Half-11 powstał w kalifornijskim Oilstainlab, ale jego dusza od początku mieszkała gdzieś między Monzą, Le Mans i górskimi przełęczami, po których w latach 60. ścigali się kierowcy bardziej odważni niż rozsądni. I tu warto się na chwilę zatrzymać. Bo Oilstainlab nie jest kolejnym kalifornijskim startupem marzącym o podboju świata elektromobilności. Nie jest też producentem supersamochodów walczącym o rekordy okrążeń. To jedno z najbardziej intrygujących zjawisk współczesnej motoryzacji. Firma założona w Kalifornii przez braci Nikitę i Iliyę Bridanów funkcjonuje gdzieś między studiem projektowym, manufakturą samochodów i artystycznym kolektywem. Jej założyciele, urodzeni na Ukrainie, wychowani w Kanadzie i wykształceni we Włoszech i w słynnym ArtCenter College of Design w Pasadenie, po latach pracy dla największych marek postanowili stworzyć własny motoryzacyjny wszechświat.
Europejskie tournée
W świecie Oilstainlab samochód nie jest produktem. Jest opowieścią. Każdy projekt ma własną mitologię, własny język wizualny i własny powód istnienia. Firma konsekwentnie broni idei, że przyszłość motoryzacji nie może zostać zredukowana do produktu, baterii, ekranów i algorytmów. Liczy się także mechaniczna dusza, zapach paliwa, dźwięk silnika i emocje, których nie da się zamknąć w arkuszu kalkulacyjnym. Half-11 jest najbardziej spektakularnym wyrazem tej filozofii.
Teraz wraca na Stary Kontynent w ramach europejskiego tournée „Euro-Vision”, rozpoczynającego się podczas Ultrace w Gdańsku. I nie będzie to zwykła prezentacja samochodu. Bo Half-11 jest dziś także art carem. Za europejskim tournée Half-11 stoi również marka Delphi, która pełni rolę partnera i współtwórcy artcarowej reinterpretacji projektu. To właśnie we współpracy z Delphi powstało unikatowe malowanie Half-11 – świadomy neocyfrowy remiks klasycznych art carów, będący jednocześnie hołdem dla historii i współczesnym komentarzem do relacji między inżynierią, dizajnem i kulturą motoryzacyjną. Delphi to globalna firma technologiczna specjalizująca się w rozwiązaniach dla motoryzacji – od zaawansowanych systemów zarządzania silnikiem przez elektronikę i diagnostykę pojazdów po komponenty i technologie wspierające wydajność i niezawodność nowoczesnych układów napędowych. W praktyce oznacza to, że stoi po tej stronie przemysłu, która sprawia, że samochody nie tylko wyglądają i brzmią, ale przede wszystkim działają z precyzją, jakiej wymaga współczesna inżynieria.
Delphi, rozwijając ideę swojego drugiego art cara po projekcie Alpine A110 Rally GT+, traktuje Half-11 jako ruchome płótno dla inżynierów, wizjonerów i mechaników – ludzi, którzy stoją za kulisami powstawania motoryzacyjnych ikon. W tej perspektywie samochód staje się nie tylko obiektem ekspozycji, lecz także narzędziem opowieści o technologii, emocjach i rzemiośle, które razem budują współczesną kulturę motoryzacji.
Gdy samochód staje się płótnem
Jeżeli ktoś właśnie wyobraził sobie samochód pomazany sprejem przez lokalnego graficiarza, warto na chwilę zatrzymać wyobraźnię. Idea art carów narodziła się na dobre w latach 70., kiedy producenci samochodów zaczęli oddawać swoje maszyny w ręce artystów. Najsłynniejszym przykładem pozostaje seria BMW Art Cars, do której swoje prace tworzyli Andy Warhol, Roy Lichtenstein czy Jeff Koons. Samochód przestawał być wyłącznie środkiem transportu, a stawał się ruchomym dziełem sztuki. Sens takiego przedsięwzięcia jest zaskakująco prosty. Motorsport od zawsze był czymś więcej niż inżynierią. To także emocje, estetyka, mitologia i kultura. Art car znajduje się dokładnie na przecięciu tych światów. Nie służy wyłącznie do jazdy. Ma prowokować, opowiadać historię i wywoływać dyskusję. Innymi słowy: jest galerią sztuki zdolną rozpędzić się do ponad 250 km/h.
Half-11 otrzymał właśnie takie specjalne malowanie stworzone wspólnie z Delphi. Twórcy określają go mianem neocyfrowego remiksu klasycznych art carów – współczesnej interpretacji języka wizualnego, który przez dekady łączył sztukę, dizajn i wyścigi. Brzmi ambitnie? Tak właśnie ma brzmieć.
Mit na kołach
W przypadku Half-11 granica między rzeczywistością i fikcją od początku była wyjątkowo cienka.
Bracia Bridan najpierw stworzyli legendę, a dopiero później samochód. W internecie zaczęły pojawiać się perfekcyjnie spreparowane fotografie przedstawiające nieistniejącą wyścigówkę startującą rzekomo w europejskich wyścigach lat 60. Wyglądało to tak przekonująco, że wielu pasjonatów uwierzyło, iż odkryto zapomniany rozdział historii motorsportu. Projekt nazwano historycznym wandalizmem. To jedno z tych określeń, które brzmią jak nazwa zespołu rockowego, ale doskonale oddają charakter przedsięwzięcia. Half-11 miał być samochodem, który nigdy nie istniał, ale powinien był istnieć. I właśnie dlatego powstał.
Analogowy buntownik
Pod ręcznie formowanym aluminiowym nadwoziem kryje się podwozie Porsche 911 z 1966 r., potężny silnik V8, sześciobiegowa manualna skrzynia biegów i drukowany w technologii 3D wydech z inconelu. To techniczna mieszanka równie nieoczywista jak historia projektu. W czasach, gdy przemysł motoryzacyjny śni o autonomii, ekranach i kolejnych aktualizacjach oprogramowania, Half-11 przypomina człowieka, który pojawił się na kongresie futurystów z mechanicznym zegarkiem na ręku i powiedział: – Dziękuję, zostaję przy swoim.
To nie jest samochód walczący o rekordy sprzedaży. To samochód walczący o emocje. Przejechał już Stany Zjednoczone w poprzek z Los Angeles do Nowego Jorku, ślizgał się po lodzie podczas FAT Ice Race, wystąpił w Goodwood Festival of Speed i zdobywał nagrody na najbardziej prestiżowych imprezach motoryzacyjnych świata. Teraz wraca do Europy, czyli miejsca, w którym narodziła się jego fikcyjna legenda. Trudno o bardziej romantyczny finał.
Powrót do domu
Europejskie tournée Euro-Vision rozpocznie się podczas Ultrace w Gdańsku, następnie Half-11 pojawi się na torze Hockenheimring, by jesienią zakończyć podróż podczas włoskiego wydarzenia Tutto Bene. Nie będzie to jednak zwykły pokaz dla publiczności. Każdy kilometr przejechany podczas podróży ma pomóc w rozwoju przyszłego modelu HF-11 – pierwszego seryjnego samochodu Oilstainlab. Dane zbierane podczas jazdy posłużą do stworzenia ultralekkiej, ważącej około 900 kg maszyny mającej dostarczać doświadczeń niemal całkowicie zapomnianych przez współczesną motoryzację.
To trochę paradoks naszych czasów. Jeden z najbardziej analogowych samochodów świata zbiera dane potrzebne do stworzenia samochodu przyszłości. Być może właśnie dlatego filozofia Oilstainlab brzmi tak przekonująco: kiedy przeszłość wyprzedza przyszłość. A jeśli ktoś uważa, że to tylko marketingowa poezja, warto przypomnieć sobie jedną rzecz. Największe legendy motoryzacji zawsze zaczynały się od ludzi, którzy byli wystarczająco szaleni, by uwierzyć w rzeczy pozornie niemożliwe. Half-11 jest właśnie taką historią. Tyle że tym razem można ją spotkać na drodze.

