Marszałek Sejmu Włodzimierz Cimoszewicz zarzucił siedmiu członkom komisji śledczej ds. PKN Orlen stronniczość i wniósł o ich wyłączenie z jego przesłuchania. Po wygłoszeniu oświadczenia opuścił w sobotę salę obrad komisji. Złamał prawo - uważa prawnik Janusz Kochanowski. Miał prawo odmówić składania zeznań - mówi konstytucjonalista Stanisław Gebethner.
Zdaniem Cimoszewicza, wnioskami o wyłączenie posłów z jego przesłuchania powinno się zająć Prezydium Sejmu, a do tego czasu "przesłuchanie go nie może być kontynuowane". Chodziło o posłów: Romana Giertycha (LPR), Antoniego Macierewicza (RKN), Zbigniewa Wassermanna (PiS), Andrzeja Grzesika (Samoobrona), Andrzeja Celińskiego (SdPl), Andrzeja Aumillera (UP) i Konstantego Miodowicza (PO). Według marszałka, należą oni do partii politycznych, które wystawiły swych kandydatów na prezydenta, są więc zainteresowani, by on - również kandydat na ten urząd, przodujący w sondażach - stracił poparcie społeczne. Jedynie wobec Zbigniewa Witaszka (niezrz.) nie wysunął takiego wniosku.
Pod nieobecność Cimoszewicza komisja zdecydowała, że o wyłączeniu posłów z przesłuchania świadka powinna decydować ona sama. Zgłoszone przez niego wnioski odrzucono, a eksperci orzekli, że Cimoszewicz bez zezwolenia nie mógł opuścić posiedzenia komisji.
Na zwołanej konferencji prasowej marszałek powiedział, że samo wezwanie go przed komisję "nosi znamiona bezprawia", a on nie miał nic wspólnego z kwestiami, które komisja miała zbadać. Kilka godzin później powiedział TVP, że w przyszłym tygodniu przedstawi szefowi komisji ekspertyzy "ludzi, którzy zasługują na miano ekspertów" w sprawie wniosku o odwołanie posłów.
Komisja wyznaczyła kolejny termin przesłuchania marszałka na 26 lipca.
Zdaniem Giertycha, Cimoszewicz uciekł przed komisją i nie chciał odpowiadać na pytania dotyczące zakupu i zbycia przez niego akcji PKN Orlen, co uwidocznione w jego oświadczeniu majątkowym (z 2001 r. - PAP).
Na konferencji Cimoszewicz wyjaśniał: 1/3 akcji spółek Agora i PKN Orlen o wartości ok. 500 tys. zł zakupił za pieniądze z kredytu bankowego, a 2/3 stanowiły de facto własność jego córki i zięcia, ponieważ zostały zakupione za ich pieniądze i na ich rzecz. Dodał, że od 2002 r. nie posiadał akcji PKN Orlen, co też wynika z jego oświadczeń majątkowych.
Marszałek podkreślał, że chciał stanąć przed komisją jeszcze przed ogłoszeniem zamiaru swojego startu w wyborach prezydenckich, ale z winy komisji do tego nie doszło.
Sobotniej decyzji marszałka nie chcieli oceniać Lech Kaczyński (PiS) i Marek Borowski (SdPL), którzy - już jako kandydaci na prezydenta - zeznawali jednak przed komisjami śledczymi.
Ale już klub PiS w rozdanym dziennikarzom komunikacie przyjął zachowanie Cimoszewicza "z oburzeniem", a tłumaczenie przez niego decyzji politycznym nastawieniem członków komisji, posłowie PiS określili jako "dowód hipokryzji politycznej marszałka".
Również rzecznik Sądu Najwyższego prof. Piotr Hofmański nie chciał oceniać, czy Cimoszewicz złamał prawo czy też nie. Jego zdaniem, o tym rozstrzygają organa do tego powołane. Podkreślił, że "Sąd Najwyższy nie zajmuje się zachowaniem poszczególnych osób, nie jest organem, który na żądanie posła, posłów, czy też komisji, może rozstrzygać o legalności ich zachowania".
Zdaniem dr Jausza Kochanowskiego, prawnika z UW i prezesa Fundacji Ius et Lex, Cimoszewicz, opuszczając posiedzenie komisji, złamał prawo i "pomieszał role świadka i marszałka Sejmu". Za nieuprawnione uznał jego zarzuty o brak bezstronności wobec członków komisji za to, że reprezentują partie, które wystawiły swoich kandydatów na prezydenta.
Tymczasem prof. Stanisław Gebethner jest przekonany, że Cimoszewicz postąpił słusznie. "Zachowanie 2-3 członków komisji, którzy zaprezentowali przed dniem przesłuchania wyjątkową stronniczość, powinno być podstawą do ich wyłączenia z przesłuchania marszałka" - uważa. W jego opinii, marszałek popełnił jednak błąd, chcąc wyłączyć z obrad zbyt wielu posłów komisji.
Socjolog prof. Paweł Śpiewak uważa, że sobotnie wydarzenia nie wpłyną negatywnie na poparcie Cimoszewicza jako kandydata na prezydenta (w piątkowym sondażu CBOS miał on 31 proc. poparcie), bo osoby, które stanowią jego elektorat, mogą jeszcze bardziej podziwiać go za "stanowczość i siłę swych przekonań".
Podobnie profesor socjologii z Uniwersytetu Śląskiego Jacek Wódz pytany, czy poprzez takie zachowanie Cimoszewicz zdobędzie zaufanie wyborców czy też je straci, oświadczył, że "z całą pewnością je zdobędzie".
"Sobotnie zachowania marszałka mogą się podobać w +lewicowym mateczniku+, natomiast niekoniecznie tzw. wyborcom środka" - uważa socjolog i politolog dr Tomasz Żukowski. Jego zdaniem, pod wpływem dobrych notowań marszałek "uznał, że może pozwolić sobie na zaatakowanie komisji i uniknięcie w taki sposób niedogodnego zeznawania przed nią". "Myślę, że to jednak był błąd" - dodał.