Na giełdach wreszcie powiało optymizmem. To zasługa wpompowania kolejnych miliardów dolarów w rynek przez Rezerwę Federalną, największe banki centralne w Europie, Bank Japonii i bank centralny Kanady.
— Jeśli te instytucje decydują się na wpompowanie takie dużych sum w rynek, to wierzą, że uda uniknąć się krachu. Obserwujemy ostatni mocny spadek i jesteśmy blisko jego końca — ocenia Marek Zuber, analityk Dexus Partners.
Analitycy nie wierzą jednak, aby mogło dojść do szybkiego odwrócenia trendu na warszawskiej giełdzie. Powód? Na rynkach finansowych świata jest zbyt duża niepewność.
— Jeśli już, to może dojść do krótkoterminowych korekcyjnych wzrostów — mówią na ogół pytani analitycy.
Czas na odbicie
Optymiści mają nadzieję, że już przyszły tydzień okaże
się dużo lepszy niż miniony. Ich zdaniem, spadki były zbyt głębokie.
— W najbliższych dniach spodziewam się odreagowania. Już wczoraj rozpoczęło się podkupywanie akcji przez inwestorów, którzy w ostatnich dniach stali z gotówką z boku. Przyszły tydzień może upłynąć pod znakiem wzrostów. Indeks WIG20 powinien zbliżyć się w okolice 2400-2450 pkt. Jednak później czeka nas znowu zjazd w dół, nawet w pobliże 2100 pkt. Dopiero potem kilka miesięcy spokoju — uważa Marek Rogalski, analityk FIT DM.
— Moja prognoza na najbliższy tydzień jest umiarkowanie optymistyczna. Po silnych spadkach należy nam się odbicie. Indeks WIG20 powinien zbliżyć się do poziomu 2400 pkt. W średnim terminie możemy obserwować trend boczny. Wówczas indeks blue chipów mógłby poruszać się kanale 2200-2400 pkt — mówi Mirosław Saj, analityk DnB Nord.
Brakuje popytu
Na rynku nietrudno jednak znaleźć pesymistów. Ci
przestrzegają, że odbicie wcale nie jest takie oczywiste.
— Duża niepewność co do rozwoju sytuacji na amerykańskim rynku powoduje, że bardziej obstawiałbym dalsze obsuwanie się indeksów. W tej sytuacji WIG20 może otrzeć się nawet o poziom 2100 pkt — uważa Marcin Materna, dyrektor departamentu analiz DM Millennium.
— Będzie duża nerwowość i zmienność. Prawdopodobnie będziemy mieli nową falę umorzeń jednostek w funduszach inwestycyjnych. To uderzy w rynek i utrudni odbicie. W tej chwili poza funduszami emerytalnymi trudno znaleźć dużych graczy, którzy mogliby równoważyć podaż — przyznaje Przemysław Kwiecień, analityk XTB.
Nadzieja w OFE
Na krajowe TFI nie ma więc co liczyć. Na inwestorów
zagranicznych również. Zostają więc fundusze emerytalne, które co miesiąc
otrzymują od ZUS około 1 mld zł składek przyszłych emerytów.
— Do gry w krótkim terminie może włączyć się część inwestorów, która ostatnio stała z gotówką z boku. Być może skłonni do zakupów okażą się fundusze emerytalne, które mają sporo wolnego kapitału — zaznacza Mirosław Saj.
Jeśli OFE zawiodą, to sami inwestorzy indywidualni ciężaru rynku nie udźwigną. Co wtedy?
— Na GPW istnieje duże ryzyko nowych dołków. W ostatnich dniach padły ważne
wsparcia i nadal utrzymuje się duża niepewność na rynkach finansowych. Potrzeba
kilku tygodni, aby wszystko wróciło do normy — prognozuje Przemysław Kwiecień.