Chłód rozgrzewa ciepłowników

Niby wszystko gotowe, niby widać same korzyści, lecz pomysł produkowania chłodu z ciepła nadal raczkuje. Wiele zależy od Ministerstwa Energii

To nie paradoks: ciepłem systemowym, czyli z sieci miejskiej, można chłodzić mieszkania, szpitale i fabryki. Brzmi świetnie, gorzej to wygląda w praktyce. Na zastosowanie ciepła do klimatyzacji w skali komercyjnej nie zdecydował się jeszcze nikt na świecie. W Polsce też nie, ale mamy pomysły. Jeśli doczekają się realizacji, będzie sukces.

INNOWATOR SPRZYJA CHŁODOWI: Wiceminister Michał Kurtyka odpowiada w resorcie energii m.in. za innowacje. Zainteresował się chłodem produkowanym z ciepła systemowego i chce go promować. Branża czeka jednak na konkrety.
Zobacz więcej

INNOWATOR SPRZYJA CHŁODOWI: Wiceminister Michał Kurtyka odpowiada w resorcie energii m.in. za innowacje. Zainteresował się chłodem produkowanym z ciepła systemowego i chce go promować. Branża czeka jednak na konkrety. Grzegorz Kawecki

— Hit eksportowy — podkreśla Marian Babiuch, prezes Elektrociepłowni Zielona Góra, pracującej nad nowatorską produkcją chłodu.

Klienci się pchają

EC Zielona Góra należy do francuskiej grupy EDF, co przedstawiciele elektrociepłowni — pytani o chłód — chętnie podkreślają. Bo grupa wymaga, by inwestycje się opłacały.

— I zmieściliśmy się w minimalnych wymogach finansowych grupy — podkreśla Ryszard Francuz, dyrektor w EC Zielona Góra. Dzięki temu od niespełna roku działają w Zielonej Górze dwa agregaty adsorpcyjne, jeden przy muzeum przyrodniczym, a drugi przy planetarium. Oba produkują chłód, a zasilane są ciepłem z sieci miejskiej. Odbiorcy są zadowoleni.

— Zgłaszają się do nas kolejni chętni, np. szpitale. Co do naszego zadowolenia, to analizujemy oba przypadki — dodaje Marian Babiuch. Zadowolenie klientów jest oczywiste — płacą po prostu za ciepło, bo nie istnieje osobna taryfa na chłód. Nie zgodził się

Dlaczego chłód jest ważny

na nią Urząd Regulacji Energetyki, wyraził natomiast zgodę, by koszt zakupu i instalacji agregatów, ponoszony przez dostawcę, został w części „rozsmarowany” na wszystkich odbiorców w mieście i uwzględniony w taryfie. Zadowolenie dostawcy jest jednak nieco mniejsze niż klienta, bo agregaty są wielkie i naprawdę drogie (ważą kilka ton, robione są ze stali i na zamówienie, a kosztują kilkaset tysięcy złotych).

Dostawcy czekają na przełom

Koszty sprawiają, że w pracach nad chłodem zapanował w Polsce pewien zastój.

Kibicować ciepłownikom i naukowcom powinniśmy wszyscy, z Ministerstwem Energetyki na czele, bo gdyby udało się produkować na wielką skalę chłód dzięki ciepłu, to cały system energetyczny odetchnąłby z ulgą. Dziś klimatyzacja domowa, biurowa i przemysłowa zasilana jest energią elektryczną, a popyt na klimatyzatory błyskawicznie rośnie. W efekcie coroczny szczyt zapotrzebowania na prąd przesunął się z zimy na lato. Zmiana jest tak gwałtowna, że w zeszłym roku, przy sierpniowych upałach, polska energetyka tego nie wytrzymała i doszło do ograniczenia dostaw prądu. Gdyby do klimatyzatorów na prąd dołożyć agregaty zasilane ciepłem, to w letnim szczycie energetyka miałaby lżej. Dla elektrociepłowni byłoby to zaś finansowe zbawienie, bo latem popyt na ciepło siada. Wygląda na to, że Ministerstwo Energii zaczyna te korzyści doceniać, bo w lipcu zaprosiło ciepłowników na rozmowy w sprawie przyszłości rynku chłodu.

— Dostrzegamy potrzebę podejmowania działań na rzecz popularyzacji i rozwoju produkcji chłodu z ciepła sieciowego — mówił wiceminister Michał Kurtyka. Konkretów jednak brak. Branża oczekuje tymczasem wsparcia np. w postaci przedłużenia okresu obowiązywania czerwonych i żółtych certyfikatów (obowiązują tylko do 2018 r.).

Francuska Veolia produkuje wprawdzie chłód w Poznaniu, na zasadzie trigeneracji (czyli oferuje prąd, ciepło i chłód), ale wykorzystuje go tylko na własne potrzeby, np. do chłodzenia biurowca.

— Chłód to dla ciepłownictwa przyszłość, a w samym Poznaniu potencjał tego rynku oceniam na 30 MW. Barierą jest jednak zbyt długi czas zwrotu z inwestycji — tłumaczy Bogdan Świątek, wiceprezes poznańskiej Veolii. Podobnie wygląda to w fińskim Fortum. W Szwecji i Finlandii koncern chłodzi miasta dzięki zimnej wodzie morskiej, w Polsce zaś, w Zabrzu, zamierza do tego wykorzystać ciepło sieciowe. Do komercjalizacji pomysłu jednak daleko. — Nie możemy określić dokładnej daty komercjalizacji naszego rozwiązania ani potencjalnej wartości rynku. Biorąc jednak pod uwagę rozwój technologiczny, należy się spodziewać popularyzacji takich rozwiązań. Można to porównać do sytuacji związanej z rozwojem telefonii komórkowej — mówi Piotr Górnik, dyrektor ds. produkcji Fortum. Do komputerów nawiązuje natomiast Marian Babiuch. Na podstawie rozwoju tego rynku przewiduje, że ceny agregatorów będą spadały. Kibicuje przy tym polskim naukowcom, m.in. prof. Wojciechowi Nowakowi z AGH, który pracuje nad uproszczeniem tej technologii. — Współpracujemy. Gdyby prof. Nowakowi się udało, można by tę technologię sprzedawać w świecie — uważa Marian Babiuch.

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Magdalena Graniszewska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu