Co z brytyjskim atomem po Brexicie?

Magdalena GraniszewskaMagdalena Graniszewska
opublikowano: 2016-06-24 13:49

Budowa elektrowni atomowej w Hinkley Point, warta 21 mld funtów, to jeden z najgorętszych francusko-brytyjskich tematów inwestycyjnych. I wielki znak zapytania.

W Hinkley Point mają powstać dwa nowe bloki jądrowe. Budować je chce francuski koncern energetyczny EDF, kontrolowany przez francuski rząd. Na inwestycji zależy też rządowi brytyjskiemu – na tyle, że zagwarantował projektowi stałe ceny odbioru energii na wiele lat (tzw. kontrakt różnicowy). Taki kontrakt zmniejsza ryzyko inwestora, czyli Francuzów.

Czy Brexit wpłynie na flagowy francusko-brytyjski projekt energetyczny, wart 21 mld funtów? Związki zawodowe EDF, wpływowe we Francji, zaapelowały już do zarządu, by ten wstrzymał się z decyzjami o wydawaniu pieniędzy.

- Dziś wierzymy, że wynik głosowania nie będzie miał wpływu na naszą strategię – tak Reuters cytuje jednak w piątek Jean-Bernarda Levy’ego, prezesa EDF.

W francuskim rządzie za nadzór nad EDF odpowiedzialny jest minister Emmanuel Macron, który w ostatnich miesiącach aktywnie zachęcał Brytyjczyków do głosowania za pozostaniem w Unii. Groził też, że w razie decyzji o wyjściu, Wielka Brytania odczuje konsekwencje, m.in. w postaci napływu imigrantów , przebywających dziś w Calais we Francji.

Wokół Hinkley Point i bez Brexitu roi się od znaków zapytania. Na razie inwestycja się opóźnia, bo EDF szuka na nią finansowania. Stara się sprzedać część aktywów, m.in. elektrownię Rybnik i elektrociepłownie w Polsce.

Hinkley Point to punkt odniesienia dla całej europejskiej energetyki, bo to obecnie jedyna planowana inwestycja atomowa w UE.