Miliardowe inwestycje to raczej domena energetyki, budowlanki i telekomunikacji. Wkrótce do tych ciężkich sektorów dołączyć mają… delikatne warzywa. Citronex, znany z największej dojrzewalni bananów w Polsce (według własnych wyliczeń posiadający 70 proc. krajowego rynku) zainwestuje w ogromne szklarnie pomidorów, pieczarkarnię i zakład przetwórczy. Według wyliczeń Artura Toronowskiego, prezesa spółki, projekt pochłonie ponad 300 mln EUR.

Koniec importerów
— Jako grupa kilkunastu firm [posiadająca również myjnie samochodowe, stacje paliw i hotele — red.] mamy 1,1 mld zł przychodów i zysk na poziomie kilkunastu procent obrotów, więc całość inwestycji sfinansujemy z własnych funduszy i kredytów bankowych. Przy takich wynikach banki oferują nam na tyle korzystne oprocentowanie, że nie opłaca nam się szukać innych źródeł kapitału — twierdzi Artur Toronowski.
Prezes deklaruje, że za 4-5 lat firma zakończy budowę dwóch ogromnych szklarni. Pierwsza, o powierzchni 100 ha, powstanie przy Elektrowni Turów. Citronex będzie tam uprawiał głównie pomidory. W kompleksie zaplanowano też pieczarkarnię. Drugi obiekt, o powierzchni 50 ha, stanie w podwrocławskich Siechnicach, gdzie w ubiegłym roku firma kupiła przedsiębiorstwo ogrodnicze.
— Od tylu lat sprzedajmy owoce, że mamy zbudowane rynki zbytu, na które będziemy dostarczać też pomidory, ogórki i paprykę. Konsumenci chętniej kupią świeże pomidory z Polski niż transportowane przez pół Europy z Hiszpanii czy Holandii, nawet jeśli rodzime będą trochę droższe. Za kilka lat, gdy ukończymy inwestycję, odbierzemy rynek importerom — zapowiada Artur Toronowski.
— Koszt inwestycji przekraczający 1 mld zł jest realny, biorąc pod uwagę wielkość szklarni i konieczność budowy infrastruktury. Pytanie, czy rzeczywiście polski konsument okaże się patriotą przy sklepowej półce — zastanawia się Mirosław Maliszewski, wiceszef sejmowej Komisji Rolnictwa i prezes Związku Sadowników RP. Atutem Citroneksu, zapewniającym przewagę nad konkurentami, mają być wielkie oszczędności na ogrzewaniu szklarni.
— Szklarnie z pomidorami są niezwykle energochłonne. Lokalizacja w pobliżu Elektrowni Turów umożliwi nam wykorzystanie ciepła, które dla elektrowni jest produktem ubocznym. To oznacza ogromną przewagę kosztową. Gdybyśmy mieli wybudować własną kotłownię, to jej koszt byłby tak duży, jak koszt budowy szklarni. To stanowi barierę rozwoju dla krajowych producentów krajowych, Hiszpanom przewagę daje klimat — mówi prezes Citroneksu.
— Pomysł korzystania z ciepła odpadowego nie jest nowy, bo od lat działają tak szklarnie w gospodarstwie ogrodniczym Ryczywół w pobliżu Elektrowni Kozienice. Za takie ciepło też trzeba zapłacić, a pomidory potrzebują również światła, więc ogromnym obciążeniem dla producentów jest energia elektryczna — komentuje Mirosław Maliszewski.
Dżem z ketchupem
Według wyliczeń spółki, biznes pomidorowy w Polsce to w sumie 2,5 tys. ha. Po zrealizowaniu inwestycji Citronex ma mieć około 7 proc. tego rynku.
— W porównaniu z naszą dominacją na rynku bananów to niewiele, ale będziemy największym podmiotem produkującym pomidory, bo rynek jest bardzo rozdrobniony — dodaje Artur Toronowski.
Firma nie zamierza jednak na tym poprzestać.
— Prowadzimy zaawansowane rozmowy z Agros-Novą w sprawie zakupu zakładu we Włocławku, produkującego m.in. ketchupy. Chcemy produkować w nich również dżem bananowy. Jest to produkt jeszcze nieobecny w Europie. Dlatego zamierzamy trafić z nim na wszystkie europejskie półki. Transakcji spodziewamy się na początku marca. Nasz biznesplan zakłada modernizację zakładu i zakup maszyn za około 100 mln zł oraz zwiększenie zatrudnienia ze 130 do 500 osób — zapowiada Artur Toronowski. Agros-Nova deklarowała sprzedaż zakładu we Włocławku do końca ubiegłego roku.
— Prowadzimy rozmowy z kilkoma zainteresowanymi — komentuje lakonicznie Marek Sypek, prezes Agros-Novy.
OKIEM BANKOWCA
Banki lubią jedzenie
PRZEMYSŁAW GDAŃSKI
członek zarządu BRE Banku, dyrektor ds. bankowości korporacyjnej
Branża spożywcza nawet w czasach spowolnienia gospodarczego uznawana jest za jedną z bezpieczniejszych. Banki są zainteresowane finansowaniem dobrych projektów w tym sektorze, realizowanych przez doświadczonych i stabilnych finansowo sponsorów. Większe projekty mogą być finansowane w formie kredytów konsorcjalnych. Na uwagę zasługują też obligacje korporacyjne. Oczywiście jeśli chodzi o branżę rolną, to starannej oceny wymaga typowe dla niej, a nie występujące w przetwórstwie żywności, ryzyko.