Zapytaliśmy osoby różnych zawodów, co sądzą o szkoleniach. Oto ich spostrzeżenia.
Anita Wojtaś
specjalistka PR, Pracuj.pl
Podczas niedawnego szkolenia z komunikacji wewnętrznej spotkałam się z osobami, które w innych firmach pełnią tę samą lub podobną funkcję co ja. Mogliśmy wymieniać się doświadczeniami. Takie rozmowy — polegające na analizie konkretnych przypadków — pomagają spojrzeć na jakiś problem z różnych stron. To chyba główny powód, dla którego lubię takie kursy, warsztaty, a także wykłady w Szkole Głównej Handlowej, gdzie odbywam studia podyplomowe z public relations. Wiedza jest w książkach, artykułach, materiałach konferencyjnych, w internecie, ale nic nie zastąpi żywej dyskusji, kontaktów twarzą w twarz.
Grzegorz Turniak
prezes firmy networkingowej BNI Polska
Jako dziecko niewiele czytałem. Teraz nadrabiam te zaległości — najczęściej w podróży. Poza tym, kiedy tylko mogę, uczestniczę w konferencjach i szkoleniach. Wiedza to tylko część korzyści z takich spotkań. Znacznie ważniejsze są nawiązane tam kontakty i inspiracje. Słowo prelegenta czy trenera jest jak ziarno, a plon zależy od gleby, na jaką ono padnie. Jeśli umysły mamy otwarte, wcześniej czy później zobaczymy efekt. Zupełnie nie rozumiem menedżerów i biznesmenów, którzy mówią, że szkoda im czasu na naukę. Nie rozwijają się, a więc wkrótce nie będą w stanie nadążyć za światem, który bez przerwy się zmienia.
Jacek Santorski
psycholog biznesu, partner w Grupie Firm Doradczych Values
Pewien krakowski profesor powiedział kiedyś, że ludzie dzielą się na nieuków i… samouków. Dużo w tym prawdy. Nie wystarczy wynająć dobrą firmę szkoleniową. Wiedza sama do głowy nie wejdzie. Skuteczność kursów zależy od trenerów, ale bardziej od uczestników: ich determinacji, otwartości, gotowości do pozbycia się starych nawyków. Czego się uczyć? W 1999 r. Tom Peters, amerykański guru w dziedzinie przywództwa i zarządzania, powiedział: lepiej zapisz się na kurs psychologii niż technologii. To nie znaczy, że kompetencje zawodowe są mniej ważne. Na ogół jednak polscy menedżerowie już je mają. Gorzej bywa z umiejętnościami miękkimi: komunikacją interpersonalną, sztuką negocjacji, asertywnością, inteligencją emocjonalną.
Jan Fijor
właściciel wydawnictwa Fijorr Publishing
Chylę czoła przed takimi mistrzami jak Jack Welch, którzy świetnie łączą wiedzę z doświadczeniem biznesowym. Ale są też trenerzy, o których należałoby powiedzieć, parafrazując Sztaudyngera: nauczyciel i eunuch z jednej są parafii, obaj wiedzą jak, żaden nie potrafi. Gdy na początku pobytu w USA zaczynałem pracę jako przedstawiciel handlowy, szef wynajął dla mnie instruktora —szefa szkoleń w renomowanej firmie konsultingowej. Za naukę musiałem zapłacić ciężkie pieniądze. Po kilku tygodniach człowiek ten stracił robotę i został zatrudniony u nas — na dodatek jako mój partner. I okazało się, że na sprzedaży kompletnie się nie znał, choć przez wiele lat uczył tego innych. Tę anegdotę opowiadam, by pokazać, że szkoleniowiec szkoleniowcowi nierówny.
Anna Buczyńska
menedżer ds. sprzedaży w Jobpilot Polska
Najlepsze szkolenia mają formę warsztatów, a więc polegają na zdobywaniu konkretnych umiejętności. Efektywność szkolenia zależy też od trenera — musi zaistnieć to, co czasem nazywamy chemią komunikacji. Jeśli trener nie ma dobrego kontaktu z uczestnikami, obie strony tylko się męczą. Za stratę czasu uważam zajęcia, które opierają się wyłącznie na materiałach firm zewnętrznych. Jest w nich dużo może nawet cennej teorii, ale często nijak ona nie przystaje do naszej rzeczywistości. Dlatego każdy kurs powinien się zacząć od poznania potrzeb i specyfiki firmy. Krawiec, nim zacznie szyć garnitur, dokładnie mierzy klienta i pyta o jego upodobania związane z elegancję i modą. Dlaczego szkoleniowcy mieliby postępować inaczej?