Co ma małżonek do gry na giełdzie

Michał Masłowski
opublikowano: 2003-06-09 00:00

W minionym tygodniu mieliśmy wątpliwą przyjemność zapoznać się z kolejnym, niezwykle oryginalnym pomysłem Ministra Finansów, dotyczącym kształtu podatku giełdowego. Tym razem inwestorów rozbawiła propozycja, by pozbawić nas możliwości rozliczania PIT wspólnie z małżonkiem.

Jeśli ta niedorzeczna propozycja wejdzie w życie, będzie to kolejny cios dla rynku kapitałowego. Wyobraźmy sobie sytuację, że ktoś oszczędzając na emeryturę regularnie kupuje — zresztą od Skarbu Państwa — obligacje skarbowe. Wygląda na to, że po 1 stycznia 2004 roku straci prawo do wspólnego rozliczania się wraz z małżonkiem. Ten zapis dla wielu inwestorów, traktujących do tej pory rynek kapitałowy jako inwestycje długoterminowe lub jako prywatny trzeci filar, będzie kolejnym argumentem, by się z nich wycofać. Pierwszym argumentem był oczywiście sam podatek, teraz rząd dokłada kolejne cegły do plecaka inwestora.

Nie rozumiem co te dwie sprawy — podatek giełdowy, którego sens i tak jest ekonomicznie i społecznie wątpliwy i wspólne opodatkowanie małżonków — mają ze sobą wspólnego? Konia z rzędem temu, kto będzie umiał to racjonalnie wytłumaczyć.

Wydaje mi się, że nasz minister maratończyk założył się z kimś, że prędzej czy później uda mu się w Polsce zlikwidować rynek kapitałowy. Postępując tak jak do tej pory, jest na jak najlepszej drodze, by ten zakład wygrać. To może, dla zabawy, bo skoro nie może być dobrze, to niech chociaż będzie wesoło, podsuńmy Ministerstwu Finansów kilka innych, ciekawych pomysłów. Może by tak wprowadzić przepis, że każdy inwestor giełdowy powinien płacić wyższą akcyzę za paliwo, alkohol i papierosy. Co to ma ze sobą wspólnego? Nic, ale kogo to obchodzi?