Wygląda na to, że Pan Grzegorz Buczek i ja żyjemy na różnych światach. Jego pozytywna opinia w sprawie ułatwień i tworzenia planów zagospodarowania przestrzennego, na bazie obecnych przepisów, nie pokrywa się z rzeczywistością. Według opinii inwestorów brak tych planów jest główną przeszkodą w rozwijaniu inwestycji. Powszechna jest też opinia, że urzędnicy samorzą- dowi w du- żej części nie są zaintere-sowani tworzeniem tych planów. A więc nawet nie pieniądze czy ich brak decydują o opóźnieniach, a opór urzędników, którzy bez planu przestrzennego są prawdziwymi panami życia i śmierci inicjatyw in- westycyjnych i często czerpią z tego tytułu różne profity.
Problem ten dotyka również wielkie miasta. Przykładowo, w Warszawie zaledwie kilkanaście procent dzielnic ma plany zagospodarowania przestrzennego, co wydłuża proces wydawania pozwoleń na budowę, a co gorsza jest źródłem bałaganu w zabudowie miasta.
Prasa rozpisuje się ostatnio o „mamucich szafach” i „blokowiskach sypialnianych” w Warszawie. Tak jest m.in. na Gocławiu, który nie ma właśnie planu zagospodarowania przestrzennego. Można sobie wyobrazić, że deweloper w pogoni za zyskiem i za odpowiednie pieniądze uzyskuje w wielu przypadkach pozwolenia na budowę, które w normalnych warunkach nie mogłyby być wydane.
Pilna zmiana ustawy o planowaniu przestrzennym jest konieczna, tak jak decyzje precyzujące terminy tworzenia tych planów.
Roman Nowicki, Kongres Budownictwa