- Najnowsze dane przekazane przez UniCredit są mylące i nie mają uzasadnienia – oświadczył Commerzbank w środę informując, że wystąpił o zbadanie sprawy przez nadzorcę rynku.
We wtorek UniCredit informował, że w ofercie przejęcia, rozpoczętej w maju i mającej trwać do 16 czerwca, zgłoszono mu już akcje odpowiadające 7,58 proc. kapitału niemieckiego banku. Oznaczałoby to, że będzie miał już ponad 34 proc. akcji Commerzbanku. Bloomberg wskazuje, że informacja przekazana przez UniCredit wywołała wrażenie, że oferta nabiera rozpędu i sygnalizuje, że część akcjonariuszy jest przekonana o jej atrakcyjności, mimo relatywnie niskiej oferowanej cenie.
Commezbank twierdzi jednak, że oferowane akcje pochodzą w znacznym stopniu od banków i podmiotów powiązanych z UniCredit.
- Wbrew temu co twierdzi UniCredit, zgłoszone akcje nie mogą być traktowane jako dowód niezależnego poparcia akcjonariuszy dla oferty – oświadczył niemiecki bank.
We wrześniu 2024 roku UniCredit ujawnił się niespodziewanie jako duży akcjonariusz Commerzbanku. Wywołało to spekulacje o zamiarze jego przejęcia. Reakcja władz Commerzbanku, a także rządu Niemiec, który posiada wciąż duży pakiet jego akcji, była negatywna. Włoski bank konsekwentnie zwiększa jednak swoje zaangażowanie w niemieckim banku i wcześniej w tym roku zgłosił ofertę przejęcia, głównie z powodu bliskości progu 30 proc. posiadanego kapitału. Prezes Commerzbanku, Bettina Orlopp, odrzuciła ofertę. Bloomberg zwraca uwagę, że retoryka po obu stronach w ostatnich miesiącach zaostrzyła się. Włoski bank w reakcji na wiadomość o stanowisku Commerzbanku ogłoszonym w środę, stwierdził, że „nie komentuje insynuacji, które nie mają oparcia w faktach”.
Commerzbank to właściciel polskiego mBanku. Ma 69 proc. jego akcji.
