Chiński drób zaleje Europę? Polska ma się czego bać

Łukasz RawaŁukasz Rawa
opublikowano: 2026-05-17 08:00

Drobiarska ofensywa z Chin budzi coraz większy niepokój polskich producentów. Branża obawia się, że europejski rynek, coraz szerzej otwierany na import z Ameryki Południowej, może nie udźwignąć kolejnej fali taniego mięsa. Polska — największy producent drobiu w UE — może znaleźć się pod silną presją konkurencyjną.

Przeczytaj artykuł i dowiedz się:

  • czy chiński drób może zagrozić polskim producentom
  • jak szybko rośnie produkcja i eksport mięsa z Chin
  • co dla branży oznacza rosnący import z krajów Mercosur
  • ile drobiu zjada dziś przeciętny Polak i dlaczego branża liczy na dalszy wzrost rynku
Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

O tym, że unijny rynek drobiowy, którego liderem od ponad dekady jest Polska, znalazł się na celowniku producentów taniego mięsa z Ameryki Południowej, słychać od dawna. Branża zaczyna jednak spoglądać z niepokojem także w stronę Dalekiego Wschodu. Bo o ile Brazylia od lat jest znaną drobiarską potęgą, o tyle Chiny dopiero budują swoją pozycję — robią to jednak bardzo szybko.

Chiny depczą po piętach liderom rynku drobiu

W ciągu ostatnich sześciu lat Państwo Środka zwiększyło produkcję drobiu o wolumen odpowiadający niemal całej obecnej produkcji Polski, czyli blisko 3 mln ton. Efekt? Chiny wyrosły na drugiego co do wielkości producenta mięsa kurcząt brojlerów na świecie. Według danych amerykańskiego departamentu rolnictwa (USDA) produkują już 17,3 mln ton rocznie — wciąż mniej niż Stany Zjednoczone (21,8 mln ton), ale więcej niż Brazylia (15,4 mln ton).

Nieco inaczej wygląda światowa czołówka eksporterów drobiu. W tej kategorii bezkonkurencyjna jest Brazylia, która - według USDA -sprzedała w 2025 r. za granicę ok. 5,1 mln ton mięsa kurcząt. Na drugim miejscu znalazły się USA z eksportem rzędu 3,3 mln ton. Podium zamyka Polska, która co roku wysyła na zagraniczne rynki ponad 2 mln ton mięsa drobiowego.

Wartość polskiego eksportu drobiu w zeszłym roku wzrosła — według danych Krajowej Rady Drobiarstwa — o 20 proc., do 6,6 mld EUR.

– Chiny są dziś gigantem produkcyjnym, ale nadal większość drobiu konsumują na własnym rynku. Choć nie odgrywają jeszcze równie dużej roli w eksporcie, może się to szybko zmienić. Pozycja Polski jako trzeciego co do wielkości eksportera drobiu na świecie może być w przyszłości zagrożona właśnie przez Chiny. Jeszcze niedawno mało kto zakładał, że będą tak dynamicznie umacniać pozycję na rynku europejskim – mówi Adam Sojka, prezes Grupy Drosed.

USDA szacuje, że chiński eksport drobiu sięgnął w 2025 r. ok. 1,2 mln ton. Jeszcze pięć lat wcześniej był niemal trzykrotnie niższy.

Nowy rywal rośnie po cichu

Szef Grupy Drosed zwraca uwagę, że w 2020 r. Chiny eksportowały do Europy ok. 20 tys. ton drobiu. W ubiegłym roku było to już 105 tys. ton. Jeszcze mocniej wzrósł w tym okresie eksport do Wielkiej Brytanii — z około 5–6 tys. ton do 45 tys. ton rocznie. Łącznie daje to już około 150 tys. ton eksportu do Europy i Wielkiej Brytanii.

Chińskie produkty są bardzo konkurencyjne cenowo. Jak podkreśla Adam Sojka, nie wynika to wyłącznie z niższych kosztów produkcji, związanych m.in. z mniej restrykcyjnymi wymogami w zakresie bezpieczeństwa żywności, zrównoważonego rozwoju czy dobrostanu zwierząt. Duże znaczenie ma także sposób, w jaki tamtejsze firmy mogą monetyzować całą tuszkę.

– W Europie i USA najbardziej wartościowym produktem pozostaje filet. Tymczasem w Azji wysoką wartość mają również produkty takie jak skrzydła, łapy czy podudzia. Dzięki temu chińscy producenci mogą sprzedawać fileta na rynkach eksportowych znacznie taniej – wyjaśnia prezes Grupy Drosed.

Zwraca uwagę, że w branży drobiarskiej liczy się wartość całej tuszki.

– To specyficzny biznes, bo większość przemysłu coś składa z różnych komponentów, a my rozbieramy produkt na części i sprzedajemy poszczególne elementy na różnych rynkach – tłumaczy Adam Sojka.

Polscy producenci czekają, Chińczycy eksportują

Polska branża drobiarska od lat próbuje wrócić na rynek chiński. Pekin zamknął go dla naszych eksporterów w 2020 r., po wykryciu ognisk wysoce zjadliwej grypy ptaków. Stawka jest niemała. W najlepszym okresie współpracy eksport polskiego mięsa drobiowego do Chin sięgał nawet 55 mln EUR rocznie. Obecnie — przy znacznie większej produkcji i eksporcie całej branży — potencjał sprzedaży wydaje się wyraźnie większy.

Przełom miał nastąpić w zeszłym roku. Polska i Chiny podpisały porozumienie określające warunki eksportu polskiego drobiu, a pierwsze transporty miały ruszyć już w połowie października. Tak się jednak nie stało. Oficjalnie problemem pozostają kwestie administracyjne po stronie chińskiej. Branża od miesięcy tkwi w zawieszeniu.

– Formalnie wszystko odbywa się zgodnie z procedurami. Sęk w tym, że Europa stosuje wobec Chin znacznie bardziej liberalne podejście, niż Chiny stosują wobec Europy – komentuje Adam Sojka.

Nierówna gra o europejski rynek

Po wykryciu chorób wiele państw automatycznie zamyka import, ale wraca do rozmów po kilku tygodniach lub miesiącach. W przypadku Polski chiński rynek pozostaje zamknięty mimo wieloletnich negocjacji.

– Tymczasem UE dopuściła do naszego rynku kolejne chińskie zakłady drobiarskie. Początkowo były one certyfikowane bezpośrednio przez unijne służby, później jednak Bruksela dała stronie chińskiej możliwość rozszerzania uprawnień na następne zakłady. Obecnie blisko 70 z nich ma prawo eksportować do Europy. Odbywa się to praktycznie poza realną kontrolą europejskich służb weterynaryjnych – podkreśla prezes Grupy Drosed.

Jesienią ubiegłego roku unijni audytorzy przeprowadzili kontrole w Chinach. W raporcie pojawiły się liczne zastrzeżenia dotyczące systemu nadzoru i bezpieczeństwa produkcji.

Adam Sojka zwraca uwagę, że gdyby podobne nieprawidłowości wykryto w Europie, Chiny prawdopodobnie natychmiast zablokowałyby import. Tymczasem Komisja Europejska oczekuje jedynie planu naprawczego, a handel trwa w najlepsze.

Struktura importu z Chin też się zmienia

Zmiany widać nie tylko w rosnącym imporcie, ale także w jego strukturze. Chińczycy coraz śmielej wchodzą bowiem w segment produktów o wyższej wartości dodanej.

– Chiny nie eksportują już wyłącznie surowego mięsa. Coraz mocniej wchodzą w produkty przetworzone, szczególnie panierowane. To właśnie na nich buduje się dziś przewagę konkurencyjną – podkreśla Adam Sojka.

Prezes Drosedu obawia się, że przy utrzymaniu obecnych trendów europejski sektor drobiarski może stopniowo tracić konkurencyjność. Jego zdaniem w Europie przez lata nie dostrzegano skali problemu.

– Skala rozwoju rynku chińskiego jest szeroka i dynamiczna. Uważam, że zaskoczyła nie tylko Polskę, ale też inne kraje europejskie. Najwyższy czas na skuteczniejszą ochronę naszych rynków. Z naszej perspektywy sytuacja powinna być jasna: albo uzyskujemy realny dostęp do rynku chińskiego, albo kończymy wieloletnie rozmowy, które nie przynoszą efektów, i zaczynamy skuteczniej chronić europejski rynek – mówi prezes Grupy Drosed.

Mercosur może zalać Europę tanim drobiem

W krótkim terminie największym zagrożeniem dla producentów z Europy pozostaje jednak umowa z Mercosur i związany z nią możliwy wzrost importu drobiu z Brazylii.

– Mercosur to dla nas ogromne wyzwanie, szczególnie że Polska jest eksporterem, a przeważająca część naszego drobiu trafia na rynki Europy Zachodniej. Import filetów z Brazylii bezpośrednio uderza więc w nasze interesy. Problemem są nie tylko niższe ceny, ale też brak równych zasad gry. W Brazylii nie obowiązują takie same standardy jakościowe, środowiskowe i regulacyjne jak w Unii Europejskiej – mówi Adam Sojka.

Import już dziś odpowiada za blisko jedną czwartą rynku drobiu w UE. Duża część tego wolumenu pochodzi z Brazylii, która może obecnie wysyłać do UE około 360 tys. ton drobiu rocznie. Umowa Mercosur zakłada, że w ciągu pięciu lat od wejścia porozumienia w życie limit ma wzrosnąć o kolejne 180 tys. ton.

Brazylijczycy od lat budują przewagę dzięki globalnemu modelowi sprzedaży. Poszczególne elementy tuszki trafiają tam, gdzie osiągają najwyższą wartość. Skrzydełka wysyłane są głównie do Azji, ćwiartki do Afryki, a najbardziej wartościowy filet trafia do Europy.

Stary Kontynent pozostaje jednym z kluczowych rynków dla światowego drobiarstwa, bo Europejczycy jedzą coraz więcej białego mięsa. Wzrost nie jest gwałtowny, ale od lat stabilny - oscyluje wokół 2-3 proc. Obecnie średnie spożycie w UE sięga 24–25 kg na osobę rocznie. Polska plasuje się wyraźnie powyżej średniej — statystyczny Polak zjada już około 32 kg drobiu. Branża zakłada, że wraz ze zmianą pokoleń i nawyków żywieniowych konsumpcja będzie dalej rosła.

Okiem eksperta
Wielki rynek między rekordami a rosnącym ryzykiem
Dariusz Goszczyński
prezes Krajowej Rady Drobiarstwa – Izby Gospodarczej
Wielki rynek między rekordami a rosnącym ryzykiem

Polska utrzymuje pozycję największego producenta drobiu w Unii Europejskiej. W zeszłym roku produkcja wzrosła o 1,3 proc., do 3,5 mln ton. Natomiast w pierwszym kwartale 2026 r. dynamika przyspieszyła już do 7,3 proc. Obecnie Polska odpowiada za 21 proc. całej unijnej produkcji. Za nami plasują się: Hiszpania z udziałem 13 proc., Francja — 12 proc., Niemcy — 11 proc. oraz Włochy — 10 proc.

Jednocześnie jesteśmy trzecim pod względem wielkości eksporterem mięsa drobiowego na świecie. W 2025 r. wartość eksportu mięsa i przetworów drobiowych osiągnęła rekordowe 6,6 mld EUR. Branża liczy na dalszy rozwój eksportu do Azji Południowo-Wschodniej, m.in. na Filipiny, do Korei Południowej i Wietnamu.

Mimo dobrych wyników firmy z dużą ostrożnością patrzą na kolejne lata. Największe obawy budzi umowa UE – Mercosur, oznaczająca możliwe zwiększenie importu drobiu z Ameryki Południowej. Szczególnie wrażliwy jest segment mięsa z piersi kurczaka, czyli najbardziej konkurencyjnego i rentownego segmentu rynku. Koncentracja pozwoleń eksportowych w rękach największych brazylijskich koncernów może przełożyć się na ich większy wpływ na ceny i podaż w Europie.

Coraz większym wyzwaniem są Chiny, które z dużego importera stają się coraz silniejszym eksporterem drobiu. Chińskie firmy umacniają się na rynku europejskim i brytyjskim, koncentrując się — podobnie jak kraje Mercosur — głównie na eksporcie piersi kurczaka.

Branża musi mierzyć się również z zagrożeniami epizootycznymi, przede wszystkim grypą ptaków. Sektor ocenia, że wirus staje się coraz bardziej nieprzewidywalny i ma obecnie charakter globalny. Ogniska pojawiają się zarówno w Europie, jak też USA czy Azji. Zdaniem branży jedynym skutecznym sposobem ograniczania ryzyka są inwestycje w bioasekurację i nowoczesne obiekty hodowlane o wysokim poziomie zabezpieczeń. Problem stanowią jednak przewlekłe procedury administracyjne związane z uzyskiwaniem pozwoleń środowiskowych, które utrudniają realizację takich inwestycji i osłabiają odporność sektora.