Ministerstwo Zdrowia zapowiada, że kończy prace nad projektem ustawy o refundowanych wyrobach medycznych. Z publicznych wypowiedzi wynika, że będzie jak z lekami - zanim zostaną objęte publicznym finansowaniem, producenci będą negocjować cenę z urzędnikami.

Witold Włodarczyk, dyrektor Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Wyrobów Medycznych Polmed, alarmuje, że wprowadzenie sztywnych lub maksymalnych marż uderzy w sieci sklepów, specjalizujących się w zaopatrzeniu medycznym.
- Pracę może stracić 10-15 tys. osób. Poszkodowani będą również pacjenci, bo nie będą mieli gdzie zaopatrzyć się w wyroby medyczne – uważa Witold Włodarczyk.
Oprócz publicznych protestów, izba wysłała w tej sprawie list do resortu zdrowia. Przekonuje w nim, że wyroby medyczne nie powinny podlegać takim samym regulacjom co leki, ponieważ są to dwa inne światy.
- Wyroby medyczne to produkty bardzo różnorodne, które można podzielić na różne kategorie i każda z nich rządzi się zupełnie innymi prawami. Są to sprzęty konfigurowalne, dopasowywane do potrzeb konkretnego pacjenta i jego stanu zdrowia. Ten sam wyrób może istnieć w dziesiątkach wariantów wyposażenia i funkcjonalności, a co za tym idzie mieć różną cenę. Lek, od chwili rejestracji do końca stosowania w medycynie ma identyczną, niezmienną postać – wyjaśnia Witold Włodarczyk.