Coraz więcej Polaków korzysta z usług bankowości prywatnej. Dlaczego? Bo im gorzej w gospodarce, tym lepiej dla private bankingu.
Jeszcze kilka lat temu trzeba było wybrać się do Szwajcarii albo Luksemburga, jeśli chciało się powierzyć swój majątek fachowcom potrafiącym go pomnożyć. Tamtejsi bankierzy z największą uwagą analizowali potrzeby zamożnych klientów, doradzali, jak pomnażać pieniądze, gdzie najbardziej opłaca się zarejestrować firmę, a także dokąd wyprowadzić się na emeryturę, albo jak najlepiej przekazać spadek dzieciom. Dziś bogaci Polacy wszystko mają pod ręką. Od około trzech lat można już mówić o prawdziwej bankowości prywatnej w Polsce.
Bez kompleksów
— Polska pod względem rozwoju jest jednym z najbardziej perspektywicznych rynków regionu. Liczba zamożnych osób, korzystających z usług zarządzania majątkiem, stale rośnie. W niektórych krajach klienci korzystający z usług private bankingu to nawet do 80 proc. wszystkich osób zamożnych. W Polsce to 40-50 proc. Mamy zatem jeszcze spory potencjał wzrostu — uważa Daniel Ścigała, dyrektor Private Banking i Wealth Management w BRE Banku.
Żeby przyciągnąć bogatych Polaków, a konkretnie ich pieniądze, bankowcy wymyślają coraz bardziej wyrafinowane usługi. Spośród kilkunastu instytucji, które zajmują się u nas private bankingiem, kilka oferuje już doradztwo podatkowe i związane z inwestowaniem w nieruchomości. Noble Bank ma nawet inwestycje w sztukę (art banking). Są już pierwsze oferty doradztwa związanego z przekazywaniem majątku dzieciom. A i same produkty finansowe też do skromnych nie należą. Przy aktywach rzędu 1 mln zł można uszyć sobie indywidualny produkt strukturyzowany lub uruchomić usługę zarządzania portfelem inwestycyjnym (asset management).
— Początkowo banki oferowały klientom bankowości prywatnej fundusze w ramach własnej grupy kapitałowej. Teraz tzw. otwarta architektura — dostęp do funduszy sektorowych czy inwestujących na rynkach zagranicznych — staje się standardem — mówi Roy Hutchinson, dyrektor departamentu marketingu bankowości indywidualnej w banku Millennium.
Bogaty, czyli kto?
Pomimo osłabienia koniunktury w polskiej gospodarce, bankowcy przewidują, że grupa klientów z grubymi portfelami będzie rosła. I to szybko.
— Zainteresowanie private bankingiem jest coraz większe, szczególnie odkąd na giełdzie zadomowiła się bessa i trudniej osiągnąć duży zwrot na kapitale. Kilka ostatnich lat przyzwyczaiło polskich klientów bankowości prywatnej do zwrotów sięgających nawet 40 proc. rocznie, osiąganego z inwestycji w akcje lub nieruchomości. Ostatni rok znacznie znormalizował rynek. Klienci nie oczekują już kilkudziesięciu procent zysków. Sytuacja zaczyna przypominać tę, która jest normą na rynkach rozwiniętych — klienci liczą na zwrot na poziomie 8-10 proc. rocznie przez kolejne 5-10 lat. Znacznie większą uwagę przywiązują też do gwarancji kapitału. Tak więc private banking w Polsce wreszcie zaczyna działać tak samo, jak w krajach o dłuższych tradycjach bankowości prywatnej — doradca ma dbać o pieniądze i majątek klienta, często zaspokajając przy tym jego inne potrzeby życiowe. Powinien zapewnić mu gwarancję utrzymania powierzonego kapitału oraz przyzwoity, systematyczny zwrot z inwestycji — tłumaczy Jarosław Augustyniak, prezes Noble Banku.
Z oferty private bankingu przede wszystkim korzystają przedsiębiorcy, którzy w ciągu ostatnich kilkunastu lat dorobili się majątku dzięki swoim firmom. Ale to nie jedyna grupa klientów.
— To prawda, że większość klientów Noble Banku stanowią właściciele firm. Spora grupa to także osoby, które zarobiły na inwestycjach w nieruchomości. Szybko rośnie liczba menedżerów dużych korporacji, partnerów z firm prawniczych czy konsultingowych. Na przykład małżeństwa, w których oboje zarabiają po 80 tys. zł miesięcznie, są w stanie odłożyć nawet 1 mln zł rocznie. I często inwestują oszczędności właśnie za pośrednictwem bankowości prywatnej. Kolejna grupa klientów to tzw. celebryci. Znane osoby coraz częściej zdają sobie sprawę, że sława nie trwa wiecznie i że warto zabezpieczyć swoją finansową przyszłość. Będzie też rosła liczba rentierów — ludzi którzy np. sprzedają firmę czy nieruchomości, a dzięki odsetkom bankowym mogą sobie pozwolić na życie na bardzo wysokim poziomie. Na razie takich osób, które w krajach rozwiniętych stanowią istotną grupę klientów private bankingu, w Polsce jest niewiele — dodaje Jarosław Augustyniak.
Klienci private bankingu to również osoby, które lubią mieć święty spokój. Bo za pośrednictwem banku mogą załatwić wiele rozmaitych spraw, związanych nie tylko ze swoimi finansami.
— Moim zdaniem, około 95 proc. bankowości prywatnej sprowadza się do profesjonalnego zarządzania aktywami klienta i do kwestii zwrotu z inwestycji. Pozostała część to wszelkiego rodzaju programy lojalnościowe, wsparcie w analizach podatkowych, informacje o prawnych aspektach dziedziczenia w danym systemie finansowym, czy bardziej zaawansowane kwestie, jak pomoc prawna związana z przebudowaniem struktury majątku klienta i należących do niego spółek. W bankowości prywatnej znaczenie mają także usługi typu concierge czy pomoc w sprawach organizacyjnych, jak np. znalezienie zagranicznej szkoły dla dziecka. Jednak to dodatek do private bankingu, a nie jego podstawa — podkreśla Leszek Niemycki, wiceprezes Deutsche Bank PBC.
Nieodłącznym elementem bankowości prywatnej są także prestiżowe karty płatnicze i związane z nimi programy concierge. Czarne karty American Express Centurion, Visa Infinite czy MasterCard World Signia nie mają praktycznie żadnego limitu, a oprocentowanie ustala się dla nich indywidualnie. Co również niezwykle ważne, są bardzo ekskluzywne — na przykład wśród 350 mln kart wydanych przez organizację Visa Europe, zaledwie 100 tys. to Visa Infinite.
Spokojna przyszłość
Bankowcy są zgodni — zamożni Polacy już nie będą skłonni do szalonych inwestycji. Postawią raczej na spokojny wzrost majątku.
— W obecnym okresie niepewności na rynku funduszy inwestycyjnych klienci wracają do tradycyjnych instrumentów, jakimi są lokaty bankowe. W najbliższym czasie spodziewamy się też wzrostu popularności inwestycji alternatywnych, jak noty strukturyzowane oferowane w obrocie niepublicznym lub jako private placement — mówi Jacek Taraśkiewicz, dyrektor departamentu zarządzania rynkiem bankowości prywatnej i małych przedsiębiorstw w ING Banku Śląskim.
— Pomimo niesprzyjającej sytuacji rynkowej, klienci nie odchodzą masowo od private bankingu. Zmieniają natomiast sposób lokowania swoich oszczędności — mniej interesują się funduszami inwestycyjnymi, a bardziej produktami zapewniającymi gwarancję kapitału i obligacjami komercyjnymi — przekonuje Marcin Jedliński, rzecznik prasowy Raiffeisen Bank Polska.
— Wraz ze wzrostem zamożności społeczeństwa, będą rosły progi wejścia do segmentu private banking. W krajach, w których bankowość prywatna jest najbardziej rozwinięta, czyli w Szwajcarii, Stanach Zjednoczonych, czy Wielkiej Brytanii, dolną granicą jest 10 mln USD aktywów płynnych. Za kilka lat i u nas taka kwota powinna być standardem. Rozwinie się też usługa zarządzania przekazywaniem spadku dzieciom czy family office, czyli opieka nad majątkiem całej rodziny, ale na to jeszcze musimy trochę poczekać — prognozuje prezes Noble Banku. l