Czarna perspektywa pod czarną ścianą

Jacek Zalewski
26-06-2002, 00:00

Z zapowiadanych na wczoraj burzowych chmur demonstracji spadł bardzo mały deszcz. W szczególności plajtą skończyły się buńczucznie zapowiadane przez Leppera blokady Samoobrony na drogach. Nie zepsuło to jednak doskonałego samopoczucia wodzowi, który podłączył się w Radomiu do obchodów rocznicy 25 czerwca 1976 r. i zapowiedział eskalację protestów.

Również statyczne manifestacje w Warszawie tym razem nie sparaliżowały ruchu ulicznego. Bardzo mizernie wyglądało zgromadzenie rolniczych związkowców przed Kancelarią Prezesa Rady Ministrów (w czasie obrad rządu) w sprawie utworzenia spółki Polski Cukier. Sami uczestnicy głośno wyrażali opinie, że to przyjeżdżanie do Warszawy po raz siódmy czy ósmy nie ma już żadnego sensu. Ci biedni ludzie z upadających cukrowni są całkowicie bezradni w twardej rzeczywistości rynkowej. Ich rozgoryczenie prowadzi również do przemieszania ideowego — na jedną nutę śpiewają najpierw „...nie chcemy ni sierpa, ni młota — za Wilno, za Grodno, za Katyń, za Lwów zapłaci czerwona hołota”, a za chwilę o „zagrabiających Polskę brukselskich Żydach”. Merytorycznie demonstranci nie osiągnęli absolutnie nic, co potwierdził szef rolniczej Solidarności Roman Wierzbicki po spotkaniu z szefem KPRM Markiem Wagnerem.

Zgodnie z naszymi oczekiwaniami, znacznie groźniej wyglądała oficjalna demonstracja Ogólnopolskiego Porozumienia Związków Zawodowych przeciwko Narodowemu Bankowi Polskiemu. Na szczęście demonstranci oszczędzili ulicę Świętokrzyską i całą energię (w tym kilka petard) skierowali nie na centralę NBP, lecz na czarną ścianę Głównego Oddziału Walutowo-Dewizowego od strony placu Powstańców Warszawy. Cała ta hucpa jako żywo przypominała najgłupsze kampanie propagandowe w dziejach PRL — w rodzaju tej po marcu 1968 r. lub po czerwcu 1976 r. Lejtmotywem trzytysięcznego tłumu było oczywiście gromkie skandowanie „Balcerowicz musi odejść”.

Im bardziej przewodniczący OPZZ Maciej Manicki zarzeka się, iż nie chodzi mu o ustalanie kursu walutowego na ulicy, że nie chce czynić afrontu prezydentowi (za wytypowanie kandydata na prezesa NBP), a przede wszystkim, że nie służy politykom ani z lewa, ani z prawa — tym bardziej raczy żartować. Przecież pierwszym krzykaczem wczorajszej demonstracji okazał się były poseł SLD Jan Kisieliński, mający przy boku również byłego posła PSL Władysława Serafina. Obaj aż dyszą żądzą politycznego odwetu i wyjątkowo ciężko przeżywają fakt, iż naród już ich w Sejmie nie widzi. Jeśli nie mogą występować na Wiejskiej, to próbują przynajmniej na „Wsiowej” — jak to zapisało na swoim transparencie kontestujące OPZZ-owców Młode Centrum.

Sterowanie uliczną demonstracją zawsze wymyka się spod kontroli. Nie chodzi tylko o jakieś incydenty, lecz także o zawartość merytoryczną. Gdy na przykład prelegent wrzeszczy przez megafon „jedni cierpią głód, a inni zastanawiają się, jaki samolot czy śmigłowiec sobie kupić” — wrzeszcząc oczywiście na... Balcerowicza — to jest to jednak absurd. Tłum trzymał również transparenty, których treść wyczerpuje znamiona wykroczenia ściganego z mocy prawa. Dosłowne zacytowanie na naszych łamach ich ordynarnej treści jest uzasadnione faktem, iż doskonale oddają one nastrój manifestacji OPZZ: „Precz z Radą Pojebanej Polityki” oraz „Miller zrób się chłopem i wypierdol Balcerowicza z łomotem!”.

W tym miejscu automatycznie nasuwa się pytanie — panie premierze, swoimi licznymi wystąpieniami skierował pan na centralny bank państwa kilkutysięczny tłum, który złożył panu na piśmie (dosłownie — na płótnie) ciekawą propozycję. Czy właśnie takiej podbudowy psychicznej pan potrzebował?

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Gospodarka / Czarna perspektywa pod czarną ścianą