Chiny zapewnią schronienie inwestorom

Jagoda Fryc
opublikowano: 2014-08-08 00:00

Gdy dojdzie do pogłębienia konfliktu na Ukrainie, trzeba zarządzić ewakuację z Europy, a bezpiecznej przystani poszukać na innych kontynentach — radzą specjaliści

Analitycy i zarządzający z TFI nie pozostawiają złudzeń — w czasie wojny ciężko o zarobek, co nie oznacza, że zupełnie nie da się pomnażać kapitału. W poszukiwaniu bezpiecznej przystani trzeba się wybrać na wycieczkę zagraniczną, ale nie po Europie, lecz w bardziej egzotyczne strony.

FOT. Bloomberg
FOT. Bloomberg
None
None

— Biorąc pod uwagę zachowanie inwestorów w trakcie aneksji Krymu na początku marca, potencjalne wejście wojsk rosyjskich na wschodnią Ukrainę niewątpliwie zatrzęsie rynkiem akcji, zarówno w Polsce, jak i w całym regionie, a także w Europie Zachodniej. Należałoby się spodziewać również osłabienia walut państw z Europy Wschodniej. Jak zwykle ostoją stają się w takich momentach obligacje, złoto i „twarda” waluta, czyli dolar lub nawet euro. Im dalej od działań wojennych, tym było spokojniej i mniej nerwowo. Giełdy w USA i w Indiach prawie nie zareagowały na wzrost napięcia w Europie — przypomina Jarosław Niedzielewski, dyrektor departamentu inwestycji w Investors TFI.

Im dalej, tym lepiej

Podobnie może być tym razem. Marek Buczak, dyrektor ds. rynków zagranicznych Quercus TFI, uważa, że jeśli wojska rosyjskie wkroczą na Ukrainę, nasilą się spadki na większości giełd europejskich, a w takiej sytuacji bezpieczną przystanią mogłyby być np. Chiny.

— Afryka jest mniej płynna, więc nie oczekuję ogromnego przepływu kapitału na tamtejsze giełdy — uważa Marek Buczak.

Robert Brzoza, główny strateg UniCredit CAIB, zwraca też uwagę na aktywa, które mogą skorzystać na oczekiwanym w późnej fazie cyklu gospodarczego lekkim wzroście presji inflacyjnej na świecie w kontekście rosnących oczekiwań na zacieśnianie polityki monetarnej przez Fed.

— Na rynku akcji chińskich po okresie długotrwałych zniżek widać zmianę tendencji na wzrostowy, a na rynek akcji pozytywnie mogą wpłynąć korzystne zmiany w polityce rządowej. Dobrze prezentują się notowania metali przemysłowych, gdzie z jednej strony ustabilizowały się zapasy, a z drugiej strony niewykluczony jest popyt o charakterze militarnym. Warto także rozważyć surowce rolne, które mogą się odbić po ostatniej przecenie — dodaje Robert Brzoza.

W Turcji spółki spożywcze…

W ostatnich miesiącach turecka giełda przyciągała kapitał uciekający z Rosji. Zdaniem Marka Buczaka, ten trend może się utrzymać w scenariuszu status quo, jednak gdyby doszło do realizacji czarnego scenariusza, tureckie spółki także mogłyby mocno ucierpieć. Ale nie wszystkie. Siergiej Dankwert, szef Rossielchoznadzoru, czyli rosyjskiego nadzoru fitosanitarnego, ujawnił, że Rosja ma zamiar zaproponować Turcji zwiększenie dostaw owoców i warzyw, które mają zastąpić import z Polski i Mołdawii.

— Wygląda na to, że na sankcjach z Rosji wymierzonych w kraje Zachodu mogą skorzystaćtureckie firmy z branży spożywczej. Na stambulskiej giełdzie jest ich kilka, jednak mają niewielki wpływ na zachowanie się notowań całego rynku — mówi Marek Buczak. Jarosław Niedzielewski zwraca też uwagę, że dobre stosunki z USA oraz względna militarna siła Turcji powodują, że sytuacje kryzysowe w sąsiednich krajach nie stwarzają bezpośredniego zagrożenia dla tego kraju.

— Trzeba jednak pamiętać, że jest to kraj uzależniony od importu ropy, która w dużej części pochodzi właśnie z Rosji — dodaje Jarosław Niedzielewski.

…w Polsce dywidendowe

Inwestorzy, którzy mimo wszystko chcą pozostać inwestycyjnymi patriotami, zdaniem Roberta Brzozy, powinni zredukować udział polskich akcji w portfelu.

— Inwestorzy powinni koncentrować się na spółkach, które wypłacają dywidendy. Atrakcyjne są dywidendowe banki i branża ubezpieczeniowa. Wyceny małych spółek wciąż nie są atrakcyjne, są raczej na poziomie neutralnym, chociaż duzi inwestorzy mogą bardzo wybiórczo przystąpić do powolnej akumulacji. Zakładamy, że do końca roku z gospodarki będą spływać nie najlepsze informacje, zaś do odbicia koniunktury dojdzie najprawdopodobniej dopiero na początku przyszłego roku. Wydaje nam się, że taki scenariusz wciąż nie jest powszechnie oczekiwany — podpowiada Robert Brzoza.

Seweryn Masalski, zarządzający z MM Prime TFI, uważa natomiast, że lepiej w ogóle zrezygnować z długich pozycji w akcjach i próbować grać na spadki, np. za pośrednictwem kontraktów terminowych lub funduszy typu short. To jednak propozycja dla inwestorów o mocniejszych nerwach.

— Większe bezpieczeństwo znajdziemy w obligacjach skarbowych. Ryzyko polityczne nie powinno negatywnie wpłynąć na ceny długu zachodniej Europy, Ameryki czy Azji. Nie mamy jednak gwarancji zysku, gdyż rentowności są na minimalnych poziomach i ryzyko ich wzrostu jest wysokie — dodaje Seweryn Masalski. Podobnego zdania jest Jakub Krawczyk, zarządzający Skarbca TFI, który prognozuje, że w krótkiej perspektywie dojdzie do spadku cen obligacji rozwijających się gospodarek (w tym Polski), jednak w dłuższym horyzoncie globalne fundusze będą utrzymywać alokacje w tych instrumentach, stosując selektywną politykę inwestycyjną.

— Lokalni inwestorzy powinni skoncentrować się na dłużnych funduszach inwestycyjnych charakteryzujących się niskim duration [obligacje krótkoterminowe — red.]. Inwestorzy zagraniczni w Polsce alokują się głównie w obligacjach o dłuższym terminie zapadalności i tam potencjalnie pojawi się podwyższona zmienność. Ceny obligacji o krótszym terminie wykupu są bardziej uzależnione od lokalnej polityki monetarnej oraz krajowych inwestorów — tłumaczy Jakub Krawczyk.

Polska na sankcjach straci najwięcej

Rosyjskie retorsje za nałożenie na nią sankcji dotkną w największym stopniu polskiej gospodarki, przewiduje bank Citigroup. W lipcu wskaźnik PMI dla polskiego przemysłu spadł piąty raz z rzędu, schodząc poniżej granicy oddzielającej ożywienie od spowolnienia. Tymczasem analogiczne wskaźniki dla Czech i Węgier odnotowały wzrost. To zdaniem Citigroup nie przypadek. — Relatywnie mocne powiązania Polski z Rosją uczyniły z niej jedyny kraj w regionie, który znacząco cierpi na konflikcie wokół Ukrainy. Polska jest bardziej uzależniona od eksportu do Rosji i na Ukrainę niż Czechy czy Węgry — ocenia Piotr Kalisz, ekonomista Citigroup. Według danych GUS, w pierwszych pięciu miesiącach roku eksport do Rosji spadł o 8,3 proc. W ubiegłym roku do Rosji trafiło 5,5 proc. polskiego eksportu, podczas gdy w przypadku Czech i Węgier analogiczny odsetek sięga 3 proc. [MWIE]