Chiny zadeklarowały w czwartek iż "energicznie przeciwstawiają się" środowym decyzjom Brukseli w sprawie wprowadzenia ograniczeń we wwozie tekstyliów z Chin w razie nadmiernego wzrostu tego importu do Unii Europejskiej, w tym do Polski.
Ustalone przez Komisję Europejską "progi alarmowe" ( mające sięgać - w zależności od produktu i wielkości jego dotychczasowego wwozu do UE - od 10 do 100 proc. wzrostu importu w stosunku do 2004 roku), Pekin ocenił jako "sprzeczne z uregulowaniami prawnymi zastosowanymi w momencie wchodzenia Chin do Światowej Organizacji Handlu".
"Chiny energicznie przeciwstawiają się takim decyzjom" - oświadczył w czwartek w Pekinie rzecznik chińskiego ministerstwa handlu Chong Quan (czyt. Cz'hung Ciuan).
W środę w Brukseli Komisarz UE ds. handlu Peter Mandelson podkreślił, że proponowany przez Komisję "system wczesnego ostrzegania" nie przewiduje natychmiastowych restrykcji w imporcie z Chin.
Ograniczenia będą stosowane dopiero w wypadku gwałtownego nasilenia szkodliwego wpływu chińskiego importu na unijny przemysł tekstylny. Zdaniem unijnego komisarza, jest jeszcze za wcześnie na podjęcie ostatecznych decyzji w tej kwestii, gdyż upłynęło zbyt mało czasu od wygaśnięcia z końcem 2004 roku obowiązującego od lat globalnego reżimu kwotowego (limitów w handlu).
Przekroczenie tego progu nie spowoduje automatycznego wprowadzenia restrykcji, lecz będzie sygnałem do wszczęcia dochodzenia przez Komisję.
Według źródeł w KE, już po dwóch miesiącach 2005 roku bliski "progów alarmowych" jest import spodni, pończoch, rajstop, skarpetek, gazy opatrunkowej, damskich kostiumów i pulowerów. Komisja czeka jednak na dane za cały kwartał.
Zgodnie z warunkami, wynegocjowanymi z Pekinem, kiedy w 2001 r. Chiny były przyjmowane do Światowej Organizacji Handlu (WTO), kraje członkowskie mogą sięgnąć po "środki ochronne", zabezpieczające przed zalewem chińskich tekstyliów. Warunkiem sięgnięcia po takie środki jest jednak wykazanie, że firmy krajowe ponoszą z tytułu importu tekstyliów z Chin dotkliwe straty.