Agencja Moody’s obniżyła rating kredytowy Węgier do śmieciowego. Dane makro z Polski wypadają zaskakująco dobrze, ale inwestorzy, wybierając między tymi czynnikami, za ważniejszy uznali ten pierwszy i pozbywali się złotego.
Analitycy agencji ratingowej Moody’s uznali zwrócenie się Węgier z prośbą o pomoc do Międzynarodowego Funduszu Walutowego (MFW) i Unii Europejskiej za zapowiedź problemów z wypłacalnością tego państwa. Nie czekając na wynik negocjacji, obniżyli rating poniżej poziomu inwestycyjnego. W piątek po południu forint, przebijając opory z 2009 r., osłabił się rekordowo względem euro. Pozostałe dwie agencje ratingowe wstrzymują się z rewizją oceny wiarygodności Węgier do czasu ogłoszenia warunków porozumienia z MFW.
W takich warunkach nie ma co liczyć, że dobre dane o sprzedaży detalicznej w Polsce przykują uwagę inwestorów.
Węgry były pierwszym państwem, które w 2008 r. otrzymało wsparcie międzynarodowychinstytucji (MFW wyłożył 20 mld EUR). Wprawdzie w tym roku stosunek długu do PKB ma zostać obniżony z 81 proc. do około 75,9 proc., ale wszystko wskazuje na to, że w 2012 r. ponownie wzrośnie, ponieważ za pozytywną zmianą z ostatnich kilku miesięcy nie stały strukturalne reformy, tylko jednorazowe operacje. Po objęciu sterów w węgierskim parlamencie w 2010 r. rząd Wiktora Orbana, kontynuując łatanie budżetu państwa, wprowadził kontrowersyjne reformy, m.in. nacjonalizację oszczędności Węgrów zgromadzonych w funduszach emerytalnych (około 14 mld USD), szereg specjalnych podatków sektorowych (od firm telekomunikacyjnych, energetycznych, supermarketów), podniósł stawkę podatku VAT najwyżej w Europie, a ostatnio przerzucił na banki koszty usztywnienia kursu, po jakim posiadacze walutowych kredytów hipotecznych mogą spłacać raty.
Problemy z uplasowaniem emisji miały w ubiegłym tygodniu m.in. Niemcy, których 10-letnie papiery pierwszy raz od blisko trzech lat osiągnęły wyższą rentowność niż analogiczne Wielkiej Brytanii. W piątek Włochy musiały zaoferować inwestorom 6,5 proc. za półroczne bony, czyli blisko dwukrotnie więcej niż przed miesiącem. W minionym tygodniu kolejny członek strefy euro dostał śmieciowy rating (Portugalia), a jedna z agencji nie wyklucza degradacji oceny Francji. Nieuchronna będzie więc weryfikacja planów czterokrotnego zwiększenia mocy Europejskiego Funduszu Stabilizacji Finansowej. Emisja wspólnych obligacji z ratingiem AAA obecnie wydaje się fikcją.
Po godz. 16 w piątek euro kosztowało 4,52 zł, a za dolara płacono 4,40
zł. Na GPW WIG20 zaczął odrabiać poranne spadki, podczas gdy węgierski
BUX tracił ponad 3 proc. Według obliczeń UniCredit, w tygodniu
zakończonym 23 listopada z warszawskiej giełdy wycofano 35 mln USD,
wobec 9 mln USD przed tygodniem. Ze wszystkich rynków wschodzących
odpłynęło 2,6 mld USD, co stanowi gwałtowny wzrost ze 182 mln USD w
poprzednim tygodniu. W takich warunkach nie ma co liczyć, że pozytywne
dane o sprzedaży detalicznej w Polsce przykują uwagę zarządzających
największymi funduszami inwestycyjnymi. Być może emocje nieco opadną na
początku przyszłego tygodnia, gdy poznamy pierwsze podsumowania
dzisiejszych wyprzedaży w USA. Jak co roku, w tzw. czarny piątek
sprzedawcy obniżają ceny nawet o 70-80 proc., by pozbyć się towarów
przed końcem roku obrachunkowego.