Jeszcze w tym roku Comperia, lider rynku porównywarek usług finansowych, zadebiutuje na NewConnect. Przy wycenie 12 mln zł spółce udało się zebrać ponad 1 mln zł na inwestycje, ale już myśli o kolejnej emisji akcji. Teraz jednak najważniejszy cel to wejście na rynek ubezpieczeń.
Czart wierzy
Co roku warszawska spółka może się pochwalić przynajmniej 100-procentowym tempem wzrostu. W tym ma być podobnie, co oznacza, że po raz pierwszy w historii Comperia ma szansę na ponad 1 mln zł zysku przy około 3 mln zł przychodu. — W następnych latach podtrzymamy to tempo, bo dobrze prosperuje nasz podstawowy biznes. Usługi w sektorze ubezpieczeń wpłyną na nasze przychody dopiero w 2013 r., kiedy mogą stanowić nawet 30 proc. całego biznesu — podkreśla Bartosz Michałek, prezes Comperii. Jednym z nowych inwestorów, który obejmie ponad 5 proc. akcji, jest wrocławska agencja reklamowa Czart. Kieruje nią Przemysław Kruszyński, współwłaściciel (wraz z giełdowym ADV) Xantusa, producenta animacji. — Wchodząc w Comperię, nie zastanawiam się nad ich nowymi gałęziami biznesu. Patrzę na nich jako lidera porównywarek w sektorze bankowości,z mocną marką. Liczba internautów rośnie, rośnie też odsetek osób korzystających z usług bankowych on-line. A w to, że także w cięższych czasach ludzie będą pożyczać pieniądze i szukać ich w najtańszym źródle, wierzy chyba każdy — tłumaczy Przemysław Kruszyński.
Wojdyga pomoże
Comperia liczy, że w najbliższych latach znajdzie się na ścieżce szybkiego wzrostu także dzięki skutecznemu przeszczepieniu modelu porównywarki na obszar ubezpieczeń. I choć biznesy typu Rankomat czy Ipolisa — działające w tym segmencie od lat — pochłonęły już po kilka milionów złotych, Comperia wierzy, że na dobre wejście wystarczy milion. — Mamy know-how, marketing, IT, PR, modele monetyzacji, doświadczenie na podobnym rynku. Gdy wchodziliśmy w banki, wielu także wątpiło, czy nam się uda, skoro innym nie szło — mówi Bartosz Michałek. Cichym wsparciem w ambitnych planach porównywarki mają być jej główni inwestorzy, czyli Dariusz Wojdyga (udziałowiec Opera TFI) i Marek Dojnow (Fidea Corporate Finance). Konkurencja uważa, że różowo nie będzie. — Mało komu w tym segmencie się udało. Rynek ubezpieczeń w internecie rozwija się wolniej, a stawki za „złowienie” klienta są nieporównywalnie mniejsze niż w przypadku usług finansowych. Ponadto wiele towarzystw typu direct ma bardzo napięte budżety, więc oszczędzają na klasycznej reklamie, płacąc tylko za efekt — zaznacza Paweł Kuczyński, prezes Ipolisy.