Cięcie stóp o 4-5 proc. to wyjątek

Paweł Zielewski
11-01-2002, 00:00

Zdaniem prof. Marka Dąbrowskiego, szefa Centrum Analiz Społeczno-Ekonomicznych i członka Rady Polityki Pieniężnej, gwałtowna obniżka stóp procentowych na kilka tygodni może i poprawiłaby wizerunek rządu i samopoczucie społeczeństwa, ale w krótkim czasie doprowadziłaby do kryzysu na ogromną skalę. A tego nie udźwignąłby nawet najbardziej optymistyczny budżet.

- Joanna Wrześniewska (Polsat): Nie za bardzo można Pana skojarzyć jako członka Rady Polityki Pieniężnej. Unika Pan mediów. Dlaczego?

- Marek Dąbrowski (szef Centrum Analiz Społeczno-Ekonomicznych i członek Rady Polityki Pieniężnej): Rada Polityki Pieniężnej jest ciałem kolektywnym, kolektywnie podejmuje decyzje. Nie czuję posiadania mandatu do wypowiadania się w imieniu rady. Jeśli otrzymuję sugestie, bym mógł wypowiadać się w imieniu RPP, to oczywiście to robię. Nie chcę nadużywać siebie w roli interpretatora decyzji RPP.

- Zapytam Pana jako szefa CASE. Czy obniżenie stóp o 4-5 proc. byłoby tragedią dla polskiej gospodarki?

- Jakiekolwiek gwałtowne ruchy stóp procentowych powinny być wydarzeniem absolutnie wyjątkowym. Obecnie mamy taki poziom stóp, że tego rodzaju ruch oznaczałby ich spadek o co najmniej jedną trzecią. Trzeba sobie zdawać sprawę z tego, jak wielki szok wywołałoby to dla rynków finansowych, a przede wszystkim jak odbiłoby się na skłonności do oszczędzania czy percepcji cen kredytów. Umówiliśmy się w gronie rady, że nie będziemy publicznie spekulować na temat możliwych decyzji.

- Co by dało takie głębokie obcięcie? Jaki byłby scenariusz wydarzeń?

- Przede wszystkim trzeba zapytać o to autora tych propozycji. Odnoszę wrażenie, że jest to sugestia, która ma dać pewien poklask publiczości nie zorientowanej do końca w mechanizmach ekonomicznych. Można mówić o prawdopodobieństwach zdarzeń, bo nie ma algorytmu, który pomógłby nam je dokładniej określić. Pewnie gwałtownie wzrosła by inflacja.

- Co to oznaczałoby dla finansów publicznych i dla wizerunku rządu?

- W krótkim czasie mogłoby to być dla rządu korzystne. Wyższa inflacja, to wyższe wpływy nominalne z podatków. Gdyby temu towarzyszyła deprecjacja kursu, to mogłyby wzrosnąć wpływy w złotych z ceł, podatku VAT pobieranego na granicy, akcyzy. Na dłuższą metę gospodarka przeżyłaby poważne załamanie. Wyższą inflację trzeba rekompensować wyższymi wydatkami na świadczenia socjalne i wyższymi wydatkami bieżącymi. Tego procesu się nie uniknie. Tak, jak nie uniknie się załamania rynku finansowego. Gwałtowna obniżka tylko by zaszkodziła.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Paweł Zielewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Media / Cięcie stóp o 4-5 proc. to wyjątek