Chińska lokomotywa ostro hamuje

Katarzyna Sadowska
opublikowano: 2009-04-17 00:00

Kondycja chińskiej gospodarki jest najgorsza od co najmniej 10 lat. To dobra informacja dla polskich importerów.

Kondycja chińskiej gospodarki jest najgorsza od co najmniej 10 lat. To dobra informacja dla polskich importerów.

Globalna recesja coraz mocniej bije w eksport Państwa Środka, który jest jej głównym motorem (w I kw. spadł o 19,7 proc., do 245,5 mld USD r/r). W efekcie w pierwszym kwartale trzecia gospodarka świata rozwijała się w tempie 6,1 proc. r/r. po wzroście o 6,8 proc. w trzech ostatnich miesiącach ubiegłego roku. To najgorszy wynik od 1992 r., kiedy tamtejszy urząd statystyczny rozpoczął podawanie danych.

— Mimo wyhamowania PKB gospodarka jest w lepszym stanie niż się spodziewaliśmy. Prawdopodobnie to ostatni kwartał, kiedy dynamika spada — podkreśla Li Xiaochao, przedstawiciel urzędu statystycznego.

Poprawę kondycji zagwarantować ma rządowy pakiet stymulacyjny wart 585 mld USD, który pobudzi popyt wewnętrzny. Pierwsze efekty już widać. W marcu produkcja przemysłowa wzrosła o 8,3 proc. r/r, a sprzedaż detaliczna o 14,7 proc. Inwestycje w środki trwałe w chińskich miastach urosły aż o 28,6 proc.

Analitycy Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD) prognozują, że w całym 2009 r. gospodarka Chin urośnie o 6,3 proc. Na tle pogrążonych w recesji gospodarek Europy, Japonii oraz USA takie tempo jest astronomiczne, jednak w porównaniu z poprzednimi latami oznacza dramatyczne spowolnienie.

— Chińczycy takie hamowanie odczuwają jako recesję — ocenia Witold Orłowski, główny ekonomista PricewaterhouseCoopers.

Wolniej, ale taniej

Ostre hamowanie azjatyckiej lokomotywy może oznaczać mocniejszy spadek globalnego PKB, który już teraz — zdaniem analityków — będzie największy od zakończenia II wojny światowej. Według szacunków Międzynarodowego Funduszu Walutowego, globalna gospodarka skurczy się w 2009 r. o 0,5 proc. do 1 proc. (jeszcze w styczniu prognozowano wzrost o 0,5 proc.), ale może być jeszcze gorzej.

— Globalny PKB będzie podtrzymywany przez kraje BRIC [Brazylię, Rosję, Indię i Chiny — red.] jednak gospodarki każdego z tych krajów zostały poturbowane przez kryzys mocniej niż prognozowano — mówi Dariusz Winek, główny ekonomista BGŻ.

Hamowanie Państwa Środka ma jednak pewne korzyści.

— Bardzo możliwe, że z powodu malejącego popytu ceny surowców przestaną rosnąć, a może nawet spadną — uważa Witold Orłowski.

Importerzy korzystają

Z kiepskiej kondycji chińskiej gospodarki korzystają już polscy importerzy.

— Wielkość zamówień na tamtejsze towary wyraźnie spadła. Dzięki temu część chińskich dostawców jest bardziej skłonna do negocjowania cen — twierdzi Bogusz Kruszyński, wiceprezes Redanu, właściciela marki Top Secret.

Podobne relacje panują wśród dostawców Artmana, właściciela marki House.

— Dodatkowym atutem są niższe stawki transportowe — dodaje Grzegorz Koterwa, członek zarządu Artmana.

Pańskie oko konia tuczy — z takiego założenia wyszły władze holdingu, rozpoczynając objazd po spółkach zależnych.

Formalnie od 1 kwietnia stery w FAM przejął nowy zarząd. Prezes Dariusz Zieliński i wiceprezes Paweł Hordyński zakasali rękawy i zabrali się za przegląd sytuacji w grupie. Na pierwszy ogień poszła nowa cynkownia w Rawie Mazowieckiej.

— Wiążemy z tym segmentem duże nadzieje. Jest kierowany przez świetnego specjalistę i widzimy tam znaczny potencjał rozwoju — mówi Dariusz Zieliński.

Docelowo FAM ma skupić się właśnie na działalności cynkowniczej, bo to najbardziej rentowny segment jego biznesu. Ale nie jedyny — w holdingu są też spółki działające w segmencie odlewniczym, tkanin polipropylenowych i konstrukcji przemysłowych. Trwa w nich restrukturyzacja.

— Na razie jesteśmy na etapie przeglądania dokumentów — sprawozdań finansowych, budżetów. Następnie, z takim przygotowaniem, wyruszymy w teren. Będziemy oglądać wszystkie zakłady i spotykać się z zarządami spółek zależnych — informuje Paweł Hordyński odpowiedzialny w FAM za kwestie finansowe.

Nowemu zarządowi zależy na określeniu perspektyw spółek zależnych.

— Do tej pory pracowano na budżetach rocznych. Nam zależy na szerszym spojrzeniu na te biznesy, z perspektywą — powiedzmy — trzech lat — tłumaczy Dariusz Zieliński.

Od wyników tego spojrzenia zależeć będzie, czy i ewentualnie które spółki zostaną w grupie kapitałowej. Docelowo biznesy inne niż cynkowniczy mają znaleźć nowych właścicieli.

— Sytuacja finansowa grupy jest na tyle stabilna, że nie musimy żadnej ze spółek szybko sprzedawać. Chcemy to zrobić z głową, dokończyć najpierw restrukturyzację i zastanowić się nad perspektywami — zaznacza Paweł Hordyński.

Założenie restrukturyzacji było takie, że wszystkie spółki z grupy FAM będą w tym roku rentowne. Nowy zarząd podkreśla jednak, że nie jest to stuprocentowo pewne.

— Chociażby dlatego, że w docelowej strukturze kosztowej będziemy pracować właściwie dopiero od połowy roku — mówi Dariusz Zieliński.

Podobnie jak rada nadzorcza, kierownictwo jest zdania, że w nowej strategii FAM (jej zarys będzie gotowy do końca kwartału) nie ma miejsca na połączenie z Ponarem. Na razie wstrzymano też skup akcji własnych.

— Nie dostrzegamy jednoznacznych argumentów za tym, by wydawać w tym momencie gotówkę na buy back — przyznaje Paweł Hordyński.