W poniedziałek notowania na giełdzie nowojorskiej ponownie głęboko nurkują. To już piąta spadkowa sesja z rzędu. Po dwóch i pół godziny handlu S&P500 spada o 2,3 proc., Dow Jones traci 2,2 proc., a Nasdaq utrzymuje się 2,4 proc. pod kreską. Wyprzedaż pogłębiła się po tym, jak chiński wskaźnik Shanghai Composite tąpnął o 8,5 proc., najmocniej od 2007 r. Poprawę nastrojów uniemożliwiały festiwal słabych danych z gospodarki chińskiej oraz sygnały pogłębiania się ucieczki kapitału z rynków Państwa Środka. Spadek głównego indeksu zza oceanu od tegorocznego szczytu przekroczył 10 proc., co wyczerpuje definicję korekty.
- Inwestorzy zorientowali się, że pogłębienie słabości juana jest możliwe. Nie wydaje się, żeby chińskie władze kontrolowały sytuację, a to może odbić się na USA – komentował w wypowiedzi dla Bloomberga Thomas Thygesen, szef działu strategii międzyrynkowej w banku SEB.
Końca wyprzedaży nie widać w Europie. Frankfurcki DAX utrzymuje się 4,0 proc. pod kreską, a paryski CAC40 traci 4,5 proc. O 5,7 proc. zanurkował warszawski WIG. Tymczasem zawirowania rynkowe zmniejszyły oczekiwania zaostrzenia polityki pieniężnej za oceanem. Ryzyko podwyższenia stóp przez Fed już we wrześniu sięga obecnie jednej trzeciej, choć przed dewaluacją juana oceniano je na blisko 50 proc., wynika z notowań instrumentów pochodnych.
