Wczoraj na świecie nie podawano żadnych danych makro, a wyniki spółek w USA, jak zwykle miały być dobre, więc zapowiadała się bardzo spokojna sesja. Jednak obóz byków miał pecha, bo na rynek trafiło mnóstwo złych informacji. Przede wszystkim zdenerwował inwestorów wywiad, jakiego Chin Wen Jiabao, premier Chin, udzielił Reutersowi. Powiedział w nim, że rząd i bank centralny podejmują kroki zmierzające do schłodzenia gospodarki (piszę o tym w „PB” już od kilku tygodni). Natychmiast mocno potaniały metale przemysłowe i spółki zajmujące się ich przetwórstwem.
Już sam wywiad wystarczyłby, by wywołać zniżkę indeksów, ale to nie był koniec złych wieści. W wyniku niezbyt udanej aukcji na dwuletnie obligacje rządowe mocno spadały obligacje (rosła rentowność). Popyt był najmniejszy od trzech miesięcy. Na domiar złego agencja rządowa poinformowała o dużym spadku zapasów benzyny, co wywołało kolejny, duży wzrost cen ropy (jest droższa niż przed inwazją na Irak). Do tego doszła wojna w Iraku (bo jak inaczej nazwać walki w Faludży) i byki już były bez szans. Najgorsze w tym wszystkim, że znacznie wzrósł wolumen, potwierdzając kierunek ruchu indeksów. Trudno więc będzie o zdecydowaną zmianę nastrojów.
Dzisiaj kierunek mogą pokazać rynkowi dwa raporty makroekonomiczne. Przyjmuje się, że wstępne dane o wzroście amerykańskiego PKB będą ważne dla rynków finansowych, ale to już prehistoria. Ważne to, co przed nami: fakt, czy PKB wzrósł o 5 proc., czy nieco bardziej, nie ma już znaczenia. W raporcie zostanie jednak podany także indeks kosztów zatrudnienia (ECI) i to on może mocniej wpłynąć na rynek. Duży wzrost indeksu potwierdziłby obawy, że nadchodzi inflacja i podniósłby rentowność obligacji. Mała zmiana uspokoiłaby rynek i byłaby korzystna dla byków. Dane z rynku pracy również mogą wpłynąć na rynek obligacji. Zmniejszenie bezrobocia przybliża termin podwyżki stóp procentowych, ale za to zwiększa liczbę ludzi wydających pieniądze. To byłaby oczywiście dobra informacja dla gospodarki, ale giełda może zareagować tak, jak ostatnio reaguje na dobre dane — spadkiem. Wyniki spółek musiałby być naprawdę znakomite, by pomóc obozowi byków. Możliwe są więc duże zmiany indeksów, ale kierunek jest niepewny. Analiza techniczna sygnalizuje, że bardziej prawdopodobny jest spadek.
Nasz rynek zachował się wczoraj na początku sesji zadziwiająco. Zakładałem, że aktywność inwestorów będzie podczas szczytu gospodarczego niewielka, ale zagranica sprawiła niespodziankę i przez godzinę trwał intensywny handel. Różnie to jednak wyglądało w przypadku poszczególnych spółek. Na niektórych prawie nie było obrotu, co sygnalizuje, że popyt był z jednego źródła. Coś działo się z TP. Po sesji Telekomunikacja poinformowała o większym od prognoza wzroście przychodów w pierwszym kwartale. Nadal bardzo słabe były akcje KGHM — nic dziwnego, skoro miedź ostatnio ciągle tanieje.
Tym razem rósł indeks na Węgrzech i to mimo spadów na rynkach Eurolandu, gdzie inwestorzy byli niezadowoleni z wyników spółek. Dobre zachowanie rynku węgierskiego i czeskiego mogło zostać odczytane przez GPW jako chęć zagrania pod wejście do UE. Co prawda to już dawno zdyskontowane wydarzenie, ale jakiś mały spekulacyjny ruch może jeszcze wywołać. Po wczorajszej sesji pewne jest, że pomimo szczytu gospodarczego w Warszawie nie można lekceważyć rynku. Końcówka sesji była słaba (inwestorów wystraszył początek notowań w USA), ale nie można również lekceważyć byków, szczególnie że linia trendu na WIG nie została przełamana. Po wczorajszym zimnym prysznicu na rynkach światowych wydaje się jednak pewne, że linia ta będzie dzisiaj testowana i potrzebny będzie bardzo duży popyt, by ją obronić.