Choć wieści o zainteresowaniu Ciechu przejęciem biznesu sodowego, wystawionego na sprzedaż przez amerykański FMC Corp., brzmiały ekscytująco, kursem giełdowym nie zachwiały. Zyskał wczoraj ledwie 0,92 proc. O możliwej transakcji, wartej 1,5 mld USD, napisała agencja Bloomberg. Kursem nie zachwiało m.in. dlatego, że Ciech szybko zabrał głos.
— Ciech nie jest zainteresowany [biznesem — red.] FMC Corp. i nie składa oferty na zakup — oświadczyło biuro prasowe Ciechu. Oferty nie będzie, ale można przypuszczać, że Ciech wziął udział w badaniu aktywów wystawionych na sprzedaż. Poza tym, jak wskazują analitycy, nikt nie wziął informacji o zainteresowaniu Ciechu na poważnie. FMC Corp. już od kilku miesięcy szukał nabywcy na biznes sodowy, a Dariusz Krawczyk, prezes Ciechu, wielokrotnie wskazywał analitykom, że to dla niego za duża transakcja.
— Bądźmy szczerzy, Ciechu nie stać na tak duże przejęcia. Na żadne zresztą go w tej chwili nie stać bez sięgania po znaczącą emisję akcji. Może za kilka lat, jak już spółka się oddłuży — zauważa Krystian Brymora, analityk Domu Maklerskiego BDM.
— Amerykańska transakcja byłaby dla Ciechu za duża. Nie spodziewałbym się zresztą na razie żadnych przejęć. Firma zadeklarowała, że stawia na rozwój organiczny, zwiększanie mocy, restrukturyzację i oddłużanie — dodaje Tomasz Kasowicz, analityk Domu Maklerskiego BZ WBK. Ciech został w zeszłym roku sprywatyzowany i trafił do portfela Jana Kulczyka. Nowa strategia zakłada, że poza umacnianiem pozycji na rynku sodowym firma zajmie się m.in. zmniejszeniem wskaźnika zadłużenia (zadłużenie netto do EBITDA) do poniżej 1. Dziś ten wskaźnik sięga blisko 3, a zadłużenie to ok. 1,2 mld zł.
— Kiedy grupa będzie już uporządkowana, oddłużona i będzie generowała wysokie przepływy pieniężne, wtedy pewnie spojrzy realnie na inne aktywa, niekoniecznie sodowe. Ale nie wcześniej niż za trzy- -cztery lata — uważa Tomasz Kasowicz. © Ⓟ