reportaż Starbucks. Kto raz jej spróbował, nie chce pić innej kawy. Wrocław i Warszawa zaczęły wyścig o legendarny smak.
Ludzie dzielą się na tych, którzy pili starbucks i uwielbiają tę kawę, oraz na takich, co jej jeszcze nie pili, ale o niej słyszeli. U nas o jej smaku można było tylko pomarzyć. Amerykanie nie otwierali kawiarni, bo podobno obawiali się, że nie dostaną tutaj odpowiedniej jakości kawy. W styczniu tego roku miłośników czarodziejskiego aromatu zelektryzowała wiadomość, że jednak wchodzą do Polski. Wchodzą razem z AmRestem, spółką prowadzącą restauracje Pizza Hut i KFC u nas i w Czechach. Henry McGovern, szef AmRestu, nie chciał mówić o planach związanych ze Starbucks. Ale udało się nam małe co nieco dowiedzieć bez jego pomocy.
Pierwsze kawiarnie powitają smakoszy pod koniec tego roku. W kilka lat w regionie powstanie ich kilkaset. Firma zawsze otwiera po sześć lokali w mieście. Zamierzała najpierw zacząć od Warszawy, bo konkurencja — Coffee Heaven — jest tu najsilniejsza. Ale najpewniej najpierw wybierze Pragę. Dlaczego? Nietrudno się domyślić, patrząc na liczbę turystów w obu stolicach. W pół roku po Pradze pojawi się w Polsce. Tyle że niekoniecznie w Warszawie.
Atak ze Śląska
Niespodziewanie ochotę na światowy smak ma Wrocław. Nie tylko ochotę, lecz także argumenty. Na miejscu główna siedziba AmRestu. Także ludzie, którzy bardzo się starają, żeby wyprzedzić stolicę. Na przykład Paweł Panczyj, prezes Agencji Rozwoju Aglomeracji Wrocławskiej, prawa ręka prezydenta Wrocławia Rafała Dutkiewicza do ściągania inwestycji. Panczyj zaproponował Henry’emu McGovernowi, żeby zmienić kolejność otwierania Starbucksów w naszym kraju.
— Zachęcam go, jak mogę. Użyłem nawet argumentu, że prezydent Rafał Dutkiewicz bardzo lubi Starbucks i przed przyjazdem do biura mógłby wstępować na kawę — mówi Paweł Panczyj.
Może nieco żartuje, ale na tym, żeby pierwsze kawiarnie otwarto w jego mieście, zależy mu na poważnie. Wrocław zyska reklamę, bo media będą o tym mówić. Przewiduje również, że znajdą się osoby, które odwiedzą stolicę Dolnego Śląska specjalnie po to, żeby przyjść do Starbucks. Liczy na co najmniej dwie kawiarnie w rynku i w jego okolicy oraz na lokale na placu Grunwaldzkim czy w nowo powstających galeriach handlowych. Możliwe też, że nie przesadził z poranną kawką najpopularniejszego prezydenta w kraju.
— Starbucks to światowa marka, bo kawa jest dobra. Wszystko, co dobre, powinno prędzej czy później trafić do Polski. A nam zależy na tym, żeby najpierw trafiło do Wrocławia — zapewnia Rafał Dutkiewicz.
Okazuje się, że jak ludziom z Wrocławia na czymś zależy, to na serio. Duet Dutkiewicz — Panczyj ściągnął do miasta lub w jego okolice LG Philips LCD, Hewletta-Packarda i setki innych firm. Ale to im nie wystarcza. Ofensywę w celu pozyskiwania inwestorów wzmocnili logistycznie. Początkowo Paweł Panczyj szefował departamentowi wspierania inwestycji zagranicznych w urzędzie miasta. W ubiegłym roku został prezesem Agencji Rozwoju Aglomeracji Wrocławskiej, w którą przekształcono wydział.
Stolica kontratakuje
Co na to Warszawa? Gdyby Starbucks we Wrocławiu ruszył latem przyszłego roku, stolica by zobaczyła pierwsze restauracje dopiero pod koniec 2008 r.
— O Jezus Maria! Przepadam za Starbucks. Muszę się skontaktować z ambasadą USA — tak na informację o zakusach Wrocławia zareagowała Alicja Żelichowska, p.o. dyrektor biura obsługi inwestorów Urzędu Miasta Stołecznego.
Jak powiedziała, tak zrobiła.
— Spotkałam się z przedstawicielem AmRestu, odpowiedzialnym za rozwój sieci Starbucks. Już wiem, jakich lokalizacji firma potrzebuje. Szukamy dobrych miejsc i zaproponujemy je koncernowi — powiedziała kilka dni później Alicja Żelichowska.
Do pomysłu zapaliła się nie mniej niż wrocławianie. Może zapału nauczyła się właśnie od nich, bo była we Wrocławiu, żeby, jak to określiła: „uczyć się od najlepszych” i zreorganizować struktury w stołecznym biurze obsługi inwestorów.
— Rozmawialiśmy o tym, co powinna wyrzucić ze swoich kompetencji. Na razie podlega jej zbyt wiele wydziałów, żeby mogła sprawnie działać — przyznaje Paweł Panczyj.
Jego uczennica chyba nie wyjmie, jak on, asa z rękawa o porannej kawie prezydenta, Hanny Gronkiewicz-Waltz, ale na wsparcie pani prezydent może liczyć.
— Kiedy pracowałam w Europejskim Banku Odbudowy i Rozwoju w Londynie, często kupowałam amerykańską kawę przed wejściem do metra i podróżą do pracy — zdradza nam Hanna Gronkiewicz-Waltz.
Żelichowska pochodzi z Krakowa. Pracowała w tamtejszym Urzędzie Marszałkowskim Województwa Małopolskiego. Organizowała obchody 50. rocznicy wyzwolenia obozu w Oświęcimiu. Jakiś czas później, już w Urzędzie Miasta Stołecznego Warszawy — obchody 60-lecia wybuchu powstania warszawskiego. Sprawdzała się też w Deutsche Banku 24 czy NFZ, z którego odeszła po ostatnich zmianach zarządu.
Teraz szefuje w biurze obsługi inwestorów w stołecznym urzędzie. Biuro powstało, i chwała za to Kazimierzowi Marcinkiewiczowi, ale dopiero jesienią ubiegłego roku. Jedną z pierwszych rzeczy, które Alicja Żelichowska zmieniła w urzędzie, był serwis do kawy.
— Kawę należy pić w odpowiedniej oprawie — podkreśla, sącząc napój z eleganckiej filiżanki.
Ciągle jednak chodzi jej po głowie, co zrobić, by Warszawa była pierwsza. Kalkuluje, że ma szansę, bo firmy wchodzące do danego kraju decydują się zwykle na stolicę. Stołeczność ma swoje prawa.
— Wciąż jest szansa, że Warszawa będzie pierwsza w regionie, przed Pragą — wierzy szefowa biura obsługi inwestorów.
Gdzie dwóch się bije
Czy krakowianka wygra dla Warszawy z wrocławianinem? A nawet z Pragą? A może do rywalizacji wtrąci się ktoś inny?
— Nie zajmujemy się usługami. Naszym zadaniem jest ściąganie inwestycji, usługi naturalnie za nimi przyjdą. Ale Starbucks to taka marka. Zainteresuję się sprawą — zapowiada Teresa Białecka-Krawczyk, szefowa biura rozwoju przedsiębiorczości i miejsc pracy w Łodzi.
Właśnie. Taka to marka. n
Żeglarskie skojarzenia
Nazwisko Starbucks nosił pierwszy oficer na Moby Dicku z powieści „Moby Dick” Hermana Melville’a o świecie wielorybników. Jerry Baldwin, Zev Siegel i Gordon Bowker nazwali nim otworzony w Seattle w 1970 r. pierwszy lokal ze świetnymi kawami. W 1982 r. dołączył do nich Howard Schultz. Zauroczony włoskimi barami espresso stworzył własną sieć Il Giornale, a w 1987 r. odkupił firmę swoich dawnych szefów i przemianował własne kawiarnie na Starbucks. Ostrzegł ostatnio, że szybki rozwój sieci rozwadnia markę, wyposażanie nowych barów w automatyczne ekspresy do kawy odbiera dużo z „teatru i czaru”, jakie ma parzenie kawy w tradycyjnych ekspresach przez wyszkolonych baristów. W tym roku ma powstać 2,4 tys. nowych barów.
Ziarenka wyborowe
Tylko w pierwszym roku działalności Starbucks oferował kawę nabywaną w tradycyjnych sklepach. Później kupował ją u plantatorów i szczyci się, że właśnie dlatego ma najlepszą kawę na świecie. Specjalny zespół testuje co roku ponad tysiąc próbek. Jego członkowie przez 18 tygodni w roku podróżują po świecie w poszukiwaniu najlepszych ziaren.
Liczby pachnące kawą
12440
Tyle kawiarni Starbucks Coffee istniało na świecie pod koniec 2006 r.
38
W tylu krajach można pić starbucks.
125
Tyle tysięcy pracowników pracuje w tej firmie.
Wroclove na topie, Warszawa nie
Stolica Dolnego Śląska przyciąga inwestycje na potęgę. Stawia na społeczeństwo oparte na wiedzy i koncentruje się na centrach usług oraz na ośrodkach badawczo-rozwojowych. Walczy o organizację Expo 2012 z takimi miastami, jak południowokoreańskie Yeosu i marokańskie Tanger. Miasto Breslau jest jednym z bohaterów poczytnych powieści kryminalnych Marka Krajewskiego o Eberhardzie Mocku. Ma też swoją piosenkę, „Podwodny Wroclove” Ery Wodnika, która po tygodniu notowania na liście przebojów Trójki skoczyła z 35. na 25. miejsce. Stolica Polski przyciąga inwestycje siłą rozpędu. Swoją książkę — „Złego” Leopolda Tyrmanda miała pół wieku temu. Swoją piosenkę, „Sen o Warszawie” Czesława Niemena, w latach sześćdziesiątych.
