Cięcie stóp wciąż jest wyzwaniem

Wiktor Krzyżanowski
opublikowano: 2002-10-23 00:00

Rok 2002 był istotnym okresem w działalności Rady Polityki Pieniężnej. Z jednej strony politycy wymyślili sobie, że warto — wykorzystując permanentnie negatywny wizerunek Leszka Balcerowicza — wskazać na radę jako na winnego wszystkich nieszczęść świata. Dla RPP była to istotna próba — czy w obliczu wyzwisk i demonstracji utrzyma niezależność, czy da się ponieść. I trzeba powiedzieć jasno, że rada test zdała — z jednej strony podjęła rękawicę, i — zwłaszcza ustami swego szefa — nie pozostała atakującym dłużna. Z drugiej, podejmowała decyzje na podstawie obiektywnych przesłanek.

Dochodzimy tu do drugiej istotnej zmiany w działalności RPP w 2002 r. Przesłanki stały się jasne. Niska inflacja, brak presji na jej wzrost, spowolnienie gospodarcze to wszystko argumenty za cięciem stóp. Nie było już takiej sytuacji jak w latach ubiegłych, gdy jeden z członków rady całymi miesiącami głosował przeciwko cięciom, a inny cały czas za. Niemożliwe, by obaj mieli rację. Ale obaj mieli prawo interpretować rzeczywistość po swojemu. I z prawa tego korzystali, a że obraz polskiej gospodarki był niejednoznaczny, głosowali, jak głosowali. W tym roku już takiej dowolności interpretacyjnej nie było. Co — na całe szczęście — zrozumiały nawet najbardziej zatwardziałe jastrzębie.

Przydałoby się tu zakończenie w stylu „... i żyli długo i szczęśliwie”. Ale nic z tego. Przed RPP staje oto bowiem zadanie co najmniej tak trudne, jak dotychczasowe. Z jednej strony rada musi ustabilizować inflację na niskim poziomie. Z drugiej — musi doprowadzić do nominalnej konwergencji (czyli spadku) naszych stóp procentowych do poziomu Unii Europejskiej. Zadanie to jest tym bardziej trudne, że wymaga współpracy z resortem finansów. Rada musi uwierzyć, że Grzegorz Kołodko, minister finansów, tak jak zapowiada, od przyszłego roku rozpocznie trudny proces reformowania finansów publicznych. Problem w tym, że obiecywało już wielu (Belka, Bauc, Balcerowicz...), ale żadnemu się nie udało.

Jedyne pocieszenie płynie z tego, że w przyszłym roku nie ma żadnych wyborów. Czy to jednak wystarczy, by zaufać ministrowi finansów? Po redukcjach poznamy.