Coraz więcej niewypłacalnych firm

opublikowano: 13-02-2019, 22:00

Szybko rośnie liczba przedsiębiorców, którym grozi bankructwo. W styczniu była ich prawie setka.

W minionym miesiącu liczba niewypłacalnych firm wyniosła już 98 — informuje Euler Hermes na podstawie danych z Monitorów Sądowych i Gospodarczych. To o 20 proc. więcej niż rok temu. W styczniu 2018 r. liczba spółek z problemami była większa o 19 proc. niż rok wcześniej i wynosiła 82. Tym samym niewypłacalnych spółek wciąż przybywa — i to coraz szybciej.

— Kolejny rok dwucyfrowego wzrostu liczby niewypłacalności można interpretować jako przedłużający się rzeczywisty spadek koniunktury w gospodarce dla sporej części rodzimych firm, zwłaszcza z sektora małych i średnich przedsiębiorstw — mówi Tomasz Starus, członek zarządu Euler Hermes.

Z analizy wynika, że najwięcej niewypłacalności pojawiło się w przemyśle (23 w porównaniu do 22 rok temu). Dalej jest budownictwo (17 przypadków) i transport (7 przypadków). Jeśli chodzi o przemysł, kilkumiesięczny już spadek zamówień eksportowych skutkuje w przypadku tej branży — oprócz niewypłacalności — także wysokimi stanami magazynowymi. Największa grupa niewypłacalnych podmiotów w przemyśle to reprezentanci sektora metalowego (9 przedsiębiorstw). Pięć z nich produkowało konstrukcje metalowe, nie tylko na eksport, ale też na potrzeby budownictwa, a cztery dostarczały maszyny przemysłowe, m.in. chłodnicze, a także piece i paleniska.

— Przyczyną ich kłopotów z jednej strony jest spadek zamówień z zagranicy, a z drugiej regres w inwestycjach rodzimych firm. Słabszy popyt z zagranicy wpływa też na zmniejszenie zamówień eksporterów na półproduktydo produkcji maszyn i urządzeń na eksport — a, co za tym idzie, ma wpływ na kłopoty mniejszych poddostawców — tłumaczy Tomasz Starus.

Na wysokim poziomie utrzymuje się liczba niewypłacalności w budownictwie — i to mimo kolejnego sezonu wzrostu wartości tego rynku. Kłopoty firm z branży wiążą się z realizowanymi pracami, a nie ich brakiem.

— W budowlance kontraktów jest albo za mało, albo za dużo. W tym drugim przypadku materiały są za drogie, brakuje pracowników, którzy dodatkowo kosztują przedsiębiorców coraz więcej — w efekcie trudno osiągnąć zadowalającą rentowność. W dodatku długi łańcuch dostawców i podwykonawców powoduje, że kumulują się opóźnienia w płatnościach. To najbardziej uderza w najsłabszych, regionalnych podwykonawców, znajdujących się na końcu łańcucha płatności — tłumaczy Tomasz Starus.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Sylwia Wedziuk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy