Chłód ze Wschodu

Kazimierz Krupa
03-08-2005, 00:00

Zwyczajny chuligański napad w Warszawie, którego ofiarą padło troje dzieci rosyjskich dyplomatów i towarzyszący im kolega, Kazach, nieoczekiwanie — za sprawą reakcji prezydenta Putina, który nadał mu rangę „nieprzyjaznego aktu” i żąda oficjalnych przeprosin — staje się na naszych oczach kolejną odsłoną odwiecznego konfliktu polsko-rosyjskiego. Tak przynajmniej wynika z komentarzy zbliżonych do Kremla mediów rosyjskich, które incydent określają jako „koniec historii”, „świadczący o tym, że oba kraje znajdują się w istocie w stanie przechodzenia od wojny informacyjnej do działań bojowych”. Czyżby więc należało oczekiwać rosyjskich tanków na naszych granicach? Ktoś tu chyba przesadził.

To nie pierwszy przypadek, który Rosjanie mają nam za złe i który wywołuje napięcie czy wręcz kryzys w naszych wzajemnych stosunkach. Nieco ponad 10 lat temu, 23 października 1994 r., incydent na Dworcu Wschodnim w Warszawie, gdzie grupa Rosjan (w obawie przed wymuszającymi haracze „reketierami” rosyjskimi) zablokowała odjazd pociągu (policja użyła siły), spowodował odwołanie wizyty premiera Rosji Wiktora Czernomyrdina. Co bardziej pamiętliwi przywołują nawet wydarzenia sprzed prawie 400 lat, z 1610 r., kiedy wojska polskie pod dowództwem Stanisława Żółkiewskiego zdobyły Moskwę i na dwa lata obsadziły Kreml. To wydarzenie przez wiele lat było (a być może u niektórych nadal jest) plamą na honorze i nawet najwybitniejsze umysły rosyjskie nawoływały do odwetu. Posłużyło ono jako usprawiedliwienie rzezi Pragi i zdobycia Warszawy przez Suworowa w 1794 r. Nawet Aleksander Puszkin w słynnym wierszu „Oszczercom Rosji” określa tę rzeź jako słuszny odwet za spalenie Moskwy. Ponieważ poeta uznał dziejowy rachunek za wyrównany, przeto „wspaniałomyślnie” nie domagał się już zniszczenia Warszawy. Nieco wcześniej zaś pisał: „Bywało, żeście świętowali sromotę Kremla, carów pęta. I myśmy wszak niemowlęta o gruzy Pragi rozbijali”.

Symboliczny wręcz wymiar stosunków Polska — Rosja mają nawet daty świąt narodowych. Na święto wojska (armii) wybiera się w wielu krajach dzień związany z powstaniem armii narodowej, z głośnym sukcesem odniesionym na polu bitwy albo zwycięskim zakończeniem wojny. U nas, od 30 lipca 1992 r., Święto Wojska Polskiego obchodzone jest 15 sierpnia, w rocznicę cudu nad Wisłą w 1920 r., decydującej bitwa wojny polsko-bolszewickiej z lat 1919-1921. Z kolei w nowej Rosji, od 24 grudnia 2004 r., święto rewolucji październikowej zastąpiono Dniem Jedności — 4 listopada, upamiętniając w ten sposób „wyzwolenie Moskwy od polskich interwentów” z 1612 r.

Prezydent Putin nie od dzisiaj alergicznie reaguje na samo wspomnienie Polski i Polaków, bo w najnowszej historii kilkakrotnie pokrzyżowaliśmy mu plany. Miejmy jednak nadzieję, że ta spirala absurdu przestanie się nakręcać, że nikt od nikogo przeprosin nie będzie żądał (bo obie strony miałyby za co przepraszać, ale chyba jednak Rosja za nieco więcej), a władca Wszechrusi ochłonie. Tylko wtedy można przestać zajmować się imponderabiliami i powrócić do interesów. Ale to nie będzie łatwe.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kazimierz Krupa

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Chłód ze Wschodu