Kondycja chińskiej gospodarki jest najgorsza od co najmniej 10 lat. To dobra informacja dla polskich importerów.
Globalna recesja coraz mocniej bije w eksport Państwa Środka, który jest jej głównym motorem (w I kw. spadł o 19,7 proc., do 245,5 mld USD r/r). W efekcie w pierwszym kwartale trzecia gospodarka świata rozwijała się w tempie 6,1 proc. r/r. po wzroście o 6,8 proc. w trzech ostatnich miesiącach ubiegłego roku. To najgorszy wynik od 1992 r., kiedy tamtejszy urząd statystyczny rozpoczął podawanie danych.
— Mimo wyhamowania PKB gospodarka jest w lepszym stanie niż się spodziewaliśmy. Prawdopodobnie to ostatni kwartał, kiedy dynamika spada — podkreśla Li Xiaochao, przedstawiciel urzędu statystycznego.
Poprawę kondycji zagwarantować ma rządowy pakiet stymulacyjny wart 585 mld USD, który pobudzi popyt wewnętrzny. Pierwsze efekty już widać. W marcu produkcja przemysłowa wzrosła o 8,3 proc. r/r, a sprzedaż detaliczna o 14,7 proc. Inwestycje w środki trwałe w chińskich miastach urosły aż o 28,6 proc.
Analitycy Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD) prognozują, że w całym 2009 r. gospodarka Chin urośnie o 6,3 proc. Na tle pogrążonych w recesji gospodarek Europy, Japonii oraz USA takie tempo jest astronomiczne, jednak w porównaniu z poprzednimi latami oznacza dramatyczne spowolnienie.
— Chińczycy takie hamowanie odczuwają jako recesję — ocenia Witold Orłowski, główny ekonomista PricewaterhouseCoopers.
Wolniej, ale taniej
Ostre hamowanie azjatyckiej lokomotywy może oznaczać mocniejszy spadek globalnego PKB, który już teraz — zdaniem analityków — będzie największy od zakończenia II wojny światowej. Według szacunków Międzynarodowego Funduszu Walutowego, globalna gospodarka skurczy się w 2009 r. o 0,5 proc. do 1 proc. (jeszcze w styczniu prognozowano wzrost o 0,5 proc.), ale może być jeszcze gorzej.
— Globalny PKB będzie podtrzymywany przez kraje BRIC [Brazylię, Rosję, Indię i Chiny — red.] jednak gospodarki każdego z tych krajów zostały poturbowane przez kryzys mocniej niż prognozowano — mówi Dariusz Winek, główny ekonomista BGŻ.
Hamowanie Państwa Środka ma jednak pewne korzyści.
— Bardzo możliwe, że z powodu malejącego popytu ceny surowców przestaną rosnąć, a może nawet spadną — uważa Witold Orłowski.
Importerzy korzystają
Z kiepskiej kondycji chińskiej gospodarki korzystają już polscy importerzy.
— Wielkość zamówień na tamtejsze towary wyraźnie spadła. Dzięki temu część chińskich dostawców jest bardziej skłonna do negocjowania cen — twierdzi Bogusz Kruszyński, wiceprezes Redanu, właściciela marki Top Secret.
Podobne relacje panują wśród dostawców Artmana, właściciela marki House.
— Dodatkowym atutem są niższe stawki transportowe — dodaje Grzegorz Koterwa, członek zarządu Artmana.
Pańskie oko konia tuczy — z takiego założenia wyszły władze holdingu, rozpoczynając objazd po spółkach zależnych.
Formalnie od 1 kwietnia stery w FAM przejął nowy zarząd. Prezes Dariusz Zieliński i wiceprezes Paweł Hordyński zakasali rękawy i zabrali się za przegląd sytuacji w grupie. Na pierwszy ogień poszła nowa cynkownia w Rawie Mazowieckiej.
— Wiążemy z tym segmentem duże nadzieje. Jest kierowany przez świetnego specjalistę i widzimy tam znaczny potencjał rozwoju — mówi Dariusz Zieliński.
Docelowo FAM ma skupić się właśnie na działalności cynkowniczej, bo to najbardziej rentowny segment jego biznesu. Ale nie jedyny — w holdingu są też spółki działające w segmencie odlewniczym, tkanin polipropylenowych i konstrukcji przemysłowych. Trwa w nich restrukturyzacja.
— Na razie jesteśmy na etapie przeglądania dokumentów — sprawozdań finansowych, budżetów. Następnie, z takim przygotowaniem, wyruszymy w teren. Będziemy oglądać wszystkie zakłady i spotykać się z zarządami spółek zależnych — informuje Paweł Hordyński odpowiedzialny w FAM za kwestie finansowe.
Nowemu zarządowi zależy na określeniu perspektyw spółek zależnych.
— Do tej pory pracowano na budżetach rocznych. Nam zależy na szerszym spojrzeniu na te biznesy, z perspektywą — powiedzmy — trzech lat — tłumaczy Dariusz Zieliński.
Od wyników tego spojrzenia zależeć będzie, czy i ewentualnie które spółki zostaną w grupie kapitałowej. Docelowo biznesy inne niż cynkowniczy mają znaleźć nowych właścicieli.
— Sytuacja finansowa grupy jest na tyle stabilna, że nie musimy żadnej ze spółek szybko sprzedawać. Chcemy to zrobić z głową, dokończyć najpierw restrukturyzację i zastanowić się nad perspektywami — zaznacza Paweł Hordyński.
Założenie restrukturyzacji było takie, że wszystkie spółki z grupy FAM będą w tym roku rentowne. Nowy zarząd podkreśla jednak, że nie jest to stuprocentowo pewne.
— Chociażby dlatego, że w docelowej strukturze kosztowej będziemy pracować właściwie dopiero od połowy roku — mówi Dariusz Zieliński.
Podobnie jak rada nadzorcza, kierownictwo jest zdania, że w nowej strategii FAM (jej zarys będzie gotowy do końca kwartału) nie ma miejsca na połączenie z Ponarem. Na razie wstrzymano też skup akcji własnych.
— Nie dostrzegamy jednoznacznych argumentów za tym, by wydawać w tym momencie gotówkę na buy back — przyznaje Paweł Hordyński.