawić Chińczykom listę projektów infrastrukturalnych, którymi Polska może być zainteresowana, i zapalićzielone światło dla rozmów. Już w czerwcu 2015 r. China Development Bank informował, że zamierza zainwestować 890 mld dolarów w niemal 900 projektów w 60 krajach w ramach OBOR (One Belt, One Road).

Dobrze byłoby, gdyby wśród tych państw znalazła się także Polska. Oczywiście poza ogromnymi szansami jest też ryzyko. Konieczność jego oceny i odpowiedzialnego działania spoczywa także na firmach, które mogłyby uczestniczyć w inwestycjach na Nowym Jedwabnym Szlaku. Ale większą aktywnością powinny się wykazać również polskie władze. Chińczycy oczekują poważnego i partnerskiego podejścia do współpracy.

Grupa projektowa

— Pod auspicjami Polskiego Stowarzyszenia Managerów Logistyki i Zakupów (PSML) powołujemy grupę projektową. Będziemy mobilizowali środowisko i we współpracy z instytucjami, firmami i administracją publiczną opracujemy rekomendacje dotyczące uruchomienia centralnego hubu przeładunkowego w Polsce. Grupa złożona z interesariuszy z różnych sektorów i ekspertów z dziedziny logistyki ma przede wszystkim wspierać polski rząd, by doprowadzić do realizacji hubu w naszym kraju — informuje Mariusz Gerałtowski, prezes PSML.

Jest o co walczyć. „Końcówka” NJS w Polsce to ogromna szansa dla operatorów logistycznych i pokrewnych sektorów. Wystarczy sobie wyobrazić masę kontenerów, którą po całej Europie mogłyby rozwozić polskie firmy przewozowe. — Powinniśmy wreszcie wykorzystać nasze położenie geograficzne i zamiast tylko opowiadać, że jesteśmy krajem tranzytowym, pokazać, że tak jest rzeczywiście — mówi Juliusz Skurewicz z Polskiej Izby Spedycji i Logistyki.

Dodaje, że Chińczycy od kilku lat są nadzwyczaj aktywni na tym polu i mają pieniądze, które są gotowi zainwestować w Polsce. Trzeba to wykorzystać.

— Brałem udział w ostatnich latach w rozmaitych konferencjach, otwarciach, spotkaniach, przyjazdach pierwszego pociągu. Zawsze z udziałem przedstawicieli Chin, ale niewiele później z tego wynikało. Nie czekajmy, bo Chińczykom przestanie się chcieć u nas inwestować — ostrzega Juliusz Skurewicz. Wskazuje, że można wykorzystać kolejową linię szerokotorowa z dużym terminalem w Sławkowie.

— Taki hub w Polsce dałby impuls do dalszego rozwoju przewoźnikom i spedytorom drogowym i kolejowym, transportowi intermodalnemu, firmom handlowym. Nie przejmujmy się zbytnio tym, że dla Chin to przedsięwzięcie polityczne. Dzisiaj nie da się oddzielić gospodarki od polityki — przekonuje Juliusz Skurewicz.

Teraz albo nigdy

Chińczycy na pewno dokończą to, co zaczęli, i ich NJS będzie miał hub w Europie. W którym kraju? — Zagrożeniem dla polskiej lokalizacji może być Finlandia [też ma szeroki tor i bez problemu może wysyłać kontenery przez Bałtyk lub drogami — red.]. A od południa port w greckim Pireusie. Chińczycy już się tam rozsiedli i bardzo zwiększyli liczbę ładunków kierowanych na Bałkany, ale też na Węgry, do Czech i na Słowację. Już cierpi na tym gdański DCT i nasi przewoźnicy — wskazuje dr Hubert Igliński z Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu.

Poza tym, gdyby Rosja i Ukraina zakończyły wojnę, to szybko mogłyby zacząć wysyłać kontenery przez Słowację aż pod granicę z Austrią, gdzie kończy się szeroki tor. I to bez potrzeby przeładowywania — jak u nas w Małaszewiczach. Czas ucieka.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcin Bołtryk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu