Cukrownie proszą resort o pomoc

Katarzyna Kozińska
opublikowano: 2004-01-08 00:00

Minister rolnictwa zapewnia, że w ciągu kilku dni zdecyduje, co zrobić z nadwyżką cukru na rynku. Od tego zależą wyniki producentów.

Resort rolnictwa zapowiada, że wkrótce zdecyduje, czy i jak pozbyć się z rynku nadwyżki cukru. Czekają na to zarówno zagraniczni inwestorzy, jak i Polski Cukier. Ograniczenie ilości dostępnego cukru, który dziś sprzedawany jest poniżej kosztów, pozwoli przywrócić cukrowniom rentowność.

— Do każdego kilograma wyprodukowanego cukru producent dopłaca. To odbija się na wynikach finansowych — mówi Janusz Pierun z koncernu Pfeifer und Langen.

Dwie strony medalu

Wojciech Olejniczak, minister rolnictwa, bierze pod uwagę dwa rozwiązania: deklasyfikację, czyli zmniejszenie limitów produkcji cukru, lub skup interwencyjny przez Agencję Rynku Rolnego (ARR). Raczej nie ma jednak szans na zdjęcie całej nadwyżki ocenianej na ponad 300 tys. ton.

— Na wykup cukru potrzeba kilkuset milionów złotych. Branży pomogłoby zdjęcie z rynku chociaż 100 tys. ton. Na wykup ARR musiałaby zaciągnąć kredyty. To wymaga jednak dokładnej analizy, bo pomoc dotyczy nie tylko państwowej spółki Polski Cukier, ale także prywatnych cukrowni. Deklasyfikacja pogorszy też pozycję plantatorów — uważa Wojciech Olejniczak.

Lepiej późno niż wcale

Producenci przyznają, że ograniczenie nawet o 100 tys. ton pomoże utrzymać firmom płynność do czasu przyjęcia regulacji unijnych. Od 1 lipca cena skupu buraka i cukru w sprzedaży i tak wzrośnie, a UE przypilnuje, żeby tani cukier z Polski nie zalał zachodniego rynku.

Producenci cukru już od kilku miesięcy składali do resortu wnioski o deklasyfikację. Proponowali zmniejszenie o 10 proc. limitów produkcji cukru przeznaczonego na rynek krajowy oraz wyeksportowanie na własny koszt ponad 300 tys. ton (eksport jest mniej opłacalny). Minister nie odpowiadał. Mówiło się, że nie wierzy w nadwyżkę. W listopadzie pięć firm: Krajowa Spółka Cukrowa (KSC), Nordzucker, Pfeifer und Langen, Südzucker i British Sugar, wystąpiło więc ze wspólną propozycją.

— Resort rozpoczął analizę problemu dopiero wówczas, kiedy wszyscy producenci zajęli wspólne stanowisko. Wcześniej jedni chcieli ograniczenia kwot produkcyjnych, inni nie — wyjaśnia zwłokę Wojciech Olejniczak.