Cimoszewicz: Stanę przed komisją śledczą ds. PKN Orlen

Polska Agencja Prasowa SA
opublikowano: 2005-07-29 12:12

Marszałek Sejmu Włodzimierz Cimoszewicz zapowiedział w piątek, że stawi się przed sejmową komisją śledczą ds. PKN Orlen na przesłuchaniu, które zaplanowano na sobotę. Jak dodał, nie zamierza składać wniosku o wyłączenie z jego przesłuchania żadnego z członków komisji.

Marszałek Sejmu Włodzimierz Cimoszewicz zapowiedział w piątek, że stawi się przed sejmową komisją śledczą ds. PKN Orlen na przesłuchaniu, które zaplanowano na sobotę. Jak dodał, nie zamierza składać wniosku o wyłączenie z jego przesłuchania żadnego z członków komisji.

    "Szkoda czasu. Nie mam najmniejszych wątpliwości, jaki byłby wynik głosowania w komisji nad tymi wnioskami - to nie ma sensu" - powiedział marszałek Sejmu w radiowej "Trójce".

    Cimoszewicz, który 9 lipca stawił się przed komisją ds. PKN Orlen, złożył wnioski o wyłącznie z jego przesłuchania siedmiu posłów komisji, a następnie opuścił salę posiedzeń.

    Marszałek podkreślił, że weźmie udział w sobotnim przesłuchaniu, "nie mając najmniejszych wątpliwości co do tego, że przynajmniej kilku jej członków (komisji - PAP) nie jest bezstronnych (...) i będzie robiło wszystko, żeby mi zaszkodzić, poniżyć mnie i tak dalej".

    Cimoszewicz uważa, że po nowelizacji ustawy o sejmowej komisji śledczej, która weszła w życie 21 lipca, jako świadek będzie w gorszej sytuacji. "Przed nowelizacją sytuacja prawna świadka była korzystniejsza" - ocenił. Jak powiedział, pytania nie związane z istotą sprawy były wtedy - na mocy kodeksu postępowania karnego - uchylane przez przewodniczącego organu przesłuchującego. Nowela, jak zaznaczył, daje świadkowi "jedynie prawo do proszenia o uchylenie pytania".

    Cimoszewicz nie wykluczył, że w sobotę będzie wnosił o uchylenie poszczególnych pytań. Podkreślił, że jest "pierwszym i być może jedynym świadkiem przesłuchiwanym przez tę komisję w gorszych warunkach, przy ograniczonych uprawnieniach".

    Oświadczył, że nie wyjdzie z przesłuchania - jak to miało miejsce 9 lipca - dopóki komisja nie dopuści się "ewidentnego bezprawia".  Potem w Sejmie mówił dziennikarzom, że nieszczególnie przygotowuje się do przesłuchania. "Nie mam wiele do powiedzenia tej komisji, ponieważ nie mam żadnego związku ze sprawami, którymi ona oficjalnie się zajmuje. Natomiast domyślam się, że posłowie szykują rozmaite niespodzianki, tyle że trudno przygotowywać się do niespodzianek" - powiedział.

    Zdaniem marszałka, posłom z komisji śledczej chodzi tylko o grę polityczną, "chodzi o to, żeby Cimoszewicza jako kandydata na prezydenta spróbować postawić w trudnej sytuacji czy zniesławić, czy pogorszyć szanse wyborcze".

     "Nie mam co do tego żadnej wątpliwości. Zobaczymy tylko, jak daleko posuną się ci posłowie. Oni już rozmaite rzeczy wyprawiali: pozbawiali świadka prawa do pełnomocnika, dopuszczali się bezprawia, poszukiwali wśród świadków haków, żądali odpowiadania +tak+ lub +nie+ - choć jest to sprzeczne z prawem, wygłaszali filipiki, w trakcie których wypowiadali swoje poglądy, a nie zadawali pytania" - wymienił Cimoszewicz.      

    Zaznaczył, że komisja nie jest reprezentatywna - posłowie pochodzą z klubów i kół liczących w sumie ok. 180 posłów, podczas gdy wszystkich posłów jest 460. "Nie będę tego jednak podnosił, bo oczywiście wiem, jak byłoby to skomentowane" - dodał. Podkreślił jednocześnie, że ma wątpliwości, jaka będzie wartość raportu opracowanego przez komisję, która działa w składzie sprzecznym z prawem.