Chwiejny debiut Karen Notebook

Zbigniew Kazimierczak
opublikowano: 2007-06-28 00:00

Firma debiutowała na GPW na sporym minusie. Potem kurs wyszedł wysoko nad kreskę, ale siły sesji już nie wystarczyło.

Firma debiutowała na GPW na sporym minusie. Potem kurs wyszedł wysoko nad kreskę, ale siły sesji już nie wystarczyło.

Giełdowa weryfikacja wyceny Karen Notebook, firmy budującej sieć sprzedaży mobilnego sprzętu komputerowego, nie przyniosła satysfakcji inwestorom oczekującym wielkich wzrostów. Pierwsze transakcje zawierano po 14 zł, o 12,5 proc. poniżej ceny odniesienia (16 zł) ustalonej przy przeprowadzce firmy z CeTO na warszawski parkiet.

Karen jest już piątą firmą, która w tym roku przeniosła notowania na GPW.

— To bardzo dobra decyzja. Jeśli prowadzi się biznes, to trzeba być tam, gdzie się coś dzieje. Każdy zarząd, który tak myśli, daje dowód, że zależy mu na akcjonariuszach i pomyślności spółki — mówi Ludwik Sobolewski, prezes GPW.

Mimo niskiego debiutu Zbigniew Gzyl, prezes Karenu, uznał przeprowadzkę za sukces.

— Gdy zaczynałem pracę półtora roku temu, otrzymałem jasny cel: rozwinąć spółkę i wprowadzić ją na giełdę. Wtedy akcje firmy kosztowały kilka złotych, dziś wielokrotnie więcej. Wtedy mieliśmy trzydzieści salonów, dziś ponad sto — mówi Zbigniew Gzyl.

Po rozpoczęciu handlu notowania Karenu spadły jeszcze do 13,19 zł, ale potem było znacznie lepiej. W pewnym momencie kurs sięgnął nawet 18,80 zł, czyli 17,5 proc. powyżej ceny odniesienia. Po jakimś czasie wrócił w jej okolice. Dzień zakończył na poziomie 15,96 zł, 0,25 proc. pod kreską.

Skąd takie rozchwianie? Inwestorzy nadal mają w pamięci poniedziałkową publikację „PB”. Na naszych łamach analitycy portalu giełdowe. pl wycenili walory Karenu na 6,12 zł, podczas gdy w piątek na CeTO, po wielotygodniowej hossie, kurs wyniósł 26,5 zł (jeszcze pod koniec ubiegłego roku za akcje płacono około 1 zł). Po publikacji analizy kurs drastycznie spadł. Zarząd firmy uznał raport za manipulowanie notowaniami i zgłosił to do Komisji Nadzoru Finansowego.