Coraz ciemniejsze chmury nad przemysłem w Europie

Ignacy Morawski
opublikowano: 2021-10-07 20:00

W ciągu miesiąca produkcja w niemieckiej motoryzacji spadła niemal o jedną piątą.

Mocno negatywny wydźwięk miały ostatnie dane z niemieckiego przemysłu, a szczególnie z motoryzacji. Do tego dochodzą cały czas napływające informacje o zamykaniu fabryk — w środę np. Skoda poinformowała o wstrzymaniu produkcji w Czechach do końca roku. Nad europejskim przemysłem zbiera się coraz więcej chmur. Gra toczy się o to, czy będzie to dołek czy urwisko. Rynek na razie jest relatywnie spokojny. Wprawdzie ceny akcji spółek motoryzacyjnych spadają, ale nie widać paniki. Problemy produkcyjne są traktowane jako zjawisko bolesne, ale przejściowe.

W sierpniu produkcja przemysłowa w Niemczech spadła aż o 4,1 proc. wobec lipca. To największy spadek od kwietnia 2020 r., choć oczywiście nieporównywalny pod względem wielkości do tamtego miesiąca (wtedy produkcja spadła o 20 proc.). Poziom produkcji jest aż o 8,9 proc. niższy niż u progu pandemii.

Najmocniej spadła produkcja w motoryzacji — aż o 17,2 proc. miesiąc do miesiąca. Na wykresie, widać, że załamanie produkcji w branży jest bardzo głębokie. Spójne jest to z napływającymi z niej anegdotycznymi dowodami. Place przy fabrykach są w pełni wypełnione autami, które nie mają zamontowanych mikroprocesorów, których brakuje na globalnych rynkach. Niektórzy dilerzy sprzedają zaledwie 20-30 proc. normalnej sprzedaży. Wszystko spowodowane jest brakiem komponentów.

W innych branżach sytuacja jest bardziej stabilna, ale widać, że niemieckiemu przemysłowi daleko jeszcze do normalności. Na plus można zaliczyć fakt, że produkcja w branżach chemicznych, mocno powiązana z różnymi łańcuchami dostaw, wzrosła w sierpniu i jest wyższa niż przed kryzysem. Rośnie też produkcja urządzeń elektrycznych, wśród których są zarówno sprzęty AGD, jak też elementy maszyn. Nie mamy więc do czynienia z szeroko zakrojonym szokiem przemysłowym, ale na minus można zaliczyć słabsze wyniki przemysłu maszynowego, w którym produkcja wciąż jest niższa niż przed pandemią. To może sugerować, że popyt inwestycyjny na maszyny w przemyśle, których Niemicy są dużym producentem, będzie słabo zaspokojony. Inwestycje w europejskiej gospodarce mogą więc rosnąć słabiej od oczekiwań, co przełoży się na wolniejsze ożywienie na rynku pracy.

Problemy przemysłu są już dostrzegane na giełdach. W minionych dwóch miesiącach ceny akcji spółek przemysłowych na europejskich giełdach spadały mocniej niż spółek usługowych.

Warto jednak zwrócić uwagę, że akurat doświadczająca największych problemów motoryzacja nie jest na giełdach przeceniana mocniej niż inne branże przemysłowe. Wręcz przeciwnie — znajduje się gdzieś w środku stawki, patrząc na zmianę cen akcji od sierpnia. To sugeruje, że wstrząsy podażowe, czyli brak komponentów, są traktowane jako problem czysto przejściowy. Nie zaburza on długookresowych perspektyw sektora. Wracając do głośnych przed rokiem rozważań o kształcie ożywienia po pandemii, czy może ono przebiegać trajektorią W, V, czy L, tym razem jest dość jasne oczekiwanie, że będzie to ścieżka V.

Ważne jest też pytanie o wpływ zaburzeń produkcyjnych w Niemczech i innych krajach na Polskę. W ostatnich latach produkcja w polskim przemyśle miała raczej niską wrażliwość na zmiany produkcji w Niemczech, m.in dlatego, że część spadków produkcji w Niemczech była związana z przenoszeniem aktywności do Polski. Tym razem jednak wstrząs ma ewidentnie paneuropejski charakter i dotknie produkcji w Polsce. Już widać pierwsze objawy w postaci pogorszenia nastrojów w przemyśle. Dlatego czwarty kwartał może przynieść wyraźnie słabsze wyniki przemysłu niż poprzednie kwartały.