Czytasz dzięki

Cieszę się wolnością

Robert Rybarczyk
opublikowano: 13-11-2020, 14:45

Dwa razy dookoła Polski, raz wokół Europy. Maroko, Mauretania, Senegal, Gambia, Gruzja, Armenia, Turcja... Każda wyprawa to przejechanych 4 tys. km. Dla Dariusza Dziwosza, właściciela firmy Intralog, motor jest stylem życia.

Afryka
Afryka
Na drogach Gambii.

„Przed nami czterokilometrowy pas ziemi niczyjej. Zaminowana granica, przez którą trzeba się przedrzeć. Pozbawiony oznakowanych dróg odcinek pustyni rozpięty między posterunkiem granicznym Maroka i Mauretanii. Trzeba lawirować między rozbitymi i porzuconymi samochodami. Każdy samochód wyznacza nową trasę, trzymając się głównej ścieżki. Zbyt dalekie odbicie może się skończyć tragicznie”– tak na blogu podróżemotocyklowe.com opisano wyprawę do Gambii i Senegalu, w której uczestniczył Dariusz Dziwosz, właściciel firmy Intralog z okolic Szczecina, specjalizującej się w systemach transportu wewnętrznego.

Przyznaje, że lubi jeździć motocyklem, a jeszcze bardziej – wyprawy motocyklowe.

– Najważniejsze są dobre nastawienie i towarzysze podróży. Jeżeli to się zgadza, mamy receptę na udaną wyprawę – zapewnia biznesmen.

Podczas wypraw spotkał wielu ciekawych ludzi. Zarówno majętnych, jak i nie – podkreśla, że nie trzeba mieć worka pieniędzy, żeby w ten sposób przemierzać świat. Każdy motocyklista jest w stanie odłożyć przez rok kwotę wystarczającą na taką wyprawę.

Co roku wyrusza w ponaddwutygodniową podróż. Z żoną podzielili się nadzorem nad firmą. Gdy ona wspina się w górach, on jest na miejscu. Jeżeli on jedzie w świat, żona nadzoruje firmę. Trzy tygodnie na motocyklu wymaga od uczestników dobrej kondycji. Dariusz Dziwosz przyznaje, że dzięki umiejętnemu dzieleniu podróży na etapy zmęczenie jest mniejsze, a zabawa lepsza.

Na lawecie
Na lawecie
Transport motocykli.

Trytytki i szara taśma

Podróż rodzinna
Podróż rodzinna
Beata Dziwosz w Gruzji.

Przygotowanie motocykla na wyprawy nie różni się od standardowego serwisu. Za to trzeba zabrać odpowiednie narzędzia i pakiet części zapasowych. Przekonał się o tym w Maroku.

– Po długim, wyczerpującym etapie przez góry niecałe 12 km przed celem zaliczyłem dzwona na wąskiej drodze szutrowej. Na szczęście dla mnie upadek był mało dramatyczny, lecz motocykl ucierpiał przy uderzeniu o głaz. Pozbierałem się szybko. Chłodnica była cała. Wyleciała z mocowania, a całą siłę uderzenia dostały osłony i teleskop z prawej strony. Dojechałem do celu w górskiej wiosce i zabrałem się za naprawę. Potrzebowałem czterech godzin. Chłodnica powróciła na miejsce. Wszystkie pęknięte części połączyłem trytytkami i szarą taśmą. Rano mogłem wyruszać w dalszą drogę – wspomina szef Intralogu.

Najdziwniejszą naprawę przeżył w Mauretanii. Z kolegami zreperowali motocykl samotnej niemieckiej podróżniczce, która jechała z Maroka do Południowej Afryki na motorze Yamaha Tenere.

Organizatorzy wyprawy tak opisują to zdarzenie na facebook.com/pg/podrozemotocyklowecom: „Mauretania, środek pustyni. W tym wszystkim ona i Tenerka. Dwudziestokilkulatka z Niemiec w drodze na koniec Afryki, uziemiona w mauretańskiej wiosce przez ślizgające się sprzęgło. Myślała, że to koniec podróży jej życia. Mina dziewczyny na widok podjeżdżającej takiej samej Tenerki i informacji, że mamy drugie sprzęgło – bezcenna. Walka trwała sześć godzin. Poprzednie sprzęgło było źle złożone. Próba złożenia nowego na wzór nie dawała rezultatu. W końcu odkryliśmy błąd i wtedy już wszystko poszło gładko. W grupie mieliśmy elektryka, mechaników i tłumacza języka niemieckiego. Akcja zakończyła się sukcesem. O zmierzchu ruszyliśmy dalej, zostawiając szczęśliwą i wciąż będąca w szoku Lenę. Następnego dnia rano… Kowalowi padło sprzęgło. Kiedy walczyliśmy z naszymi motocyklami na środku saharyjskiej pustyni, nadjechało… Iveco na polskich blachach, z lawetą i miejscem na motor. Do hotelu w Dakhli Tenerka dotarła luksusowo”.

Trudna trasa
Trudna trasa
Dariusz Dziwosz, właściciel firmy Intralog, podczas podróży po Maroku.

– Zdarza mi się po zakończonej wyprawie poklepać motor po baku i podziękować za niezawodność i wspólny czas – przyznaje Dariusz Dziwosz.

„Wiele osób ostrzegało nas przed tym miejscem. Tylko jedną wypowiedź można było zinterpretować pozytywnie: kto nie był w Rosso, ten nie był w Afryce. Granica przypomina cyrk. Na pierwszym planie przebierańcy legitymujący się jako żandarmeria lub celnicy. Głośni, wymachujący rękami, natarczywi i akceptowani przez prawdziwych mundurowych, którzy z poważną miną i zrozumieniem odganiają przebierańców. Po czym mrugnięciem oka zezwalają na dalsze popisy. Na drugim planie mamy cywilnych pracowników granicy, pełniących niezwykle ważne funkcje: wypisywanie biletów na prom i spisywanie danych naszych motocykli po raz dziesiąty. Za nimi panie sprzedające miniaturowe pączki i owoce, tłumy czekające na prom, starsze kobiety roznoszące funkcjonariuszom herbatę, banda dzieciaków i ciekawskich. Wjeżdżamy do Senegalu! Granica w Rosso zapadła nam w pamięć. Od tej chwili za najbardziej obraźliwą obelgę uznajemy: twoja stara sprzedaje pączki w Rosso – „Gambia, Senegal” blog.podrozemotocyklowe.com.

Motocykle i gadżety

Sahara Zachodnia
Sahara Zachodnia
Pas ziemi niczyjej między Marokiem i Mauretanią.

– Prawdziwą przygodę z motocyklem zacząłem późno. Chociaż już jako młody człowiek śmigałem po polach na Junakach czy WSK-ach, na własny motocykl brakowało najpierw pieniędzy, a potem czasu. Dopiero mając 45 lat, zacząłem na poważnie przygodę z motocyklem – mówi Dariusz Dziwosz.

W 1981 r., jako dwudziestoletni student inżynierii elektrycznej wyjechał do Niemiec. To miała być krótka przygoda, a wrócił po 20 latach. Podejmował różne prace: zaczynał jako kierowca traktora, a dotarł do międzynarodowego koncernu, w którym został inżynierem serwisu dla systemów komputerowych. Kiedy pracodawca pozamykał oddziały na południu Niemiec, założył własną firmę.

Był rok 1991. Na początku wspomagał klientów, którzy nie mieli własnego działu IT w obsłudze komputerów. Pewnego razu na spotkaniu towarzyskim przy grillu poznał gościa, który chciał, by mu pomóc w zaprojektowaniu automatycznego sterowania dla urządzenia wspomagającego produkcję komputerów. Zgodził się i to był zalążek firmy Intralog. W roku 2001 przeniósł się wraz z firmą do Polski.

– Kiedy byłem młody, moim marzeniem był Harley-Davidson. Przyciągała mnie jego legenda i wygląd. Dlatego pierwszym motocyklem był właśnie on. Uważam, że Harley jest wspaniałą marką. Jazda przy pięknej pogodzie, nawet tylko wokoło bloku, nie ma sobie równych. Dlatego nigdy nie żałowałem jego zakupu i kiedy tylko mogę, wsiadam na niego i cieszę się wolnością. Jazda sprawia mi wielką frajdę. Można po ciężkim dniu przewietrzyć umysł – przyznaje szef Intralogu.

Po jego motocyklach widać, jakie ma zainteresowania. Nigdy nie był fanem szybkich maszyn. Jego faworytami były podróżne enduro, np. BMW 800 GS i KTM 690. Obie maszyny spełniają wszystkie wymagania niezbędne do dalekich wypraw.

Najstarszym motorem jest Softail Custom od Harley-Davidson z roku 2009. Ma 1,600 ccm pojemności i 70 KM. Kiedy go kupował, wydawało mu się, że właśnie tego mu potrzeba. Ponieważ podróżuje dużo, ważny jest komfort jazdy. Okazało, że zawieszenie z tyłu ma tylko 40 mm skoku, więc najmniejsze nierówności czy dziury czuć w krzyżu. Było to męczące. Dlatego kiedy nadarzyła się okazja, kupił używanego BMW 800 GS. Musiał go obniżyć, wymieniając zawieszenie. Wtedy stał się idealnym motocyklem do podróżowania.

– Jest jak niestrudzony osiołek, który dzielnie pokonuje drogę. Na nim właśnie zaliczyłem wywrotkę na pustyni w Maroku. Nie zauważyłem hałdy piachu, przeleciałem przez motocykl, uderzyłem plecami o ziemię. Długo nie mogłem złapać tchu. Jeszcze trzy miesiące po powrocie do kraju, odczuwałem ból w piersiach przy głębszym oddechu – wspomina Dariusz Dziwosz.

Bardziej doświadczeni koledzy poradzili mu, by kupił lżejszy motocykl. Wybór padł na KTM 690 Enduro. Jadąc w Senegalu po sawannie czy po śniegu na przełęczy w Turcji, zawsze się dzielnie sprawował.

– To najlepszy motocykl kiedy trzeba jechać po asfalcie czy szutrze. Na KTM-ie nie obyło się bez wywrotek, ale wszystkie przeszły bez konsekwencji dla zdrowia i maszyny. Lekkie zadrapania na osłonkach tylko dodają mojej KTM-ce uroku – twierdzi Dariusz Dziwosz.

Jego motory są stosunkowo nowe, najstarszy ma 10 lat. Wszystkie przebudowy, które usprawniały lub przygotowały motocykl do wypraw, robił sam, np. wymiana zawieszenia, mocowanie kufrów, montowanie nawigacji czy zmiana oświetlenia. Także bieżącymi naprawami i serwisami samodzielnie się zajmuje.

– Muszę przyznać, że jestem gadżeciarzem. Uwielbiam używać dobrze przemyślanych produktów, które sprawdzają się w trudnych warunkach. Dlatego przy wyborze stroju na wyprawy skorzystałem z oferty niemieckiego producenta Touratech. Koncepcja ubrania, w którym dolna warstwa składa się z przepuszczającego powietrze materiału, w jaki wszyte są ochraniacze, okazała się dobrym wyborem. Uwielbiam jeździć tam, gdzie jest gorąco. Najgoręcej podczas moich wypraw było w Senegalu, temperatura dochodziła do 42 stopni. Wtedy dobra wentylacja jest ważna – podkreśla motocyklista.

Odpoczynek
Odpoczynek
Biwak w Mauretanii.

Ulubiona Afryka

„Z Nawakszut wyjeżdżamy po ciemku, szukając stacji, gdzie moglibyśmy zatankować benzynę i kupić wodę. Droga robi się kiepska, dziurawa, odcinkami całkiem bez asfaltu. Jazdę utrudniają panoszące się na drogach ciężarówki, które widząc nasze próby wyprzedzania, zajeżdżają nam drogę. Jedna z takich sytuacji kończy się pogiętymi felgami w motocyklu. Próby ich wyprostowania kamieniem spełzły na niczym. Dopiero kierowca lokalnej ciężarówki przy pomocy korbowodu opanowałsytuację. Widząc nasze niepewne miny, skwitował z uśmiechem: This is Africa! – „Gambia, Senegal”, blog.podrozemotocyklowe.com.

W ostatnich latach był na wyprawach w Maroku, Mauretanii, Senegalu, Gambii, Gruzji, Armenii i Turcji. Zjechał Polskę i Europę. Jedna podróż zajmuje od dwóch do trzech tygodni. Przekładając na dzienne etapy, wychodzi od 300 do 350 km. Jadąc przeważnie bezdrożami, spędzają cały dzień na motorze. Unikają aglomeracji i poruszają się po mało uczęszczanych drogach. Śpią w namiotach. Dlatego każdy członek grupy musi być wyposażony w sprzęt do spania, gotowania i prowiant.

Dariusz Dziwosz najbardziej lubi Afrykę. Zaczynał od Maroka. Potem Mauretania, Senegal, Gambia. Nie spotkał się na trasie z wrogimi reakcjami. Przeciwnie, zawsze wszyscy byli pogodni, uśmiechnięci i gotowi do pomocy.

– Przypomina mi się przygoda z zeszłego roku. Przejeżdżaliśmy przez góry we wschodniej Turcji na terenie tureckich Kurdów, niedaleko granicy turecko-syryjskiej. Co jakiś czas mijaliśmy posterunki wojskowe przed większymi miastami. Zaczęło robić się ciemno i trzeba było szukać miejsca na nocleg. Zjechaliśmy z głównej drogi, potem znowu zjechaliśmy i po paru kilometrach znaleźliśmy miejsce nad rzeką. Rozbiliśmy namioty, rozpaliliśmy ognisko i zasiedliśmy przy winku. Nagle z ciemności wyłonił się mężczyzna w stroju moro z karabinem. Zaczął pokrzykiwać i machać bronią. Po chwili przyjechał samochód z sześcioma wojskowymi, którzy także byli uzbrojeni. Wszyscy musieli wyjść z namiotów i się wylegitymować. Po godzinie wojskowi odjechali. Z polecenia dowódcy został żołnierz, który nas znalazł. Jak opadły emocje, zaprosiliśmy go na herbatę do ogniska. Okazało się, że jest miłym człowiekiem. Mieszka niedaleko i ma pole papryki. Pokazał nam zdjęcia swojej rodziny na telefonie. Dowiedzieliśmy się, że niedawno wydał córkę za mąż. Po jakimś czasie rozstaliśmy się już jako przyjaciele. Rano, kiedy wstaliśmy, znaleźliśmy torbę papryki. Zrobiło nam się miło – wspomina Dariusz Dziwosz.

Wyprawa zaczyna się od transportu motocykli na miejsce startu. Reszta dolatuje samolotem. Przed startem omawiają trasę i warunki. Kierunek jest ustalany, ale miejsca noclegowe wybierane spontanicznie. Transport motocykli kosztuje w zależności od odległości od 3 do 4 tys. zł. Przelot samolotem, np. do Gruzji w obie strony – 800 zł.

„Po drodze spaceruje dużo wielbłądów. Przestraszone nieznanym im dźwiękiem motocyklowego silnika, zrywają się do ucieczki. I tak jak wszystkie zwierzęta na świecie, biegną pod nasze koła” – „Gambia, Senegal” blog.podrozemotocyklowe.com.

Ciekawość świata

Saint Louis w Senegalu
Saint Louis w Senegalu
Podróżujac motocyklem inaczej postrzegamy świat niż ludzie zamknięci w samochodach i inaczej jesteśmy postrzegani przez miejscowych - mówi Dariusz Dziwosz.
Senegal
Senegal

Czy motor jest stylem życia?

– To prawda, jest stylem życia. Podróżując motocyklem, postrzegamy świat inaczej niż ludzie zamknięci w samochodach. Z tego samego powodu jesteśmy też inaczej postrzegani przez innych. Zawsze jest dla mnie ewenementem, że kiedy zatrzymuję się w jakieś wiosce na końcu świata i rozwijam mapę, szukając drogi, nie mija dużo czasu, a zjawia się wianuszek pomocników. Takie spotkania nie zdarzyły mi się nigdy podczas podróży samochodem – twierdzi Dariusz Dziwosz.

W tym roku skończył 60 lat. Ktoś zapyta, czy nie wystarczy mu już. Ale on chce jeszcze coś zobaczyć. W przyszłym roku planuje, w zależności od sytuacji pandemicznej, wyjazd do Mongolii lub Kazachstanu i Tadżykistanu. Ponieważ są to wyprawy po bezdrożach, wybierze się tam swoim KTM-em 690 Enduro.

– Jasne, że jedziemy. Na przyszły rok mamy już zapełnioną listę. Jedzie 16 motocykli. Ale jeśli zgłosiłoby się kolejnych dziesięć, to możemy zorganizować drugi transport – zapowiada Piotr Kowalczyk z podrozemotocyklowe.com, od 10 lat organizator wypraw, w których bierze udział m.in. szef Intralogu.

Ku swiętej górze
Ku swiętej górze
W drodze do masywu Ararat.

Fot. Piotr Kowalczyk i archiwum prywatne

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane