Eksperci są zawiedzeni poprawionym przez Platformę budżetem, choć cudów się nie spodziewali. Przynajmniej w tym roku.
Od chwili zaprzysiężenia nowy rząd podkreśla, że na poważne zmiany w przyszłorocznym budżecie ma za mało czasu. Jednak przed wyborami napięte terminy nie przeszkadzały politykom Platformy w składaniu obietnic naprawy ustawy budżetowej. Mówili przede wszystkim o poważnym zmniejszeniu deficytu (o 5 mld zł, a nawet o 8 mld zł) i o wyraźnych cięciach w wydatkach. Co z tych zapowiedzi znalazło się w budżecie? Niewiele — twierdzą ekonomiści.
Mniej niż zero
— Jestem zawiedziony przede wszystkim skalą zmniejszania przyszłorocznego deficytu. Liczyłem na znacznie większą redukcję niż 1,5 mld zł — mówi Ryszard Petru, główny ekonomista Banku BPH.
To główny zarzut ekspertów, a akurat tę obietnicę dało się zrealizować.
— Rząd miał możliwości zmniejszenia deficytu dzięki bardzo dobrej realizacji obecnego budżetu — uważa Grzegorz Maliszewski, ekonomista Banku Millennium.
Co na to PO?
— Zmniejszenie o 1,5 mld zł to pierwszy krok. Pokazuje kierunek na następne lata. Ograniczały nas wynegocjowane podwyżki dla nauczycieli. Jednak już w projekcie budżetu na 2009 r. deficyt będzie mniejszy — zapewnia Krystyna Skowrońska, posłanka PO, wiceprzewodnicząca sejmowej Komisji Finansów Publicznych.
Mniej, więcej
W budżecie na 2008 r. niewiele zostało też z zapewnień o hamowaniu wzrostu wydatków. Będą zwiększały się w podobnym tempie, jak w ostatnich kilku latach. Przegłosowane w piątek oszczędności (3,4 mld zł — pochodzące głównie z budżetów instytucji publicznych) nie wprawiły ekonomistów w optymizm.
— Na administracji publicznej nie zaoszczędzi się wiele. Jeśli weźmiemy pod uwagę cały budżet, okaże się, że są to wydatki niewielkie. Dokonane cięcia to kropla w morzu potrzeb — twierdzi Jeremi Mordasewicz z PKPP Lewiatan.
Podobnego zdania jest Grzegorz Maliszewski, ekonomista Banku Millennium.
— Ograniczenie wydatków przygotowane przez Platformę było stosunkowo niewielkie. Znaczna część tych oszczędności sfinansuje podwyżki dla nauczycieli i lekarzy, więc nie zmniejszy deficytu — podkreśla ekonomista Millennium.
— Zdajemy sobie sprawę, że prawdziwe reformy w finansach publicznych wymagają zmian w systemie podatkowym. Na to jednak nie mieliśmy jeszcze w tym roku czasu — ripostuje Krystyna Skowrońska.
Eksperci boją się jednak, że ograniczenie wydatków może okazać się kiełbasą wyborczą także w następnych latach.
— Sygnały z ostatnich negocjacji z lekarzami i nauczycielami są niepokojące. Składanie przez rząd obietnic przy braku ustępstw ze strony związków zawodowych nie wróży dobrze budżetowi na 2009 rok — ostrzega Jeremi Mordasewicz.
3,4
mld zł O tyle posłowie Platformy zmniejszyli wydatki w przyszłorocznym budżecie...
1,5
mld zł ...o tyle ograniczyli deficyt…
5
mld zł …a o tyle obiecywali go zmniejszyć przed wyborami.