„Financial Times” informował, że międzynarodowe firmy przygotowują już plany awaryjne na ewentualny rozpad strefy euro (menedżerowie zastanawiają się, jak lokować rezerwy gotówkowe). Najdalej poszedł „The Daily Telegraph”, który ujawnił, że brytyjskie placówki dyplomatyczne rozmieszczone w strefie euro dostały już zalecenia, aby przygotować pomoc dla swoich obywateli w razie wybuchu zamieszek po rozpadzie strefy euro.
Postanowiliśmy więc nakreślić fikcyjny, czarny i na szczęście wciąż mało prawdopodobny, scenariusz rozpadu strefy euro. Zapytaliśmy krajowych ekspertów, jakie byłyby tego konsekwencje dla polskiej gospodarki i kredytobiorców. Odpowiedź była z reguły jedna: skutki byłyby opłakane.
„Wszystko zależy od tego, jak taki rozpad by wyglądał i czy euro przetrwałoby jako waluta przynajmniej niektórych krajów. W przypadku „niekontrolowanej” secesji części państw strefy euro, należy spodziewać się skokowego osłabienia złotego do głównych walut, w tym euro — przewiduje Radosław Cholewiński, zarządzający w Trigon DM.
Droższe kredyty
Złoty znajduje się w koszyku walut z rynków wschodzących — mocno traci na wartości wtedy, kiedy na rynku finansowym pojawiają się niepokoje i rośnie niepewność. Spadek kursu złotego odczuliby przede wszystkim polscy kredytobiorcy, poprzez znacznie większe raty. Choć i tak byliby w lepszej sytuacji niż Włosi, Grecy czy Hiszpanie. Te kraje, po powrocie do rodzimych walut, traciłyby mocno wobec euro, kredytobiorcy musieliby więc płacić kilkakrotnie więcej za ratę kredytu niż obecnie.
— Rozłam w strefie euro byłby fatalny dla polskich kredytobiorców. Frank szwajcarski prawdopodobnie znacząco by się umocnił, ale gorszy byłby europejski credit crunch i załamanie koniunktury również w Polsce, a co za tym idzie wzrost bezrobocia — prognozuje Ernest Pytlarczyk, główny ekonomista BRE Banku.
Po rozpadzie strefy euro kurs dolara i franka szwajcarskiego byłby rekordowo wysoki, ponieważ inwestorzy postrzegają te waluty jako „bezpieczne aktywa”.
Kredytowy krach
Kolejne zagrożenie to załamanie rynku kredytowego (tzw. credit crunch). Zjawisko polega na zmniejszeniu ogólnej dostępności kredytów poprzez zaostrzenie wymagań banków. — Mielibyśmy wzrost problemów z płynnością w całym europejskim sektorze bankowym. W Polsce rosłyby stawki na rynku pieniężnym, czyli koszty kredytów złotowych i stopy procentowe — komentuje dr Jakub Borowski, główny ekonomista Kredyt Banku. — Należałoby rozwiązać wspomnianą kwestię spłaty kredytów w euro, a także wiele innych, powiązanych z euro jako jednostką płatniczą, jak np. przepływy finansowe Polska — UE — dodaje Radosław Cholewiński.
Głęboka recesja
Inna konsekwencja potencjalnego rozpadu strefy euro to droższy import, który wpłynąłby na ceny towarów i usług. Tani złoty pomógłby eksporterom, jednak w przypadku słabej koniunktury na całym świecie, nie miałoby to wielkiego przełożenia na bilans przedsiębiorstw. Wszystkie opisane czynniki wpłynęłyby na wzrost bezrobocia i osłabienie siły nabywczej konsumentów.
— W przypadku Polski stagnacja, bądź recesja byłaby widoczna już od przyszłego roku, przy jednoczesnym znacznym wzroście bezrobocia. W takiej sytuacji banki ograniczyłyby zapewne podaż kredytu dla sektora prywatnego, co pogłębiłoby spowolnienie wzrostu gospodarczego — zauważa dr Jakub Borowski.