Sukces — w szkołach będą pracownie internetowe wyposażone w macintoshe. Ale dlaczego prosty przetarg musiał trwać pięć miesięcy?
Resort edukacji poinformował wczoraj, że wybrał ofertę konsorcjum Computerlandu Serwis i SAD na dostawy do szkół w całej Polsce pracowni internetowych opartych na komputerach Macintosh. Wartość oferty to 37,8 mln zł. Zakup zostanie sfinansowany w dużej części z funduszy unijnych. Sukces? Na pewno firm, ale nie urzędników. Prosty przetarg trwał ponad pięć miesięcy, a sprzęt od miesiąca powinien już działać w szkołach.
„PB” już kilka razy przypominał Ministerstwu Edukacji Narodowej o tym zadziwiającym postępowaniu. Przetarg został ogłoszony w sierpniu 2006 r., oferty wpłynęły na początku września i nic się z nimi nie działo aż do stycznia 2007 r. A przecież resort informował w ogłoszeniu o wszczęciu postępowania, że spieszy mu się z jego rozstrzygnięciem, bo sprzęt ma trafić do szkół do końca 2006 r.
Sprawa jest o tyle bulwersująca, że komputery Macintosh produkuje tylko jedna firma — Apple, której wyłącznym dystrybutorem w Polsce jest SAD. Specyfikację takiego przetargu można więc przygotować znacznie szybciej niż w przypadku standardowych pecetów, gdzie zainteresowanych producentów jest kilkunastu.
To pierwsze od pół roku rozstrzygnięcie w przetargu komputerowym w resorcie edukacji. Oby był to dobry sygnał, bo w ministerstwie ślimaczą się dwa inne postępowania: na zakup komputerów dla dzieci niewidomych i na pracownie dla szkół. Dotyczą zamówień za 300 mln zł. Resort też musi dość szybko przygotować kolejne przetargi, żeby nie stracić unijnych dotacji. Program komputeryzacji szkół i bibliotek jest wart w sumie 1,5 mld zł.