Najdłuższa inwestycja nowożytnej Europy trwa 25 lat, a jej końca nie widać.
Budowniczowie warszawskiego metra usprawiedliwiali wolne tempo prac trudnymi warunkami geologicznymi, czyli tzw. kurzawką. Jeśli spojrzeć na problem szerzej, okaże się, że kurzawka to mały pikuś w porównaniu z kłopotami finansowymi i z zakrętami historii.
Pierwsze przymiarki
We wrześniu 1925 r. władze stolicy zdecydowały o opracowaniu projektu Metropolitanu — kolei podziemnej łączą- cej Muranów z placem Unii Lubelskiej. Półtora roku później zatwierdziły plan budowy, a w 1929 r. przy ratuszu powstał Referat Kolei Podziemnej. Wtedy przyszedł krach na nowojorskiej giełdzie i wielki kryzys.
Do pomysłu powrócił prezydent Warszawy Stefan Starzyński. W listopadzie 1938 r. powołał Biuro Studiów Kolei Podziemnej. W 35 lat miało powstać 7 linii metra o łącznej długości 46 km. Ale wybuchła wojna.
Pierwsze wykopy
W 1950 r. uchwała rządu znowu zapoczątkowała powojenne prace nad metrem. Miały powstać trzy linie o łącznej długości 36 km. Anegdota głosi, że Stalin przedstawił Bierutowi trzy koncepcje daru ludzi radzieckich dla Warszawy — metro, osiedle mieszkaniowe i pałac kultury. Bierut stwierdził, że metro jest niepotrzebne, a osiedle sami możemy sobie zbudować. Dlatego pałac stoi, a metro wciąż się buduje.
W latach 50. po praskiej stronie Wisły powstał ponad kilometr tunelu, a także spółka Metroprojekt, dla której wybudowano na rogu Marszałkowskiej i Wilczej siedzibę, gdzie mieści się do dziś. Budowa metra okazała się trudniejsza, niż przypuszczano i w 1953 r. jej zaniechano. A kawałek tunelu? Praca nie całkiem poszła na marne, bo w jego części umieszczono Centralne Piwnice Win Importowanych. I tam sobie leżakowały te wszystkie sofie i egri bikavery.
Pierwsze pociągi
W połowie lat 70. koncepcja metra odżyła. Metroprojekt mógł sobie przypomnieć o celu, do jakiego został powołany, ale kończył się okres gierkowskiej prosperity. Pieniędzy brakowało, długów wręcz przeciwnie. Projekt musiał poczekać na sprzyjający moment. Przyszedł niespodziewanie.
13 grudnia 1981 r. gen. Wojciech Jaruzelski (na zdjęciu u góry) wprowadził stan wojenny i zabronił niemal wszystkiego. Kij był, należało dać marchewkę. Generał nie miał zbyt wiele do zaoferowania, więc zaproponował metro. Miesiąc po wprowadzeniu stanu wojennego zapowiedział w Sejmie budowę i potem poszło szybko jak w wojsku. W lutym powstała Generalna Dyrekcja Budowy Metra, w czerwcu podpisano umowę o współpracy z ZSRR (bo i z kim innym) i 15 kwietnia 1983 r. na Ursynowie rozpoczęto prace.
Wojna o metro okazała się długą i ciężką kampanią. Problemy techniczne i finansowe sprawiły, że inwestycja się opóźniała. W 1989 r. ze względów oszczędnościowych zrezygnowano z budowy dwóch stacji (plac Konstytucji i Muranów). Dopie- ro po 12 latach, 7 kwietnia 1995 r., warszawiacy odbyli pierwszą podziemną podróż. Niezbyt długą, bo linia łą- czyła Kabaty z Politechniką. Ale i tak radości było co niemiara.
