CHIŃSKIE ZUPY ZOSTAŁY SPOLONIZOWANE

Nowak Sylwia, Styczek Dariusz
opublikowano: 1999-03-12 00:00

CHIŃSKIE ZUPY ZOSTAŁY SPOLONIZOWANE

Producenci zup w proszku już zapomnieli o efektach letniej afery

MALI BEZ ZMIAN: Zdaniem Jacka J. Liczkowskiego, dyrektora generalnego Bestfoods Polska, mali producenci zup w proszku przegrają z gigantami rynku wyścig we wprowadzaniu nowych technologii produkcji. fot. ARC

Popularne ostatnio gorące kubki to tylko trzecia część rynku zup w proszku. Największym i zarazem najstabilniejszym jego segmentem są potrawy, które wymagają klasycznego gotowania. Spory sukces odniosły chińskie zupki, dzięki — paradoksalne — nadaniu im słowiańskich smaków.

Kiedy kilka lat temu pojawiły się na sklepowych półkach, mało kto wierzył w ich zalety. Szybko jednak zdobyły sobie sympatię klientów, a nawet na dobre zagościły w ich jadłospisie. Chodzi oczywiście o wszelkiego rodzaju zupy błyskawiczne. Jak się okazuje, rynek tego produktu jest o wiele bardziej złożony, niż może się to wydawać na pierwszy rzut oka. Doświadczają tego nabywcy, którzy mogą wybierać spośród wielu oferowanych im sproszkowanych dań, jak i zmagający się z coraz silniejszą konkurencją producenci. Jest ich kilkudziesięciu, ale tylko paru największych (jak Winiary, Miro-Mark czy Bestfoods — właściciel marek Knorr i Amino) liczy się w grze o klienta.

Wojna na kubki

Polem bitwy największych producentów stał się zupełnie nowy na naszym rynku segment zup ekspresowych, zwłaszcza instant, nie wymagających gotowania. I on też rozwija się najszybciej.

Według badań Amer Nielsen Research, stanowią one aż 32 proc. wartości wszystkich zup sprzedawanych w torebkach.

— Jeszcze w zeszłym roku producenci gorących kubków właściwie ze sobą nie konkurowali i każdy na rynku znajdował swoje miejsce.Teraz jest na nim około dziesięciu marek takich zup, a rywalizacja stała się ostra — mówi Lidia Holewa z Bestfoods.

Najwięcej tego typu zupek sprzedaje się zimą i jesienią. Natomiast latem — mimo że wzrasta ich spożycie „turystyczne”, sprzedaż i tak jest prawie o 10 proc. niższa niż w chłodne dni. Ale i tak sukces tego produktu jest oszałamiający. Początkowo zupki te były przeznaczone głównie dla osób aktywnych i zapracowanych. Teraz równie często korzystają z nich studenci i emeryci, dla których gotowanie jest nieopłacalne lub zbyt pracochłonne. Co zdecydowało o takim powodzeniu — trudno powiedzieć. Dość na tym, że wartość tego rynku szacowana jest na ponad 140 mln zł rocznie.

Obecnie łącznie 80 proc. rynku kontrolują Knorr i Winiary. Pozostałe firmy to Delecta (oferująca Minutkę), Wodzisław (producent Zupki z kubka) i Miro-Mark (wytwórca Kubka Smakosza). Udziały każdej z nich nie przekraczają jednak czterech procent. Zupełnym marginesem rynku są lokalni producenci, którzy swój rynkowy zasięg szacują na dwa lub trzy powiaty. Są oni zupełnie niezauważalni w większych miastach, ale w wiejskich sklepach spółdzielczych dominują na półce.

— Słowo konkurencja brzmi groźnie, lokalna — dodaje mu wagi. W sporcie lokalna drużyna ma przewagę psychiczną i na ogół wygrywa na swoim podwórku. Jednak w wielu kategoriach producenci lokalni nie są w stanie dorównać wielkim koncernom, ponieważ nie dysponują tak nowoczesnymi liniami produkcyjnymi i nie mają dostępu do najnowszej technologii — twierdzi Jacek J. Liczkowski, dyrektor generalny Bestfoods Polska.

Chiński wyścig

Równie prężnie rozwija się rynek zupek chińskich. Pojawiły się one w sprzedaży wcześniej niż typu instant w saszetkach. Jednak nie od razu przypadły Polakom do gustu. Zdaniem Macieja Wdowczyka z Miro-Mark stało się tak dlatego, że wtedy były one (i pewien procent jest nadal) sprowadzane do Polski z Dalekiego Wschodu, a orientalne smaki, np. krabowy czy krewetkowy, nie odpowiadały słowiańskim podniebieniom. Sytuacja zmieniła się, kiedy ponad rok temu Amino, a potem Miro- Mark wprowadziły do sprzedaży zupki tego typu o polskich smakach — pomidorową i grzybową. Od tego czasu rynek ten zaczął się rozwijać w zawrotnym tempie i tylko w ciągu ubiegłego roku urósł blisko o 70 proc. Największy w nim udział ma firma Vifon, specjalizująca się w tej kategorii produktów. W ubiegłym roku Vifon kontrolował aż 45 proc. rynku, ale Amino zmniejsza dzielący je dystans. Udział tej marki wynosi 17 proc.

Zupki z tradycją

Inaczej jest z trzecią, najstarszą grupą zup ekspresowych — czyli tych tradycyjnych wymagających gotowania. Te zupy są przez polskie gospodynie znane już od wielu lat. W związku z tym rynek tego produktu jest stabilny i zmienia się głównie pod względem jakościowym. Walka o ten segment rynku odbywa się więc na innych zasadach niż dzieje się to w siostrzanych kategoriach. Tu nie ma miejsca na zdobywanie klientów, którzy nie mieli jeszcze do czynienia z produktem. Ponieważ zupy te stanowią ponad 60 proc. wartości całego rynku zup, a segment ten praktycznie nie rośnie. Udział producentów w rynku uzależniony jest od zmiennych preferencji konsumentów. Według danych Amer Nielsena, najwięksi z nich to Knorr (44 proc. udziału w rynku) i Winiary (35,6 proc. udziału).

Kto kupuje

Jak wynika z badań GFK Polonia (przeprowadzonych w ubiegłym roku na próbie 1000 gospodyń domowych), to właśnie kobiety zamężne (79 proc. badanych) najczęściej kupują ten produkt. Wynik ten jest nieco zaskakujący, ponieważ zupki tego typu z założenia miały kupować przede wszystkim osoby młode lub emeryci, dla których przyrządzanie domowych posiłków stanowi problem. Tymczasem kobiety stanu wolnego kupujące ekspresowe zupki stanowią zaledwie 6 proc. Najczęstszymi nabywcami zup w proszku są osoby w wieku 40-49 lat. Tę dotychczasową strukturę spożycia zup instant być może z czasem zmieni intensywna kampania reklamowa adresowana w dużej mierze do młodzieżowego segmentu. Świadczy o tym choćby reklama nowości Knorra, gdzie przesłanie jest dość wyraźne: jak oblewać, to egzamin, a jak zalewać, to tylko gorący kubek.

POZOSTAŁ NIESMAK

Nie wszystko na tym rynku układa się po myśli liderów. Lato ubiegłego roku upłynęło pod znakiem skażonych zup. Najpierw obecność bakterii salmonelli została stwierdzona w zupach Winiar, potem podejrzenie o skażenie gronkowcem zupy grochowej padło na Amino. Sytuacja ta przyczyniła się do tego, że konsumenci porzucili kupowanie tych produktów. Jak wynika z badań za sierpień i wrzesień przeprowadzonych przez Amer Nielsen Research, Winiary straciły 28 proc. udziałów wartościowych w rynku zup instant i 11 proc. w rynku zup do gotowania. Również Amino boleśnie odczuło skutki afery. Ilościowy spadek sprzedaży zup tej marki wyniósł 40 proc. Najlepiej z kryzysu wyszedł Knorr, choć i on nie pozostał bez strat. Sprzedaż jego Gorącego Kubka spadła wtedy o 15 proc. Teraz sytuacja wraca do normy, a klienci powoli zapominają o letnich wydarzeniach.

Sylwia Nowak,

Dariusz Styczek