Czas odczarować sery pleśniowe

Michalina SzczepańskaMichalina Szczepańska
opublikowano: 2014-07-21 00:00

Nie tylko do wina, lecz do codziennego śniadania — pleśniaki chcą zepchnąć z kanapek wędliny i żółte sery

Zrzucić z piedestału — takie zadanie postawili sobie producenci serów pleśniowych. I realizują je z coraz lepszym skutkiem. Wart 5 mld zł rynek serów wzrósł w minionym roku o około 2-3 proc., a — jak podaje Hochland — najsilniej rosnącą kategorią są sery pleśniowe, które zyskały w tym czasie 5 proc. i warte są obecnie prawie 300 mln zł.

— Wciąż nie są dostępne we wszystkich sklepach, m.in. w tym tkwi duży potencjał wzrostu. Sprzyjają im także zmiany zwyczajów konsumenckich. Ser pleśniowy jeszcze do niedawna był postrzegany jako produkt wykwintny, dobry dodatek do wina, a przecież świetnie sprawdza się też na co dzień. Może zastąpić na kanapce nie tylko inne sery, ale też wędliny — mówi Piotr Nagalski, dyrektor marketingu w Hochlandzie. Do codziennego spożycia spółka wprowadziła drugą pleśniową markę — Hochland.

— W przeciwieństwie do Valbon [pierwszej marki pleśniaków Hochlandu — red.] ma być serem do zwykłego śniadania czy kolacji. W maju zakończyliśmy pierwszy etap kampanii reklamowejz takim przekazem. Jesienią ją ponowimy — informuje Piotr Nagalski.

Zdaniem Aleksandra Czepelewskiego, szefa marketingu w Grupie Lactalis, właścicielu marki President, pojawienie się nowego brandu potwierdza, że rynek ma potencjał. — Zwłaszcza że skutkiem jest rozwój kategorii, a nie przetasowanie udziałów — zaznacza Aleksander Czepelewski.

Dla kolejnych graczy nie widzi jednak zbyt dużo miejsca, zwłaszcza w najpopularniejszych segmentach rynku, czyli serach camembert i brie. Nowi mogą ugrać więcej, zapełniając rynkowe nisze. Zdaniem Aleksandra Czepelewskiego, za rynkowym wzrostem przemawia zainteresowanie Polaków produktami spożywczymi, które przez wiele lat nie były znane w Polsce. Sery pleśniowe do nich należą.

Piotr Nagalski porównuje polski rynek do niemieckiego, gdzie — jak tłumaczy — też robi się kanapki na śniadania i kolacje, a tamtejsze spożycie serów pleśniowych jest siedem razy wyższe od naszego. Aleksander Czepelewski widzi jednak barierę szybkiego wzrostu — duże wahania cen surowca, czyli mleka.

— W rozwój kategorii trzeba inwestować, a nieprzewidywalność marży temu nie sprzyja — tłumaczy dyrektor w Lactalisie. W opinii Piotra Nagalskiego, na wzroście popularności serów pleśniowych mogą tracić inne sery.

— Mocno nasycona jest już kategoria serów żółtych, niewiele się w niej dzieje, a producenci, żeby zwiększyć sprzedaż, muszą odbierać udziały innym. To samo dotyczy twarogów, które mają dodatkowy minus — spożywa się je mniej wygodnie, co dla konsumentów jest istotne. Dlatego rośnie sprzedaż serów kremowych — przekonuje dyrektor marketingu Hochland Polska.