Chiński smok walczy z Unią Europejską o swoje

Tu kuluarowe negocjacje, tam publiczne groźby nałożenia ceł. Kują się właśnie nowe relacje handlowe Unii z Chinami

Do 6 sierpnia warto patrzeć uważnie na to, co dzieje się na linii Unia Europejska — Chiny. Trwają bowiem negocjacje w sprawie ceł, które mogą zmienić układ sił gospodarczych. Przecieki już się pojawiają — w ten weekend chińskie media doniosły, że Chiny zaoferowały Unii wprowadzenie cen minimalnych na panele fotowoltaiczne i sztywno określone poziomy mocy.

Kuluarowe przetargi

6 sierpnia to data, do której obowiązuje niższa stawka ceł tymczasowych nałożonych przez Komisję Europejską na chińskie panele fotowoltaiczne (przetwarzają energię słoneczną na prąd). Potem mają wzrosnąć do kilkudziesięciu procent.

— Komisja specjalnie wbudowała w cła na panele mechanizm zmuszający strony do negocjacji. Jest świadoma komplikującej się sytuacji — mówi Tomasz Włostowski, partner zarządzający w brukselskiej kancelarii EU Trade Defence. Sytuacja się komplikuje, bo Chiny okazały się niepokorne. Silne i skłonne do odwetów. Mimo wakacji trzeba z nimi usiąść do stołu.

— Trwają właśnie kuluarowe negocjacje. Z rozmaitych relacji wynika na przykład, że Chiny proponują m.in. ograniczenie ilościowe swojego eksportu do UE. Nie wykluczam, że tuż przed 6 sierpnia pojawi się decyzja np. o przedłużeniu okresu obowiązywania niższej stawki. Będzie to sygnał, że negocjacje trwają — mówi Tomasz Włostowski.

Negocjacjom towarzyszą obustronne plotki, groźby, decyzje o wszczęciu postępowania albo wręcz nałożeniu ceł. I na produkty chińskie, i europejskie. W czerwcu niemal każdy dzień przyniósł taką przepychankę. Tak jeszcze nie było — Chiny faktycznie się zmieniły.

Jest siła, jest reakcja

— To największe napięcia handlowe między Unią Europejską a Chinami od wielu lat. Do niedawna wiele postępowań ochronnych przeciwko importowi z Chin — w UE, USA i innych państwach — nie spotykało się z tak ostrą reakcją Chin. Wiele wskazuje jednak na to, że Chiny postanowiły pokazać, że dotychczasowy układ sił im nie odpowiada — uważa Tomasz Włostowski.

Podobnie na zmieniającą się pozycję Chin patrzy Grzegorz Wlazło, prawnik od 14 lat prowadzący interesy w Chinach, związany z PKPP Lewiatan.

— W obecnych napięciach między UE a Chinami widać wiele schizofrenii, europejskiej naturalnie. Przecież Europa od wielu lat korzysta z tego, że w Chinach nie ma mocnego prawa pracy, środowiskowego, autorskiego etc. Traktuje ten kraj instrumentalnie, stosując metody nacisku. Naciska np. na tekstylia, kiedy zależy jej na wygraniu przetargów kolejowych. Problem w tym, że Chiny są dziś silniejsze niż np. 20 lat temu. Coraz trudniej będzie je naciskać — uważa Grzegorz Wlazło.

Groźby są groźne

Naciski zaczęły się właśnie od paneli fotowoltaicznych. Jesienią ubiegłego roku Komisja Europejska wszczęła postępowania ochronne, a Chiny nie pozostały bierne.

— Intensywnie lobbowały w wielu stolicach europejskich, a mimo to komisja nałożyła cła tymczasowe. Nie pomógł nawet sprzeciw Niemców (byli wśród 18 państw na „nie”), którzy zwykle przecież wstrzymują się od głosu — twierdzi Tomasz Włostowski.

W nakłonieniu Niemców do głosowania przeciwko cłom pomogła m.in. groźba zemsty, czyli ograniczenia eksportu europejskiego do Chin, co dla Niemiec — głównego eksportera europejskiego do Chin — ma kolosalne znaczenie. Cła na panele ogłoszono 4 czerwca. Chiny zareagowały jeszcze tego samego dnia.

— Wszczęły postępowanie ochronne przeciwko europejskim winom, które uderza dokładnie w kraje popierające cła na chińskie panele: Francję, Włochy i Hiszpanię. W kuluarach plotkuje się jeszcze o możliwości wszczęcia przez Chiny postępowania przeciwko importowi europejskich samochodów, co byłoby bolesne dla wszystkich — uważa Tomasz Włostowski.

Lista frontów otwarta

Od tego czasu się dzieje. Fronty możliwej wojny celnej między UE a Chinami obejmują już kilka branż, a mogą objąć kolejne (patrz ramka). Chińska ofensywa ma dla tych tarć kluczowe znaczenie — przełoży się choćby na postępowanie przeciwko importowi chińskiego sprzętu telekomunikacyjnego.

— Patrząc na obecny układ sił, prawdopodobną chęć załagodzenia napięć, jak również relacje między KE a państwami członkowskimi, które postępowania tego nie popierały, jego wszczęcie wydaje się mało prawdopodobne. Dzięki zdecydowanemu zaostrzeniu relacji z UE Chinom prawdopodobnie udało się oddalić zagrożenie — komentuje Tomasz Włostowski.

Chiny grają też walutą
JACEK SARYUSZ-WOLSKI, poseł do Parlamentu Europejskiego

Patrząc na długą listę sporów handlowych, które Unia Europejska toczy z Chinami, trzeba wziąć też pod uwagę fakt, że w tle przewija się cały czas kwestia chińskiej polityki monetarnej. Chiny bardzo aktywnie zarządzają podażą pieniądza, a zatem i kursem walutowym, i w ten sposób wspomagają swój eksport. Dlatego Unia ma zastrzeżenia, podobnie zresztą jak Amerykanie. Dobrze by było, żeby polscy przedsiębiorcy śledzili doniesienia związane z unijno-chińskimi negocjacjami. To rynek trudny, ale o ogromnym potencjale.
© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Magdalena Graniszewska, MAG, MEW, MICH

Polecane