W czerwcu ceny ofertowe mieszkań w Londynie rosły o 14,5 proc. w porównaniu z tym samym miesiącem ubiegłego roku. Za mieszkanie płaci się tam średnio już 590 tys. funtów, czyli 3 mln zł. Jak oblicza firma brokerska Savills, mieszkania w 10 najzamożniejszych dzielnicach Londynu są warte łącznie 609 mld funtów, czyli więcej niż wszystkie nieruchomości mieszkalne w Szkocji, Walii oraz Irlandii Północnej razem wzięte. Londyńczycy narzekają na niedostępność mieszkań, ekonomiści ostrzegają przed bańką a Bank Anglii zastanawia się nad podniesieniem stóp między innymi ze względu na sytuację w Londynie. Mimo to znany z kontrowersyjnych wypowiedzi burmistrz miasta Boris Johnson zagrożenia nie widzi.
- To jest problem, jaki każdy chciałby mieć – powiedział Boris Johnson w telewizji Bloomberg, przyznając, że ceny mieszkań w mieście zawierają ogromną premię.
Na rekordowe poziomy ceny londyńskich mieszkań w ostatnich latach wypchnęły wyjątkowo łagodna polityka pieniężna banku Anglii oraz zainteresowanie obcokrajowców, szukających dla swoich aktywów schronienia przed zawirowaniami geopolitycznymi, oraz napływ siły roboczej. Tylko w ubiegłym roku do Wielkiej Brytanii przybyło o 212 tys. osób więcej niż z niej wyjechało, w porównaniu z saldem sięgającym 177 tys. w 2012 r. Społeczność imigrantów jest obecnie w Londynie większa niż w Nowym Jorku. Tymczasem mimo coraz wyższych cen nieruchomości do Londynu ściągają też technologiczne start-upy.
- Londyn filozoficznie i kulturalnie staje się Ameryką Unii Europejskiej. To jest miejsce, gdzie ludzie chcą przybywać i gdzie chcą wspólnie spędzać czas. Mówi się tu większą liczbą języków niż w Nowym Jorku – powiedział Boris Johnson.
