Przedsiębiorcy handlujący z Chinami muszą się mieć na baczności — pieniądze od chińskich kontrahentów spływają bowiem coraz wolniej. Tak wynika z badania Coface, przeprowadzonego na ponad tysiącu chińskich przedsiębiorstw. Okazuje się, że średnie terminy płatności w Chinach wzrosły do 76 dni w 2017 r. w porównaniu z 68 dniami w 2016 r.
Dobra wiadomość jest taka, że jednocześnie mniej respondentów odnotowało wzrost opóźnień w regulowaniu zobowiązań — 29 proc. w minionym roku w porównaniu z 46 proc. w 2016 r. Ale, niezależnie od tego, długofalowe ryzyko zatorów jest większe — mimo lepszych warunków gospodarczych. Odsetek respondentów, którzy doświadczyli opóźnień w płatnościach powyżej 120 dni, wzrósł z 19 proc. do 26 proc. w 2017 r. Natomiast liczba tych, którzy doświadczyli wyjątkowo długich, sięgających ponad 180 dni, opóźnień przekraczających 2 proc. ich rocznych obrotów, też jest wyższa i wynosi 47 proc. Rok wcześniej było to 35 proc.
Jednocześnie odsetek respondentów, którzy wskazali, że wyjątkowo długie opóźnienia dotyczyły ponad 10 proc. ich rocznych obrotów, wynosi 21 proc. w porównaniu z 11 proc. w 2016 r. Z doświadczenia Coface wynika, że około 80 proc. z nich nie zostanie w ogóle spłaconych. W przypadku, gdy stanowią znaczną część całkowitego rocznego obrotu firmy, przepływy pieniężne spółki mogą być zagrożone.
Wyjątkowo trudne warunki, jeżeli chodzi o zatory, panują w chińskim sektorze energetycznym (dotyczą 33 proc. firm), budowlanym (32 proc.) i motoryzacyjnym (27 proc.). Najmniej rachunków nieuregulowanych w ciągu 180 dni, dotyczących ponad 2 proc. obrotów firm, jest w przemyśle papierniczym i tekstylnym (10 proc.) oraz farmaceutycznym (15 proc.). © Ⓟ