Co wybory, to nowy pomysł na branżę

Maria Trepińska
opublikowano: 01-12-2006, 00:00

Ręczne sterowanie branżą i wyniki wykazywane głównie na papierze, sprawiły, że górnictwo ciągle trzeba reformować kosztem podatnika.

Na temat restrukturyzacji górnictwa węgla kamiennego, prowadzonej od lat 90., powstało wiele opracowań i opinii. Politycy odpowiedzialni w poszczególnych latach za branżę zawsze chwalili się sukcesami — że udało się uratować spółki węglowe przed bankructwem, oddłużyć, wypracować zysk... Po czterech latach następowała zmiana opcji politycznej. Następcy krytykowali poprzedników. Tworzyli kolejne programy. Tymczasem od lat brakuje spójnej polityki państwa wobec górnictwa, w powiązaniu z bezpieczeństwem energetycznym kraju. W tym roku kończy się realizacja programu przejętego jeszcze przez rząd SLD. Już widać, że wiele jego założeń pozostało na papierze. Przykłady? Nie ograniczono planowanego wydobycia ani zatrudnienia na powierzchni. Nie dokapitalizowano Kompanii Węglowej (KW) w takim stopniu, w jakim zakładano. Spółka nadal czeka na 400 mln zł, które mają być przeznaczone na spłatę długów po przejętych spółkach węglowych w 2002 r. Co zatem się udało? Oddłużyć sektor na 18 mld zł. Ale czy to można uznać za sukces? Nie. Przynajmniej z punktu widzenia podatnika.

Różne oceny

Szczególnie rząd AWS chwalił się swoimi osiągnięciami w branży węglowej. Andrzej Karbownik, odpowiedzialny za spółki węglowe, z dumą mówił na konferencjach prasowych o akumulacji na tonie węgla (różnica między kosztem wydobycia a sprzedaży) oraz o tym, ilu górników skorzystało z osłon socjalnych i dobrowolnie odeszło z kopalni. Wtedy też nadzwyczaj chętnie je zamykano. W latach 1998-2002 zredukowano wydobycie o 34 mln ton. Zakończono wydobycie w 13 kopalniach całkowicie likwidowanych i 10 częściowo zamykanych. W tym okresie ze spółek węglowych odeszło prawie 100 tys. osób, z tego 67 tys. skorzystało z tzw. górniczego pakietu socjalnego. Zachętą były wysokie odprawy.

Dzisiaj ci ludzie szukają pracy. Kiedy w 2004 r. przyszła koniunktura na węgiel, w kopalniach zaczęło brakować kadr, zwłaszcza pod ziemią. Rzecz w tym, że ci, którzy wzięli odprawy, nie mogą być ponownie przyjęci do KWK. Błędne koło, które doprowadziło do tego, że byli dyrektorzy kopalń założyli spółki, zatrudniające kolegów i świadczące usługi górnicze. Tak było w kopalni Halemba, w której zginęły 23 osoby, w tym 15 pracowników firmy Mard z Rudy Śląskiej. Należy ona do byłego sztygara z pobliskiej KWK. Nie ma nic złego w zlecaniu przez górnictwo różnych robót spółkom zewnętrznym, ale powinny zostać ustalone jasne kryteria ich wyboru. Dzisiaj coraz częściej zastanawiamy się, czy reforma realizowana przez AWS zakończyła się powodzeniem? Wypłaty świadczeń dla górników nadal będą obciążać budżet. Na Śląsku drastycznie wzrosło bezrobocie. Poza tym okazuje się, że chyba siłą rozpędu pozamykano także kopalnie, które miały dobre perspektywy i były bezpieczne. Przykładem jest choćby KWK Dębieńsko.

— Niepotrzebnie zamknięto także kopalnie Niwka Modrzejów, Morcinek, Siersza. Reforma AWS była radykalna, ale gdyby nie tak głęboka restrukturyzacja branża nie byłaby konkurencyjna — ocenia Jerzy Markowski, były wiceminister gospodarki (w latach 1995-97).

Wróćmy jeszcze do 1997 r. Wtedy zobowiązania branży wynosiły 13,3 mld zł. Na koniec 2002 r. sięgały aż 22,8 mld zł.

Dobre chęci to mało

— Przyczyną narastania długów był brak płynności finansowej oraz lawinowy przyrost odsetek od zaległych zobowiązań — wyjaśnia Henryk Paszcza z katowickiego oddziału Agencji Rozwoju Przemysłu (ARP).

W lutym 2003 r. utworzono Kompanię Węglową. Idea była taka, aby do koncernu trafiły tylko rentowne kopalnie i utworzyły jedną dużą, silną spółkę węglową z połączenia kopalń należących do pięciu spółek: Gliwickiej, Nadwiślańskiej, Rudzkiej, Rybnickiej i Bytomskiej. Długi miały pozostać poza KW. Tymczasem wszystko wrzucono do jednego worka. Eksperyment okazał się kosztowny i do dziś Kompania nie może wyjść na prostą. Rząd SLD zdecydował, że dokapitalizuje koncern do kwoty — 1,6 mld zł, aby mógł spłacić stare długi. Tymczasem zobowiązania spółki przekraczają 3 mld zł. Jest jeszcze jedna strona medalu — KW nie spłacała starych długów, natomiast przez ostatnie dwa lata wykazywała, najwyraźniej papierowe, zyski. W latach 2007-10 ma do uregulowania 1,7 mld zł zobowiązań wobec ZUS.

Niepotrzebne starcie

Po przejęciu władzy przez PiS wiadomo było, że nastąpią zmiany w branży. Piotr Woźniak, minister gospodarki, powierzył zarządzanie górnictwem Pawłowi Poncyljuszowi. Jego przeciwnicy pod osłoną związkowców wytaczali przeciwko niemu armaty. Zarzucali m.in. brak znajomości problemów branży węglowej. Liczyli na to, że Poncyljusz szybko straci stanowisko sekretarza stanu. Pomylili się. Posady tracili, ale prezesi spółek węglowych. W połowie roku na pierwszy ogień poszedł Leszek Jarno, prezes Jastrzębskiej Spółki Węglowej (JSW), który przez osiem lat kierował firmą. W końcu otrzymał propozycję nie do odrzucenia: ma złożyć rezygnację. Potem fotel szefa Węglokoksu (eksport węgla) stracił Piotr Makselon. Jedna z kluczowych postaci w górnictwie. Po nich przyszła pora na Maksymiliana Klanka, prezesa Kompanii Węglowej (KW). Kilka miesięcy wcześniej z pracą pożegnali się prawie wszyscy członkowie zarządu KW. Odwołanie Maksymiliana Klanka dla wielu osób w środowisku górniczym było sporym zaskoczeniem. Jego miejsce zajął Grzegorz Pawłaszek, ale nowa posada nie jest dla niego specjalnym powodem do radości, bo spółka boryka się z problemami.

Łatwego zadania nie ma także wiceminister Poncyljusz, odpowiedzialny za strategię branży węglowej na lata 2007-15. We wrześniu złożył przedstawicielom związków zawodowych swoje propozycje, dotyczące m.in. prywatyzacji i sprzedaży kopalń należących do Kompanii. Został ostro skrytykowany.

Po raz pierwszy od bardzo wielu lat resort gospodarki nie wskazuje w strategii, ile ma wynosić roczne wydobycie, jakie ma być zatrudnienie i jakie zyski. To dobry znak. Najwyższy już czas odejść od ręcznego sterowania branżą. Niech spółkami węglowymi wreszcie zarządzają ich zarządy. Czas też pomyśleć poważnie o zmianie ustawy o związkach zawodowych.

— Związkom zawodowym w górnictwie już dawno pomyliły się role, zamiast walczyć o pracowników, walczą z wiceministrem — mówi prof. Andrzej Stanisław Barczak z Akademii Ekonomicznej w Katowicach.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Maria Trepińska

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu